Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Wywiad z Jerzym Pomianowskim na temat Funduszu na rzecz Demokracji – część pierwsza

Staraniem polskiej dyplomacji urzeczywistnia się idea powołania Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji (European Endowment for Democracy – EED) – instytucji, która w założeniu ma wspierać prodemokratyczne wysiłki w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej. Utworzenie EED było priorytetem prezydencji Polski w Radzie UE. Dopełnieniem starań o utworzenie EED stał się wybór polskiego dyplomaty na stanowisko szefa nowo powołanej instytucji. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Panem Jerzym Pomianowskim – Dyrektorem Wykonawczym Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji.

Jerzy Pomianowski na premierze filmu "Żywie Bielaruś", źródło twitter.com

Jerzy Pomianowski na premierze filmu „Żywie Bielaruś”, źródło twitter.com

Czytaj drugą część wywiadu 

Artur Kacprzak: Na wstępie gratuluję Panu wyboru.

Jerzy Pomianowski: Dziękuję bardzo.

AK: Chyba wciąż nie potrafimy się cieszyć z własnych sukcesów?

JP: Bez wątpienia jest to sukces polskiej dyplomacji. Zresztą wszyscy partnerzy zewnętrzni tak to oceniają. Kiedy minister Sikorski zgłosił ten pomysł na początku 2011 r., projekt spotkał się z różnym poziomem sceptycyzmu: od głosów neutralnie wstrzemięźliwych, po wręcz głosy przeciwne. Dziś, ta wizja przyoblekła się w realny kształt, w konkretne decyzje i zaangażowanie wielu państw. Również takich, które na początku były sceptyczne, a na końcu tego procesu, entuzjastycznie i aktywnie wyrażają się i działają na jego rzecz. Fakt, że Polak został wybrany na pierwszego dyrektora wykonawczego tego funduszu jest z jednej strony oczywiście naszym sukcesem dyplomatycznym, jako fragment szerszej strategii. Z drugiej strony jest docenieniem inicjatywnej roli Polski. A z trzeciej wreszcie strony, żeby tak żartobliwie powiedzieć, jest to wyraz trendu, w myśl którego, zachodnia Europa coraz więcej odpowiedzialności za procesy demokratyzacyjne na wschodzie i południu Europy stara się przerzucić na nowe kraje członkowskie. Nie wynika to tylko z potrzeby podziału pracy i zaangażowania. Uznaje się naszą pewnego rodzaju wyższość, lepszą kwalifikację do realizacji tego typu zadań wynikającą z prostego faktu, że sami przeszliśmy proces transformacji. Mamy go na świeżo w pamięci. Nasze doświadczenia, nasze rozterki czynią nas dla partnerów w Tunisie, Kairze, Mińsku, Kijowie, czy Kiszyniowie, po prostu bardziej wiarygodnymi. Myślę, że to jest już bardzo zauważalny trend widoczny w oficjalnych dokumentach. Niedawno czytałem opracowanie przygotowane przez Szwajcarów, na temat ich pomocy rozwojowej, gdzie wyraźnie pojawia się zdanie, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej (w tym Polska) stają się liderami w agendzie demokratyzacyjnej. Mają nie tylko specjalne zadanie do wykonania, ale mogą to zrobić dużo lepiej. Więc to są te elementy które składają się na ten sukces. Staramy się, pokazywać uwarunkowania tego sukcesu, a nie koniecznie mówić, że jest on nasz i dzięki nam i naszej skuteczności go osiągnęliśmy, choć to jest również prawda.

AK: Kto jest ojcem założycielem tego pomysłu?

JP: Tu zadania były dosyć łatwo podzielone. Projektem zajęli się najbliżsi współpracownicy ministra Sikorskiego. Wtedy problemami demokratyzacji zajmował się Pan Krzysztof Stanowski – wiceminister w MSZ. Ja wtedy pracowałem jeszcze w Paryżu, ale plany mojego powrotu do MSZ były naszkicowane. Otrzymywałem korespondencję mejlową od Krzysztofa Stanowskiego i od samego Ministra, z pytaniami co z mojej perspektywy, jako osoby pracującej w tym czasie w sekretariacie organizacji międzynarodowej, należałoby zrobić, żeby ewentualnie taki projekt przeprowadzić. Byłem niejako konsultowany, stąd w sposób naturalny, gdy Krzysztof Stanowski przestał pełnić funkcję wiceministra, przejąłem prowadzenie tego tematu. To zdarzyło się na półmetku, czyli dokładnie po zakończeniu naszej prezydencji. Pierwszy etap i cały 2011 rok wiodącą osobą realizującą ten projekt był Krzysztof Stanowski. Od końca 2011 roku do chwili obecnej jest nią moja skromna osoba, wraz z wieloma doradcami, zarówno w Brukseli, jak i w innych naszych placówkach. Tak wyglądał zespół pracujący wokół tego projektu. Pierwszy okres to było zmaganie się z wolą polityczną partnerów. Były duże opory. Wiele krajów było sceptycznie nastawionych, ale też wielu partnerów szybko udało się przekonać.

AK: Jakich na przykład?

JP: Duńczyków, Szwedów, kraje Grupy Wyszehradzkiej, nowych członków UE, Niemców i niektóre kraje południowej Europy, takich jak Hiszpania, czy w późniejszym etapie Portugalia. Ale wiele krajów pozostawało sceptycznych. Długo sceptyczna była Francja. Wielka Brytania zachowała neutralne stanowisko przez długi czas. No i mieliśmy przez długi czas znaczny opór ze strony Komisji Europejskiej. To był dosyć poważny opór. Ale jednocześnie w tym samym czasie ogromne wsparcie pojawiło się ze strony Parlamentu Europejskiego. Klasyczna gra rozmaitych sił, sposobów widzenia problemu i oczywiście kontekst historyczny, czyli załamanie procesu demokratycznego na Białorusi w 2010 roku i wybuchy rewolucji arabskich w Afryce Północnej. To był bardzo ważny kontekst. Bardzo wiele gorzkich słów Europa usłyszała wówczas od młodych rewolucjonistów, którzy starali się zmienić swoje kraje. I na pytanie kiedy, i na jaką pomoc mogą liczyć, ze strony Europy nie padały proste, jasne i czytelne odpowiedzi.

AK: Jaka będzie konstrukcja EED? Czy ma Pan listę swoich współpracowników?

KP: Jeśli chodzi o wielkość sekretariatu, to jest on mniej więcej naszkicowany. Sekretariat będzie liczył od 12 do maksymalnie 20 osób. To nie będzie duża instytucja. Na pierwszym etapie to będzie ta dolna liczba – 12 osób. Ponieważ jest to niezależna instytucja, więc oprócz części czysto programowej, będzie musiała być wyposażona w część administracyjną, co jest dodatkowym obciążeniem.

AK: Czyli dwanaście plus obsługa administracyjna?

JP: Nie. Musimy się w tym zmieścić. Czyli powiedzmy 2-3 osoby to będzie ta część administracyjna, a 7-8 osób – programowa. Takie są realia, takimi środkami na dzisiaj dysponujemy i musimy sobie z tym radzić. Nie, na dzisiaj nie ma jeszcze listy współpracowników. Wszystkie stanowiska będą rekrutowane w formie otwartych konkursów na wzór instytucji europejskich. Otrzymujemy między innymi środki finansowe z grantu KE. System zarządzania jest skomplikowany. Mamy 42 osobową, dużą Radę Gubernatorów. Poniżej mamy mały, siedmioosobowy Komitet Wykonawczy i wreszcie mamy Dyrektora Wykonawczego, czyli moją osobę, na czele Sekretariatu, który realizuje całą bieżącą obsługę fundacji.

AK: Kto mianuje Gubernatorów?

JP: Rada Gubernatorów jest to konstrukt będący również wynikiem konsensusu w procesie powstawania EED. Rada Gubernatorów składa się po jednym reprezentancie każdego z krajów członkowskich EED, czyli kraje UE plus Szwajcaria, która dołączyła ze swoim wkładem. Prócz tego mamy 9 Europarlamentarzystów. Oprócz tego mamy po jednym przedstawicielu z instytucji Europejskiej, czyli z KE i z ESDZ (Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, przyp. red.) i jeszcze dodatkowo 3 przedstawicieli NGOsów, czyli świata pozarządowego, która to trójka została dokooptowana, ale w procesie wyboru. Instytucjonalnie przedstawiciele Rady Gubernatorów na zgłoszone kandydatury, wskazali swoje preferencje osób o najwybitniejszym dorobku.

AK: Czyli Rada Gubernatorów zadecydowała o części Rady Gubernatorów?

JP: Tak. To była forma dokooptowania.

AK: Jakie to osoby znalazły się w tej szczęśliwej trójce?

JP: Została wybrana Pani Sandra Breka (Bosh Shtiftung), Lisbeth Pilegaard z Danii (Danish Centre for Research on Women and Gender) Pavol Demes (German Marshal Fund of The United States), były Minister Spraw Zagranicznych Słowacji. W ten sposób zasilony został skład RG osobami o nierządowej proweniencji. Co ciekawe, te trzy osoby uzyskały szczególne znaczenie w procesie decyzyjnym ponieważ z klucza wchodzą do siedmioosobowego Komitetu Wykonawczego. O ile w RG mają oni 3 głosy, o tyle w Komitecie stanowią już prawie połowę składu.

AK: To Komitet wybiera Dyrektora?

JP: Dyrektora wybiera Rada Gubernatorów. Jest to kluczowa funkcja, jeśli chodzi o charakter działań i odbiór zewnętrzny fundacji. Dyrektor Wykonawczy, także w rozumieniu statutu, jest nadzorowany przez Komitet Wykonawczy.

AK: Są już zakreślone kompetencje Dyrektora?

JP: Nie, w tej chwili trwa proces uszczegóławiania. Dyrektor Wykonawczy zarządza sekretariatem, i to jest jego główna kompetencja, realizuje wytyczne, priorytety narzucone przez Radę, zatrudnia personel, wydaje środki, ocenia wnioski grantowe i monitoruje realizację projektów, czyli udziela grantów według procedur wyznaczonych ściśle przez ciała zarządzające.

AK: Tzn. targi wciąż trwają?

JP: Nie chodzi o targi, chodzi o uporządkowanie. Nie ma szczególnych oczekiwań, żeby to był przesadnie zindywidualizowany proces decyzyjny, czy kolegialny. Tu raczej, chodzi o to, żeby on był dobrze zapisany, klarowny i czytelny.

AK: Skojarzenie National Endowment for Democracy (NED) i Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji jest oczywiste. Na bazie jakich doświadczeń chce Pan zbudować kulturę pracy tej organizacji?

JP: Oczywiste skojarzenie z NED jest nie do uniknięcia. Warto jednak zaznaczyć, że z jednej strony doświadczenia NED są dla nas cennym doświadczeniem i inspiracją, ale z drugiej strony, mamy także głębokie przekonanie, że mamy swoje własne, europejskie doświadczenia i chcielibyśmy pokazać alternatywę. Działać podobnie, acz inaczej. I tutaj będzie myślę dobra, zdrowa współpraca i konkurencja zarazem. Jeśli chodzi o relacje czysto towarzyskie, międzyinstytucjonalne, to one są niezwykle ciepłe i tyle pozytywnych sygnałów, ile dostałem od amerykańskich organizacji prodemokratycznych włącznie z NEDem, jest absolutnie budujące. Większość z nich znam z moich poprzednich odsłon. W jakimś stopniu z nimi współpracowałem, w związku z czym jest to też czasem bardzo indywidualna relacja na przykład z Carlem Gershmanem, czy Davidem Cramerem z Freedom House. Abstrahując od tych relacji, oni wszyscy z ogromną radością powitali informację, że będą mieli w Europie takiego partnera.

AK: Czekają chyba już od bardzo dawna?

JP: Tak. To było oczekiwanie. „No nareszcie w Europie zdecydowano się powołać narzędzie podobnego typu. Oczywiście na ile to będzie podobne, na ile inne, to już jest sprawa wasza, ale sam fakt, że takie narzędzie się pojawia, to już jest dla nas powiew nadziei, że uzyskamy większą synergię, że jeszcze lepiej się dogadamy, jeszcze lepiej razem coś zrobimy.” Współpraca transatlantycka, europejsko-amerykańska na rzecz konsolidacji demokracji w różnych krajach jest stałym elementem agendy międzynarodowej, bo i Europa i Stany Zjednoczone są w tym względzie zgodne. Tylko rozszerzanie obszaru demokracji i dobrobytu może rozwiązywać konflikty, które nam grożą i zapobiegać im.

AK: Rozumiem, że czerpanie wzorców amerykańskich ma charakter obserwacji, ale nie ma bezpośredniego przełożenia na oficjalne porozumienie?

JP: Prawdopodobnie dojdzie do wymiany jakiś formy uzgodnień, listów intencyjnych, w których określimy sobie częstotliwość wymiany informacji, współdziałanie w pewnych obszarach. NED jest starszą, o wiele bardziej doświadczoną organizacją. Ma znakomite kontakty w regionie. Z naszego punktu widzenia każda forma pomocy ze strony NEDu, jak podzielenie się swoimi ocenami sytuacji poszczególnych partnerów, którzy być może będą aplikować także o nasze środki, to jest absolutnie nieoceniona forma wsparcia. I na takie wsparcie liczymy nie tylko od NEDu, ale i innych organizacji.

AK: Więc jaka jest głębokość sięgania do doświadczeń NED? Pytam ponieważ istnieje obawa że przez to utonie w biurokracji z jaką kojarzy się Bruksela?


JP: Jest taka obawa i ona jest w pełni uzasadniona. Oczywiste jest, że całej specyfiki NEDu nie da się kopiować, ale bardzo duża część metodologii NEDu już jest inspiracją.

AK: Na przykład?

JP: Współpraca z osobami. Inwestowanie w konkretnych liderów, którzy mogą być motorem zmiany. To jest jeden z elementów charakterystycznych działania NEDu. Dwa: współpraca z grupami, które nie są zarejestrowane. To się pojawia rzadko w strukturach donorów europejskich. Niektórzy stosują tego typu metody, niektórzy nie stosują. Nie jest to ani powszechne, ani łatwe. Wypełniamy też taką lukę. NED stosuje też tak zwaną dotacje podmiotowe, czyli nie zawsze wymaga projektu. Czasem przyznaje środki na zorganizowanie się, bycie. My również będziemy takie formy finansowania prowadzić. Tu są te podobieństwa i metody wykorzystywania dotychczasowych doświadczeń NED.

Czytaj drugą część wywiadu tutaj

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY