Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

PdK Film: Żywie Biełaruś – rewolucja na siłę

Po „Żywie Biełaruś!” nie spodziewałem się za wiele. Film, który został oparty na przeżyciach Franaka Wiaczorki i przez tego samego Wiaczorkę został stworzony, musiał stać się lepiej lub gorzej opowiedzianą hagiografią. 

.

Żywie Biełaruś - na ile film reklamowany jako oparty na faktach, może rozmywać się z prawdą?, źródło: Youtube

Żywie Biełaruś – na ile film reklamowany jako oparty na faktach, może rozmywać się z prawdą?, źródło: Youtube

.

Obraz obejrzałem na Youtube, gdyż pełna wersja filmu trafiła tam za zgodą twórców. Widocznie dystrybutor uznał, że na kinowych projekcjach w Polsce już nie zarobi. Białoruskie kina z wiadomych przyczyn Żywie Biełaruś! grać nie będą, więc pozwolono na ten miły gest w kierunku widza białoruskiego. Film ma na Youtube ponad 22 tysięcy odsłon, co jak na jeden dzień od „premiery” jest wynikiem wcale niezłym. Polskich kin nie zawojował, bo zabrakło porządnej promocji, ale też nie ma co się oszukiwać. Jest to kino z cyklu mocno przeciętnych.

Doceniam determinacje Franaka Wiaczorki oraz wybitne, jak na jego młody wiek, umiejętności dyplomatyczne i fundraisingowe. Wiaczorka film „wychodził” licznymi spotkaniami z polskimi politykami. Dotacja Polskiego Instytut Spraw Filmowych była ich zwieńczeniem. Cieszę się, że film stara się przedstawić współczesną Białoruś. Świetnie, że pewnie pomimo wielu nacisków, został zrealizowany w całości po białorusku i rosyjsku. Myśląc o polskim widzu, czyli docelowej widowni, był to krok samobójczy, ale w historii kina białoruskiego „Żywie Biełaruś!” ma już swoje miejsce, choćby ze względu na tę decyzję. Szkoda, że poza ważną otoczką wokół filmu, zawartość jest tak denerwująco sztampowa.

Historia Mirona, białoruskiego „everymana”, który dojrzewa do bohaterstwa, opiera się na ciekawym wątku służby wojskowej. Miron swoim występem muzycznym sprawia problemy władzy, za co trafia do wojska. W wojsku obowiązuje fala i samcza hierarchia, która Mironowi daje ostro w kość. Koszarowe życie głównego bohatera oglądamy z zaciekawieniem. Mężczyźni znęcają się nad sobą fizycznie i psychicznie, a widz czuje się jakby oglądał eksperyment więzienny prof. Zimbardo przeprowadzany w strefie czarnobylskiej. W tym samym czasie, w dużych miastach daleko od koszar z naszym bohaterem, zaczyna dziać się coś przypominającego rewolucję. Ludzie czytający blogowe wpisy Mirona o wojskowych koszmarach, organizują się i agitują przeciwko władzy.

Zainteresowani Białorusią wiedzą, że Franak Wiaczorka, współautor scenariusza, faktycznie w wojsku służył, buntował się i prowadził bloga. Wiedzą także, że żadnych niepokoi to nie spowodowało. Zadaję sobie pytanie, na ile film reklamowany jako oparty na faktach, może tak dalece rozmywać się z prawdą? Rozumiem intencje Wiaczorki, który na bazie masowego medium jakim jest obraz filmowy, chce budować swój mit, który wykorzysta w przyszłej rozgrywce politycznej. Traci na tym film, bo wszystkie te porywcze zrywy społeczne przekonują najmniej. Nie miałbym nic przeciwko zobaczeniu uczciwego kina poświęconego realiom białoruskiego wojska, które z pewnością do lekkich nie należą. Niestety najciekawszy wątek  ustępuje robieniu rewolucji na siłę.

Zobacz pełną wersję filmu:

Przeczytaj recenzję filmu Joanny Kozioł wraz z wywiadami z aktorami

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: [email protected]

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY