Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Volodymyr Tyravskij

PdK Film: Czy ukraińskie kino ma przyszłość? Opinie ukraińskich ekspertów

22 lata niezależnej Ukrainy nie przyniosły narodzin prężnie działającej ukraińskojęzycznej kinematografii, a ukraiński wciąż jest zdecydowanie rzadszym językiem ukraińskich produkcji filmowych. Czy jest szansa na zmianę? Specjalnie dla portalu Eastbook.eu ukraińskich ekspertów filmowych przepytał Wołodymyr Tyrawskij. 

Taśma filmowa

Jaka przyszłość czeka ukraińskie kino?, fot. StudioTempura (flickr)

Wołodomyr Filipow, współzałożyciel i dyrektor generalny studia produkcji filmowej „Inside-media”:

Deficyt pieniędzy wciąż pozostaje jednym z najistotniejszych problemów ukraińskiego kina. Krajowi politycy niezmiennie nie widzą bowiem potrzeby finansowania kampanii promujących rodzime filmy. Państwowe agencje filmowe dają pieniądze tylko na zdjęcia, postprodukcję oraz przygotowanie kopii gotowego już produktu. To dużo, ale gdy nie ma pieniędzy na promocję, twórcom bardzo trudno jest się przebić ze swoim filmem do szerszej publiczności.

Nasi biznesmeni nie spieszą się z inwestowaniem w rozwój kina – co różni ich od rosyjskich kolegów, którzy sami zwracają się do miejscowych producentów z materialnym wsparciem. Podobny brak wiary w sukces ukraińskich filmów podzielają reklamodawcy.

Ponadto wciąż istotnym problemem pozostaje brak wystarczającej liczby kin, który nie pozwala nawet zbilansować kosztów poniesionych na produkcję filmu – o zysku nawet nie wspominam. Oprócz tego ukraińskie produkcje często wyświetlane są w godzinach nieprzyjaznych potencjalnym widzom. Wynika to z tego, że duże studia filmowe zazwyczaj dogadują się dystrybutorami swoich produkcji i to oni decydują o terminach kinowych premier i liczbie projekcji. W efekcie wciśnięcie się ze swoim filmem w ten szczelny grafik kinowy jest praktycznie nierealne, a to oczywiście przekłada się na finansowe osiągnięcia danej produkcji.

Dmytro Pryhobko, reżyser, scenarzysta, absolwent PWSFiTv w Łodzi:

Uważam, że podstawowym źródłem patologicznej sytuacji – wręcz klęski – ukraińskiego kina jest fatalny stan specjalistycznej oświaty: w stanie obumarcia i bez perspektyw rozwoju. De facto zresztą mówimy tylko o jednej szkole – Kijowskim Instytucie Teatru i Kina im. Iwana  Karpenka-Karoho, gdzie kadra naukowa nie ma bladego pojęcia o współczesnych metodach nauczania. Wiem o czym mówię, bo mogę porównywać ukraińską szkołę z łódzką filmówką, gdzie studiowałem. Tam beznadziejny scenariusz studenta od razu wyrzuca się do kosza, niezależnie od tego, ile czasu nad nim przesiedział. W Łodzi panuje kompletnie inna atmosfera – poczynając od stanu sal wykładowych, akademików, studiów filmowych, do stanu naukowej i technicznej infrastruktury. Tam nie wbijają studentom do głowy od rana do wieczora historii kina, a starają się go edukować za pomocą współczesnych przykładów – trzyma się rękę na pulsie jeśli chodzi o najnowsze produkcje filmowe. Miejscowi reżyserzy często odwiedzają uczelnie amerykańskie, są w nieustannym kontakcie ze swoimi europejskimi kolegami, a swoimi światowymi doświadczeniami dzielą się z nami. Na Ukrainie raz na tydzień „pozwalają” się spotkać z wykładowcą i porozmawiać o konkretnych pomyłkach w którejś ze studenckich prac. To zupełnie dwa różne światy.

Andrij Kurkow, pisarz i scenarzysta:

W Ukrainie żywot producenta nie należy do najłatwiejszych – jest dużo energicznych i utalentowanych ludzi, ale bardzo ciężko znaleźć pieniądze. Dlatego państwo powinno zachęcić biznesmenów i fundusze inwestycyjne do współfinansowania rodzimej produkcji filmowej. Na pewno pomogłaby w tym ustawa o mecenacie, gdzie przewidziano by dla nich pewne ulgi podatkowe. Przede wszystkim należałoby ożywić ukraiński przemysł filmowy. Czemu współczesne kino rosyjskie cieszy się takimi sukcesami? Dlatego, że tam z 200 filmów nakręconych w ciągu roku 100 nie schodzi poniżej pewnego poziomu. My w Ukrainie zawsze chcemy nakręcić wyjątkowe arcydzieło. Nikt nie dostrzega, że stworzenie filmu złego to też pewna nauka na przyszłość. Mówiąc o „złym” filmie, mam na myśli taki, który zapewne nie może pretendować do Oskarów, ale spokojnie może być emitowany przez telewizje i być pokazywany w kinach. Tymczasem u nas po prostu nie ma masowej produkcji filmowej.

Wołodymyr Wojmenko: Ukrainie potrzeba nie mniej jak 1500 sal kinowych, fot. SimonQ錫濛譙 (flickr)

Wołodymyr Wojmenko: Ukrainie potrzeba nie mniej jak 1500 sal kinowych, fot. SimonQ錫濛譙 (flickr)

Wołodymyr Wojmenko, krytyk filmowy:

Już od 1991 roku władze naszego państwa nie rozumieją wysokiego znaczenia społecznego kinematografii. Na całym świecie to nie tyle biznes, co pewna kulturalna potrzeba. I choć nie można stwierdzić, że okres radziecki, biorąc pod uwagę ówczesne naciski ideologiczne, był dobrym czasem dla ukraińskiego kina, to obecna sytuacja jest po prostu kryzysowa. Jednak pomimo wszystkich negatywów, jest u nas dużo utalentowanych reżyserów, którzy już zaistnieli na międzynarodowej arenie. To m.in. Stepan Kowal ze swoim animowanym filmem „Jechał tramwaj numer dziewięć”, dzięki któremu zdobył Srebrnego Niedźwiedzia na berlińskim festiwalu filmowym. Dwa Złote Liście Palmowe w Cannes przyniosły Ukrainie filmy „Podorożni” Ihorja Strembickoho i „Kros” Maryny Brody. Jednak prócz takich „osobliwości” nie można zapominać o kinowych średniakach. Jeszcze jedna ważna sprawa – Ukraina, która liczy sobie 45 milionów ludności, dysponuje 200 kinami, gdzie jest jedynie 370 sal projekcyjnych. A potrzeba ich nie mniej jak 1500, żeby pojawiły się chociażby teoretyczne szanse zwrotu pieniędzy, które pochłonęła produkcja filmu.

Andrij Wołoszyn, współtwórca festiwalu „Kinoetnika”:

Trudnej sytuacji ukraińskiego kina nie poprawi się w jeden miesiąc czy rok, bo oprócz wsparcia państwa musi zaistnieć wsparcie sponsorów, którzy powinni zrozumieć, że ich wymienienie w filmie jest nie mniej efektywne niż reklamowy baner na trybunach stadionu czy na bilbordach w dziesiątkach ukraińskich miast. Uważam, że warto ponadto zaprowadzić ostrą kontrolę nad dotacjami z państwowego budżetu na produkcję filmową. Trzeba zagwarantować młodym absolwentom reżyserii stypendia, ażeby mogli się dalej uczyć w innych szkołach filmowych poza granicami Ukrainy. Warto też zapraszać światowej klasy twórców filmowych do Ukrainy, tak na festiwale filmowe, jak i na „prywatne korepetycje”, zmniejszyć ilość tłumaczeń amerykańskich filmów w kinach i telewizji, wprowadzając dotacje dla ukraińskich produkcji, otworzyć artystyczne centrum, które w przyszłości może stać polem dla stworzenia ukraińskiego Hollywood. Rozumiem, że te kroki mogą wydawać się na dzisiaj nierealne, ale same kino nie zawsze musi być realistyczne.

Walentyn Wasjanowycz, scenarzysta, reżyser i operator:

Dla pełnowartościowego funkcjonowania produkcji filmowej rok rocznie powinno powstawać około 30 pełnometrażowych filmów, które mogą być nawet średniej jakości i z małymi budżetami. Oddawać wszystkie pieniądze jednemu reżyserowi i oczekiwać od niego arcydzieła to czysta loteria, tak to jednak w dużej mierze dzisiaj funkcjonuje. Koniecznie trzeba dać szanse debiutu na wielkim ekranie jak największej liczbie młodych reżyserów. Przykładowo państwo w 100 proc. finansuje reżyserski debiut, a już na drugi film pieniądze wręczone zostaną w systemie proporcjonalnym, gdzie połowę kosztów organizuje sam autor.

Serhij Błażewicz, założyciel firmy „Media-Trade Ukraina”:

Przede wszystkim trzeba wyprowadzić ukraińskie filmy z salek dyskusyjnych klubów filmowych. Pierwszym krokiem, który by to umożliwił, byłaby szeroko zakrojona budowa kin w małych miastach i na wsi, gdzie obecnie niczego, prócz barów, nie ma, a dawne Domy Kultury funkcjonują chyba już tylko dzięki niesamowitym pasjonatom. Taki państwowy program byłby dla mieszkańców prowincji wspaniałą szansą na wartościowe i ciekawe spędzanie czasu, a nie z flaszką wódki w ręce. Niech przy tym cena biletu będzie dostępna dla wszystkich, np. jeden dolar, i miliony zysków rocznie są gwarantowane. Dla mnie samo odrodzenie kin ze wsparciem państwa to najefektywniejszy instrument dystrybucji i promocji ukraińskich filmów. Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że obecnie przypada u nas 1 kino na 100 tys mieszkańców, w Rosji 2 na 100 tys, a w Europie 4 na 100 tys. Obecnie Ukraińcy kupują średnio 20 milionów biletów kinowych rocznie, co jest wynikiem katastrofalnym, zwłaszcza w porównaniu z 1990 rokiem, kiedy ta suma wynosiła 510 milionów! Jeżeli państwo zajmie się odnowieniem infrastruktury kinowej, to moim zdaniem spokojnie będzie można liczyć na 90-100 milionów odwiedzin kin rocznie i odrodzenie ukraińskiej kinematografii.

Widać zatem wyraźnie, że zdaniem ekspertów podstawowe czynniki, które mogą pobudzić rozwój ukraińskiej kinematografii to:
– rozwinięcie regionalnej infrastruktury kinowej,
– prawne ustanowienie ulg podatkowych dla potencjalnych sponsorów,
– polepszenie specjalistycznej oświaty filmowej,
– produkcja ukraińskiego kina również dla masowego widza,
– wsparcie państwa przy promocji ukraińskich filmów.

Tłumaczył z ukraińskiego Tomasz Piechal

Facebook Comments

Магістр журналістики Львівського національного університету імені Івана Франка. Автор численних аналітичних публікацій зовнішньополітичної, економічної, технічної та культурологічної тематики. 15-річний досвід роботи в провідних газетах, журналах та інтернет-виданнях України: Телекритика, Статус.Экономические Известия, UGMK.info, Українська Правда, Аташе, Kyiv Weekly, Молодь України, За Вільну Україну, День та ін.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY