Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Wywiad z Jerzym Pomianowskim o Europejskim Funduszu na rzecz Demokracji (część druga)

Staraniem polskiej dyplomacji urzeczywistnia się idea powołania Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji (European Endowment for Democracy – EED) – instytucji, która w założeniu ma wspierać prodemokratyczne wysiłki w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej. Utworzenie EED było priorytetem prezydencji Polski w Radzie UE. Dopełnieniem starań o utworzenie EED stał się wybór polskiego dyplomaty na stanowisko szefa nowo powołanej instytucji. Zapraszamy do przeczytania drugiej części wywiadu z Panem Jerzym Pomianowskim – Dyrektorem Wykonawczym Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji.

Pierwszą część wywiadu znajdziesz tutaj

Jerzy Pomianowski na premierze filmu "Żywie Bielaruś", źródło twitter.com

Jerzy Pomianowski na premierze filmu „Żywie Bielaruś”, źródło twitter.com

Artur Kacprzak: Jakiego typu projekty będą miały charakter priorytetowy dla EED?

Jerzy Pomianowski: Finansowanie niezarejestrowanych grup. Tworzenie finansowania pomostowego pozwalającego grupom społecznym umocnić się, zidentyfikować swoje cele, opracować agendę, plan działań, skonstruować pewne projekty, które mogą być potem finansowane z innych źródeł. Ten obszar konsolidacji aktywności politycznej i społecznej będzie naszym priorytetem. Oczywiście także rozmaite innowacyjne, nietypowe mechanizmy konsolidacji demokracji czy uruchamiania energii społecznej. Już dzisiaj widzimy, jak są one ważne. To jest demokracja rodząca się w internecie – kiedy mamy duże pokłady energii społecznej, które następnie napotykają pewną trudność w przejściu ze sfery wirtualnej do sfery realnej. Albo jeśli przechodzą np. ze sfery fejsbukowej do realnej, są zawłaszczane nie zawsze przez tych samych liderów czy mentorów, którzy generowali je w internecie. Mamy wielokrotnie do czynienia z partnerami, którzy nie chcą funkcjonować inaczej niż tylko w internecie. Na przykład nie chcą spotykać się ze swoimi „co-blogerami” czy internetowymi fanami. Ale jeżeli by zechcieli, to EED będzie im służyło pomocą.

AK: A kryterium geograficzne działalności EED?

JP: To są kraje zdefiniowane w polityce UE jako kraje europejskiego sąsiedztwa.

AK: Czyli nie będzie Ameryki Południowej, Azji?

JP: Na razie nie. W jakiejś perspektywie, po refleksji, Rada Gubernatorów będzie mogła przyjąć inne rozwiązania. Nie jest zabronione poszerzenie spektrum działania, ale na dzisiaj są to ściśle wyznaczone kraje.

AK: Czyli EED ma teraz coś w rodzaju okresu próbnego?

JK: Próbny to za duże słowo. To jest po prostu nowa instytucja na początku drogi, gdy trzeba się przetestować, wzajemnie sprawdzić. To będzie test dla krajów członkowskich, czy dadzą sekretariatowi wystarczająco dużo władzy, by swobodnie operować, czy też będą chciały wnikać w każdy najdrobniejszy szczegół funkcjonowania – czy spełni się obietnica lekkiej, niebiurokratycznej formuły działania.

AK: Jeśli dobrze odczytuję Pana słowa, mniej się Pan martwi o środki, cele czy funkcjonowanie, a bardziej o zaangażowanie partnerów w UE?

JP: Tak. Martwię się o efektywne zarządzanie, ale i o zbyt małe zaangażowanie. Brak zainteresowania albo przesadne zainteresowanie. Gdzieś między tymi stanami leży złoty środek pokazujący, że priorytety trzeba wyznaczać, budżety trzeba mądrze alokować, ale zarazem nie ma powodu, żeby każdą decyzję granatową podejmowała grupa wielu państw, które na co dzień mają wiele innych spraw na głowie. Chcę, aby ten walor niezależności EED był rzeczywistą wartością dodaną.

AK: Ile teraz mamy środków w puli?

JP: W tej chwili mówimy o 25 mln euro.

AK: Razem ze środkami startowymi z Komisji?

JP: Tak.

AK: A docelowo?

JP: Trudno powiedzieć. Docelowo – to jest pytanie otwarte. Można sobie wyobrazić, że – przy pewnych pozytywnych zmianach w strukturze finansowania różnych instrumentów europejskich – EED może też przejmować funkcję menadżera środków. Tzn. nie mając ich we własnym budżecie, może nimi faktycznie zarządzać. Może przygotowywać projekty, może je konsolidować w większe. Może też integrować projekty finansowane z Komisji i finansowane przez donorów bilateralnych, więc model operacyjny nie musi oznaczać, że musimy mieć pieniądze na koncie.

AK: Z moich rozmów z kolegą z Czech wynika, że może polska dyplomacja podstawiła nogę czeskiemu pomysłowi European Partnership for Democracy po to, aby forsować swoje pomysły. Chciałbym w imieniu mojego kolegi zapytać, co takiego się zmieniło, bo cele tych instytucji były takie same, tylko nie spotkało się to z poparciem krajów tego regionu. Czemu tamto nie wypaliło, a EED przeszło dalej?

JP: Nie ma co poświęcać czasu krytyce. Byłaby zupełnie nie na miejscu. Wręcz przeciwnie. Chcę powiedzieć, że zarówno Krzysztof Stanowski jak i ja dokładnie przestudiowaliśmy propozycję EPD i nasz sukces był po części wynikiem lekcji, które odrobiliśmy.

AK: Mamy wyczekującą postawę największych partnerów UE. Jaki sukces musi odnieść EED, aby przekonać ich do wsparcia?

JP: Najbardziej oczekiwanym i dużym partnerem, który powinien pilnie złożyć deklarację, są Niemcy. Ale jednocześnie rozumiemy, że ci duzi partnerzy są wszyscy płatnikami netto do budżetu unijnego. W związku z tym mogą u nich pojawiać się opinie przypominające o podziale kompetencji i obowiązków: „Czas na was – nowych członków UE – aby odgrywać nie tylko ważną rolę w sensie politycznym, ale odgrywać także rolę w sensie organizacyjnym i finansowym w realizacji jednego z zadań Unii, jakim jest wsparcie procesów demokratycznych w naszym sąsiedztwie”. To nie może służyć jako wytłumaczenie wahania, ale można sobie wyobrazić, że taka argumentacja mogłaby się pojawić.

Bez wątpienia wpływ na to ma także kryzys finansowy i zaciskanie pasa budżetowego w wielu krajach – zmniejszanie wydatków, co dodatkowo oczywiście ogranicza szczodrość. Mimo tych obydwu uwag wydaje się, że w przypadku Niemiec jest to tylko kwestia czasu. W przypadku Francji, Włoch, czy Wielkiej Brytanii to może być już dłuższy proces.

AK: Uzależniony od?

JP: Trudno powiedzieć. W przypadku Francji otrzymywaliśmy deklaracje, że może nie będą wpłacali wprost, ale że oddadzą EED w zarząd jakąś cześć własnych programów. Pojawiają się tu różne alternatywne pomysły. Jeśli by tak było, to czemu nie. Te same cele można osiągnąć na różne sposoby. Bądź bezpośrednio wpłacając, bądź wskazując, komu należy wpłacić.

AK: Kiedy ogłoszenie konkursu?

JP: Nie będzie konkursu. Będziemy w otwartym cyklu finansowania. Będziemy finansować aplikacje, tak, jak będą spływać. To jest jeden z tych innowacyjnych elementów. Kiedyś takie formuły istniały. Przywrócenie pewnych zapomnianych mechanizmów, które z oczywistych względów – wiemy, z jakich – były eliminowane. Jednak dzisiaj brak pełnej kompozycji różnorodnych mechanizmów zaczyna doskwierać.

AK: A jaki chciałby Pan zobaczyć konkretnie rezultat po roku działania na obszarze, do którego adresowana jest działalność EED?

JP: Wizja, jaką reprezentuję, to jest mechanizm pomostowy. Dla mnie sukces będzie mierzalny tym, że ileś osób i grup uzyska stałe, długoterminowe źródła finansowania zakotwiczone w UE bądź u donorów europejskich. Że będą one miały stworzone lepsze warunki funkcjonowania, że będą śmielej podejmować rozmaite inicjatywy w swoich krajach, i że po prostu proces ich identyfikacji dzięki środkom z EED będzie dużo szybszy i precyzyjniejszy. Jeżeli tego typu efekty uzyskamy w ciągu dwóch, trzech lat, to będę tutaj promotorem hasła „osiągnęliśmy sukces”. Odpowiadając na pytanie, czy w ciągu dwóch, trzech lat osiągniemy lepszą demokrację w krajach, w których będziemy działać, to oczywiście daleki jestem od optymistycznych scenariuszy. Ani powstanie EED w sposób radykalny nie zmieni rzeczywistości politycznej w tych krajach, ani też nie rozwiąże i nie zastąpi faktycznych, historycznych procesów transformacyjnych, które tam mają miejsce, bo są one uwarunkowane o wiele szerszym kontekstem. EED jest tylko jednym z wielu narzędzi, które przede wszystkim odpowiada na główną potrzebę i główny europejski postulat: nie możemy pozwolić na to, aby w naszym sąsiedztwie ludzie, którzy chcą walczyć o wartości demokratyczne, nie mieli ku temu możliwości, nie mieli ku temu środków. Czy ich walka będzie skuteczna? Czy zdobędą większość w swoich krajach? Czy uzyskają stabilną demokrację? Na te pytania EED nie udzieli odpowiedzi. To jest ich własna walka.

AK: Dziękuję za wywiad.

JP: Dziękuję.

Przeczytaj pierwszą część wywiadu

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY