Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

PdK Książka: „Abchazja”, Wojciech Górecki

Każda przygoda ma swój kres. Po Planecie Kaukaz i Toaście za przodków Wojciech Górecki postanowił zakończyć swoją literacką przygodę z Kaukazem książką na temat Abchazji – krainie, w której jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy historyczne, etniczne i geopolityczne Kaukazu. 

Bazar w Suchumi, 2007 r., autor: fieldreports, flickr

Bazar w Suchumi, 2007 r., autor: fieldreports, flickr

Każda strona snutej przez Góreckiego opowieści o małym narodzie, który zechciał stać się niezależny, stanowi odpowiedź na pytanie, jakie bez wątpienia wielu z Czytelników sobie zadało – dlaczego ostatnia książka z kaukaskiej trylogii uznanego reportera dotyczy właśnie Abchazji? Odpowiedź jest bardzo prosta –  losy tego parapaństwa najlepiej pokazują zawiłości tego regionu świata.

Wciąż jednak może zaskakiwać rozmiar publikacji, która zamyka się w zaledwie 184 stronach. I tu jednak nie ma pola dla wątpliwości – książka, choć faktycznie krótka, pozostaje niezwykle intensywna.

Jest to zresztą cecha charakterystyczna twórczości Góreckiego – natężenie informacji, faktów i anegdot na każdej stronie może czasem przyprawić o ból głowy. Autor zawsze dokładnie kreśli tło polityczne i historyczne dla swoich opowieści, nie szczędzi nazwisk, nazw, dat oraz wydarzeń. Ciągle też staje przed tym samym wyzwaniem – jak wytłumaczyć tak skomplikowany świat jak Kaukaz, jak zmieścić wszystkie ważne i znaczące przeżycia na 200 (Abchazja, 184 s.), 300 (Planeta Kaukaz, 256 s.), 400 stronach (Toast za przodków, 392 s.).

To, co zdecydowanie wyróżnia Abchazję od pozostałych dzieł reportażysty, to precyzyjnie nakreślony szkielet opowieści oraz niespotykane do tej pory uzewnętrznienie się autora. Górecki pisze o sobie tak często, jak jeszcze nigdy wcześniej. W Abchazji bowiem splotły się dwie najważniejsze nitki w życiu autora – Planeta Kaukaz i jego czas reportera. Abchazja staje się więc dla niego nie tylko przyczynkiem do refleksji nad regionem, który opisuje, ale także do dokonania swoistej spowiedzi i rozliczenia z reporterską przeszłością.

Szczególnie uderzające w tym kontekście są ostatnie strony książki, na których Górecki opisuje swój pobyt w Erywaniu podczas konferencji naukowej. Wyjazd finansuje Zgromadzenie Parlamentarne ONZ, nic więc dziwnego, że uczestnicy wydarzenia zatrzymują się w luksusowym Hotelu Armenia Marriott. Jak pisze Górecki: „Dobrze mi w Marriotcie. Skończyłem czterdziestkę (kiedy zaczynałem pisać o Kaukazie, nawet trzydziestka była trudna do wyobrażenia), już lubię wygodę. (…) Wmawiam sobie, że poznaję region od jeszcze innej strony – ale to nie do końca prawda. Po dziesiątej imprezie wiem już z grubsza, co kto powie. (…) Słucham referatów i myślę, że dobrze byłoby wyrwać się na miasto, a najlepiej – w ogóle uciec z Kaukazu. Zająć się, przynajmniej jako reporter, Azją Centralną, Turcją, Iranem. Bo z Marriotta naprawdę nie chce się wychodzić.”

Zanim jednak Górecki pokaże swoiste wypalenie tematem, wpierw uraczy Czytelnika morzem interesujących historii ze swoich burzliwych lat kariery reporterskiej. Daje Czytelnikowi możliwość dowiedzenia się, jak można było zacząć karierę dziennikarską w latach 90. – bezcennych, jeżeli chodzi o ilość tematów, możliwości wyjazdów i znalezienia zatrudnienia, zwłaszcza w świecie medialnym. Pokazuje Kaukaz i Abchazję od podszewki, opisując historię poszczególnych swoich znajomych i przyjaciół na przestrzeni ponad 20 lat. Bowiem rozprawa z własnym losem reportera i lęk przed utratą instynktu łowcy tematów, starzeniem się reportera, odchodzenia w świat wygód i urzędów zamiast  przygód – to jedna strona Abchazji. Drugą pozostają losy tytułowego regionu.

Jak pisze Górecki, Abchazja była w jego reporterskim życiu obecna od początku – wpierw trafiał tam przejazdem, potem wracał już celowo. Jednak nawet po 20 latach odwiedzania tej krainy nie był w stanie jej do końca rozwikłać. I trochę tak jest z całym Kaukazem. Tygiel narodów, konfliktów interesów, dążeń, orientacji geopolitycznych, historii. Każdy naród jest największy, najstarszy, najlepszy. Żaden nie zrezygnuje ze swojego.

Gruzja to państwo podzielone, którego wiązania nie są tak oczywiste, mocne i jasne, jak chcielibyśmy o tym sądzić w Polsce. Silne poczucie odrębności poszczególnych rejonów wciąż nie pozwala spać spokojnie gruzińskim władzom. W walce o zachowanie jedności, nieunikniony był pokaz siły ze strony Gruzji. Padło na Abchazję. Krainę mlekiem i miodem płynącą, w opowieściach rozmówców Góreckiego nabierającą cech Arkadii. Ziemi na poły pogańskiej, przepełnionej metafizycznym duchem. I to wszystko na ledwie 8550 km kwadratowych – tyleż różnorodnych, co skonfliktowanych. Kaukaz w pigułce.

Okładka "Abchazji" Wojciecha Góreckiego, Wydawnictwo Czarne, mat. prasowe

Okładka Abchazji Wojciecha Góreckiego, Wydawnictwo Czarne, mat. prasowe

Górecki przytacza jak zwykle dużo historii, rozmawia z najważniejszymi politykami, dowódcami, przedstawicielami inteligencji i zwykłymi ludźmi. Materiały na książkę zbierał przez całe lata swoich wyjazdów na Kaukaz, gdyż Abchazja zawsze go przyciągała. I tak jak cały region, starał się ją zrozumieć, spojrzeć na tę niezrozumiałą mozaikę raz z daleka, raz z bliska. Wciąż pozostaje ona jednak dla niego nie w pełni rozwiązaną zagadką.

Przede wszystkim jest to jednak historia zniszczenia zjednoczonego świata, rozbicia podszytego charakterystyczną nostalgią za dawnymi czasami. Połączonego wpierw z radością z niezależności, a potem ze sceptycyzmem. Nikt nie wierzy Rosji, wszyscy wiedzą, że wielki kraj z Północy sprzeda ich zawsze kiedy to będzie w jego interesie. Geopolityka odebrała im sąsiadów, rozbiła rodziny, przyniosła biedę i iluzoryczną niezależność. Wszyscy doskonale wiedzą, że ich wolność jest krucha i wszystko zależy od rozmów nad ich głowami. Historia ich państwa pisana jest w odległych setki i tysiące kilometrów od ich ojczyzny gabinetach. Smutkiem także napawa upadek „ducha rewolucji” i umacnianie się nowej nomenklatury, która jako jedyna korzysta na konflikcie. Zwykłym ludziom nie żyje się lepiej, wcześniejsi sąsiedzi skoczyli sobie do gardeł. Pogranicznicy gruzińsko-abchazcy nie chcą dać sobie zrobić wspólnego zdjęcia, choć są przyjaciółmi od dzieciństwa. Nie może być to jednak udokumentowane.

Lektura Abchazji przypomniała mi, jak kiedyś, podczas mojej wyprawy z dziewczyną do Gruzji, chcieliśmy pojechać z Zugdidi do Mestii. Niestety, do megrelskiego miasta przyjechaliśmy za późno, nie było już żadnych marszrutek. Robiło się coraz chłodniej i ciemniej, a Zugdidi to naprawdę ostatnie miejsce na Ziemi w którym chciałoby się zostać na przypadkową noc. Udało nam się jednak namówić jednego taksówkarza na nocny przejazd do Mestii. Prawie szaleństwo biorąc pod uwagę trasę, którą mieliśmy pokonać. Powoli pokonywaliśmy kolejne serpentyny, a ciemność wraz z mleczną mgłą zaczęła wypełniać dolinę przez którą wiodła droga do Mestii. Czasoprzestrzeń uległa zakrzywieniu, za oknem istniała tylko biel oświetlanej reflektorami mgły i ciemność. Pojedyncze zagubione krowy wciąż wylegiwały się na poboczach i wciąż zastanawialiśmy się skąd się tam znalazły. Prócz nich na drodze zalegały kamienie, czasem na samym środku asfaltu. Powolna podróż, skoncentrowany kierowca i historia, którą zaczyna opowiadać równie niespiesznie. Był Gruzinem, który urodził się i wychował w Suchumi. Wspomnienie pomarańczy, mandarynek, zachodów słońca i morza Czarnego. Dobrego życia – był mechanikiem w wojsku. I wojny. Ucieczki. Pozostawione mieszkanie, rodzina. Przesiedlenie kilkadziesiąt ledwie kilometrów od poprzedniego domu. Do Zugdidi, gdzie nikt nie czeka z otwartymi rękoma. Zatrudnia się więc jako taksówkarz i wozi tak ludzi już 20 lat, nie wiedząc, czy kiedyś jeszcze wróci do utraconego raju. Czeka na kolejną wojnę, bo wojna to przecież już nic strasznego. To norma. Po tym, co widział w Abchazji, już nic go nie może przerazić. Milknie, nasz samochód pokonuje kolejny zakręt, a mnie nachodzi refleksja, że ta powolna jazda w ciemności i mgle, gdzie nie widać żadnego celu, to zawieszenie w czasie najlepiej oddaje jego los. Los, który zgotowała mu wojna.

Podobnych historii pełno jest w książce Góreckiego. Pokazuje on rozbicie dwóch sąsiadów, ogrom komplikacji całej sytuacji oraz akceptuje fakt, że nigdy nie da się poznać innego świata w pełni. Czy dlatego też kończy pisać o Kaukazie? Bo już nie ma nic więcej do dodania? Jakiekolwiek były motywy autora, jego niepokój z pewnością powinien zmniejszyć fakt, że ostatnia książka z tryptyku kaukaskiego jest jego najdojrzalszym dziełem. Dziełem, które skłoni Czytelnika do niejednej refleksji.

Abchazja, Wojciech Górecki. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec, 2013

Do poczytania, książkowo

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY