Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Horbowski

Więcej współpracy na granicy

 – Jak chcecie Ukrainy w UE, to zacznijcie od swoich granic. Dla nas granica to twarz Europy – niestety często, mówiąc wprost, jest to twarz dość obrzydliwa – mówiła jedna z osób przysłuchujących się poważnej dyskusji o integracji Ukrainy z Unią Europejska. Można się zastanawiać, co ma wspólnego granica z wielką polityką? Ktoś powie: jakieś tam technikalia, nudne przepisy i przemyt, ot co… A jednak, jak się okazuje, od wielkich słów i idei do tych technikaliów nie jest aż tak daleko.

Polska-białoruska granica  na Bugu, autor: Michał Sacharewicz, źródło Flickr

Polska-białoruska granica na Bugu, autor: Michał Sacharewicz, źródło Flickr

Polscy politycy mogą przekonywać, jak ważne są dla Warszawy stosunki z Kijowem, jak bardzo chcemy Ukrainy w Unii i że jej członkowska jest w naszym interesie. Jeżeli jednak ktoś stoi cztery, pięć czy siedem godzin na granicy, by do tej tak bardzo życzliwej Polski wjechać, to przekaz brzmi  jednoznacznie: „nie chcemy cię tu”.  W ten sposób ucinamy rozmowę o wielkich ideach, dobrym sąsiedztwie i geopolityce. Każda współpraca, każda polsko-ukraińska inicjatywa (ale też polsko-białoruska i polsko-rosyjska) musi zmierzyć się z tą fizyczną granicą, którą po prostu trzeba pokonać. A z tym – choć przez ostatnie lata sytuacja się poprawia – wciąż są problemy.

Zmiany na lepiej, na chwilę

Dlatego każde usprawnienie funkcjonowania granicy jest czymś więcej, niż tylko banalnym, administracyjnym działaniem. Szereg takich działań wprowadzono na czas Euro 2012. Chodziło przede wszystkim o kibiców, ale na zmianach skorzystali również ci, którzy granicę przekraczają częściej, pracując, studiując, odwiedzając bądź po prostu z niej żyjąc. Jak przekonują polskie służby, pomysł był prosty – na czas Euro zebrano dobre praktyki z różnych przejść granicznych i zastosowano je wszędzie tam, gdzie tylko było to możliwe. Na wszystkich przejściach wprowadzono zielone korytarze (specjalne drogi dla tych, którzy nie mają nic do oclenia), stworzono system wcześniejszego informowania o przejazdach grupowych, poprawiono informację na przejściach, pojawiła się też m.in. możliwość wirtualnego przekroczenia granicy. Wprowadzono również – i to rzecz najistotniejsza – odprawę w jednym miejscu, polegającą na tym, że ukraińscy pogranicznicy pracowali tuż obok polskich, po polskiej stronie przejścia.

Jak dla mnie, to moglibyśmy tak pracować codziennie – mówili polscy funkcjonariusze pytani o ocenę tego, jak działała granica podczas Euro. Podobnie Ukraińcy – odprawa w jednym miejscu, to był nasz sukces. Na granicy pojawiło się więcej funkcjonariuszy, była pełna mobilizacja. Polscy i ukraińscy pogranicznicy chwalili możliwość bliskiej współpracy. – Uczyliśmy się od siebie nawzajem – podkreślają jedni i drudzy.  – Najważniejsze, że podróżni byli zadowoleni. Wszystko szło zdecydowanie szybciej – mówili celnicy. Ale na pytanie, czy coś z tych doświadczeń pozostało, odpowiedzi w przeważającej większości były negatywne. – Dziś wszystko działa po staremu – zgodnie przyznają polscy i ukraińscy funkcjonariusze.

Szkoda tego wszystkiego, co udało nam się wypracować – słyszałem od Andrija Todoszczuka z  lwowskiej Izby Celnej. – Do Euro 2012 przygotowaliśmy się przez kilka lat. Postawiliśmy sobie ambitny cel, który udało nam się zrealizować. A teraz nie mamy nawet długoterminowego planu współpracy z Polakami. Czas płynie i zaraz zapomnimy, jak się służy razem na granicy i ile możemy na tym skorzystać – my funkcjonariusze, ale przede wszystkim podróżni. Przyznaję mu rację. Z badań Fundacji Batorego wynika, że nie tylko funkcjonariusze dobrze oceniają mechanizm odprawy w jednym miejscu. Ocena podróżnych, którzy przekraczali granicę podczas Euro była jednoznacznie pozytywna. Aż 80 proc. z nich była zadowolona z tej zmiany i oceniła, że takie rozwiązanie skraca czas przekraczania granicy, zmniejsza kolejki i dodatkowo motywuje funkcjonariuszy do lepszej pracy. I choć ta współpraca, ze względu na obowiązujące unijne przepisy, polegała na tym, że polscy i ukraińscy pogranicznicy po prostu pracowali obok siebie (nie była to wspólna kontrola, a kontrola w jednym miejscu właśnie) to jednak jest to krok we właściwym kierunku.

Granica polsko-ukraińska, źródo: wikimedia.org

Granica polsko-ukraińska, źródo: wikimedia.org

Jedno okienko na granicy?

Niebawem Parlament Europejski będzie głosował poprawki do Kodeksu Granicznego Schengen, wśród których jest i taka, która pozwoli na odprawę w jednym miejscu również na terenie sąsiedniego państwa. Dziś jest to możliwe jedynie po stronie państwa Schengen, a na granicy zasada parytetu jest niezwykle ważna. Dwa nowe przejścia, które w ciągu najbliższych miesięcy zostaną otwarte na naszej granicy z Ukrainą są w pełni dostosowane do odprawy w jednym miejscu – to Budomierz i Dołhobyczów. Dyrektor Zarządu Granicznego, Piotr Patla, mówił ostatnio w Fundacji Batorego, że można wykorzystać już istniejące przejścia i dla wjeżdżających do Polski zorganizować odprawę w jednym miejscu po polskiej stronie, a po ukraińskiej dla podróżujących w przeciwnym kierunku. Kolejnym pozytywnym przykładem współpracy są wspólne polsko-ukraińskie patrole graniczne. Powinno ich być więcej, w tym również na drogach dojazdowych do przejść granicznych, co może być również jakimś sposobem przeciwdziałania zjawiskom korupcyjnym w kolejkach i przed granicą. Może jakimś pomysłem jest również wykorzystanie systemu wcześniejszego informowania o przejazdach grupowych dla autobusów, które kursują między naszymi miastami. Na trasie Warszawa-Lwów autobusy spóźniają się notorycznie, bo nigdy nie wiadomo ile potrwa kontrola graniczna – dwie czy sześć godzin.

Czas Euro pokazał, że granica może działać lepiej. Wiele z wdrożonych wówczas mechanizmów można z powodzeniem stosować i dzisiaj.  Potrzeba jednak woli i zaangażowania wielu instytucji, zarówno w regionach jak i centralnych: Urzędów Wojewódzkich, które odpowiadają za infrastrukturę przejść, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która odpowiada za drogi dojazdowe, a bardzo często również one są „wąskim gardłem”, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które koordynuje kontakty z naszymi sąsiadami, wreszcie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i samych służb granicznych, a do tego długa lista instytucji z sąsiedniego kraju.

Kierunek znamy – dobrym przykładem jest współpraca na granicy polsko-niemieckiej (jeszcze przed wejściem Polski do UE i Schengen), również obarczonej wzajemnymi stereotypami i problemami charakterystycznymi dla granicy oddzielającej dwa światy. Dziś Polskę i jej wschodnich sąsiadów łączy nieco ponad 30 przejść granicznych – dwa razy więcej niż dwadzieścia lat temu. Dla porównania, na naszej południowej granicy liczba przejść w tym samym czasie zwiększyła się ośmiokrotnie, kiedy w 2007 roku wstępowaliśmy do Schengen Polskę z Czechami i Słowacją łączyło ich niemal 170. Przed nami jeszcze dużo pracy.

Całość raportu do przeczytania na stronie TUTAJ.

Tekst ukazał się także na stronie Nowej Europy Wschodniej.

Przeczytaj również:  Jak usprawnić polsko-ukraińska granicę?

Facebook Comments

Tomasz Horbowski, rocznik 1985. Absolwent Studium Europy Wschodniej na specjalizacji Europa Wschodnia/Azja Centralna i Papieskiego Wydziału Teologicznego "Bobolanum". Spędził rok w Kazachstanie na stypendium naukowym w Ałmaty. Pracuje w Centrum Informacyjnym dla Władz Lokalnych w Mołdawii. Idealista z urodzenia, przekonania i wyboru.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY