Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Media społecznościowe, Ormianie i Azerowie

Media społecznościowe to jedno z niewielu miejsc, gdzie młodzi ludzie z Armenii i Azerbejdżanu mogą się spotykać. Takie kontakty nie są jednak pozbawione ryzyka. Chociaż od momentu zawieszenia broni w armeńsko-azerbejdżańskim konflikcie o Górski Karabach w maju 1994 mija prawie 19 lat, to eksperci wciąż z niepokojem obserwują sytuację na pograniczu – tzw. Linii Kontaktowej. Liczba ofiar wojny, jaka toczyła się u początku lat 90. ubiegłego wieku w tym regionie, sięgnęła 20 000, a liczba ludzi zmuszonych do opuszczenia swych domów w rezultacie tych wydarzeń wynosi milion.

Facebook Beachfront, autor: mkhmarketing, źródło: Flickr

Facebook Beachfront, autor: mkhmarketing, źródło: Flickr

Utarczki i działania snajperskie na pograniczu to normalność – według The Economist liczba ofiar od ogłoszenia zawieszenia broni wynosi 3 000. Co znaczące, nowe pokolenia dorastały nie pamiętając już czasów, gdy Ormianie i Azerowie mieszkali obok siebie w pokoju.

Zważywszy na niepokój związany z możliwością wybuchu nowej wojny i próby wynegocjowania porozumienia przy pomocy OBWE – jak dotąd nieudanych – to właśnie militarna retoryka definiuje znaczną część wewnętrznego politycznego dyskursu w Armenii i Azerbejdżanie, szczególnie w okresie tegorocznych wyborów prezydenckich w obydwu krajach. Media także odgrywają tu swoją rolę – w raporcie Caucasus Research Resource Centers (CRRC) można przeczytać, że „Bez precyzyjnej i obiektywnej informacji (…) pozbawionej negatywnej retoryki  i nie posługującej się stereotypami Ormianie i Azerowie dalej będą się wzajemnie postrzegać jako wrogowie nie mogący znaleźć wspólnego języka”.

Ten problem CRRC podkreśla w swoich statystykach – w badaniu przeprowadzonym w 2009 roku 70% respondentów z Armenii stwierdziło, że jest przeciw przyjaźni z Azerami, a 95% Azerów – przeciw przyjaźnieniu się z Ormianami. Elizabeth Metraux, dyrektor programu na rzecz zbliżenia azerskiej i ormiańskiej młodzieży w amerykańskim Departamencie Stanu, podzieliła się ze mną w 2009 roku spostrzeżeniem: – Moje dotychczasowe doświadczenie opiera się na pracy z Żydami i Palestyńczykami. (…) Bywały momenty, gdy robiło się naprawdę wybuchowo, oraz takie, gdy po prostu dochodziłam do wniosku, że nie doceniłam intensywności konfliktu.

Powyższy program, stworzony w oparciu o projekt „Project Harmony”, był jednym z pierwszych, który używał mieszanki narzędzi online – chociaż jedynie w formie blogów – oraz spotkań poza siecią. Ze względu na ostrożność, z jaką podchodzono do kwestii bycia widzianym jako osoba kontaktująca się z drugą stroną konfliktu, ormiańska i azerska młodzież zdecydowała się na nie używanie Facebooka do utrzymywania kontaktu ze sobą po powrocie do domów. Nic zaskakującego biorąc pod uwagę intensywność wojny informacyjnej w sieci oraz monitoring aktywności internetowej przez służby bezpieczeństwa. Przykładowo: tego samego roku Adnan Hajizade oraz Emin Milli, azerbejdżańscy opozycjoniści, zostali aresztowani jedynie za krytykę swego rządu w sieci.

– Powód, dla którego KGB chce, abyś został użytkownikiem Facebooka, to przede wszystkim możliwość śledzenia cię z daleka – powiedział Evgeny Morozov, autor „The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom” (Ułuda sieci: ciemna strona wolności w Internecie), w wywiadzie z 2011 roku dla Radio Wolna Europa. Argumentował, że Internet jest równie ważnym narzędziem rządów do prowadzenia masowej inwigilacji, jak i dla nacjonalistów w celu głoszenia ekstremistycznej propagandy. „Nie muszą cię (…) przesłuchiwać, a i tak całkiem dużo wyjawiasz. To pozwala im na identyfikowanie działań i społecznych powiązań między aktywistami”. Jednakże nawet jeśli używanie sieci społecznościowych, aby przerzucać mosty nad podziałami, wydaje się niektórym nie do pojęcia, to inni nie zawahają się tego robić, wbrew nieodłącznemu ryzyku z tym związanemu.

I faktycznie – 1 marca 2012 roku azerbejdżański portal Qaynar.Info opublikował nazwiska znanych krajowych aktywistów i dziennikarzy, którzy mają armeńskich „znajomych” na Facebooku, w celu ich zdyskredytowania oraz zaangażowania się w kampanię mającą na celu przestrzeganie obywateli przed niebezpieczeństwem sieci społecznościowych. – To możliwe, że agenci działają w sieciach społecznościowych, próbując nakłaniać ludzi do współpracy – jeden z posłów powiedział dziennikarzom, sugerując, że należy uregulować prawo niwelujące to zagrożenie – W mojej opinii nie można wykluczyć, że wywiady różnych krajów mogą także nakłonić obywateli Azerbejdżanu do tajnej współpracy poprzez sieci społecznościowe. Mimo to setki Ormian i Azerów wciąż komunikują się ze sobą w sieci, używając Facebooka lub, w mniejszym stopniu, Twittera.

Jednakże, co zauważa Ethan Zuckerman, współtwórca Global Voices i dyrektor MIT Center for Civic Media, może to doprowadzić do „zmyślonego kosmopolityzmu”. To coś, co bierze pod uwagę także amerykańska dziennikarka armeńskiego pochodzenia Liana Aghajanian w wypowiedzi dla Osservatorio: “Ponieważ media społecznościowe pozwalają nam na kontaktowanie się z innymi ludźmi poruszających się w podobnych kręgach i podobnej ideologii, to wiemy też, że zawierasz internetowe przyjaźnie z ludźmi o podobnym nastawieniu – wzajemnie siebie ciekawych (…). Poza siecią musisz zgadywać, czy aby poznana osoba nie żywi do ciebie niechęci.

Pomimo tego – jak twierdzi Aghajanian oraz zauważa Yelena Osipova, obywatelka Armenii studiująca obecnie poza swym krajem – media społecznościowe wciąż odgrywają ważną rolę w przygotowywaniu gruntu pod pokojową współpracę. – Media społecznościowe mogą być świetnym narzędziem na pierwszych etapach rozwiązywania konfliktu (…) Pomagają w formowaniu i utrzymywaniu bezpośredniej komunikacji między ludźmi bez kontaktu osobistego. Ten dystans pomaga też rozładowywać potencjalną niechęć oraz skłania do neutralnej rozmowy. Równie ważny jest fakt, że takie media pomagają nadać twarz dotychczasowym bezcielesnym wrogom, których uprzednio stworzone wyobrażenie zostało zaszczepione w naszych umysłach.

Osipova wspomina także o nieodłącznym niebezpieczeństwie powiązanym ze społecznościówkami, nie tylko ze strony nacjonalistów obu stron, którzy mogą podejmować próby zawłaszczenia procesu komunikacji bądź też zastraszania tych, którzy angażują się w porozumienie ponad granicami. Inni z kolei, tacy jak Nigar Hajizade, Azerka obecnie mieszkająca w Turcji, są także ostrożni: – Wspieram i doceniam działania na rzecz pokoju i rozwiązania konfliktu mające swe źródło w mediach społecznościowych bądź przez nie wspomagane. Jednak nie jestem optymistką w kwestii ogólnego wpływu na sytuację, biorąc pod uwagę, jak duże i silne są inicjatywy o przeciwstawnych celach – firmowane przez rządowe instytucje, lobbujące grupy i inne media.

– Gdy popatrzymy na rolę dyplomacji publicznej oraz komunikacji w rozwiązywaniu konfliktów, dalsze ignorowanie wymiaru online przestaje być możliwe – twierdzi Sarah Cozier z Biura Informacji OBWE w rozmowie z Osservatorio – Gdy coraz większa grupa ludzi może zostać usłyszana w sieci, a informacje – prawdziwe i te wprowadzające w błąd – szybko się rozprzestrzeniają, bardzo ważne jest to, aby ci, którzy angażują się w zapobieganie konfliktom, ich rozwiązywanie oraz radzenie sobie z sytuacją pokonfliktową, mogli wyjść poza popularnie stosowane terminy jak „e-dyplomacja” lub „twitterowa rewolucja”, oraz rozumieli, jaki jest faktyczny potencjał komunikacji w sieci w tej sferze.

Hajizade, mając na uwadze brak innych możliwości komunikacji pomiędzy podobnie myślącymi Azerami i Ormianami, kończy jednak optymistyczną nutą: Dwóch przyjaciół więcej jest zawsze lepszych od dwóch dodatkowych wrogów.

Artykuł ukazał się oryginalnie na portalu Osservatorio Balcani e Caucaso

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY