Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Dzień Europy i parada LGBT w Kiszyniowie: refleksje nad mołdawskim euroentuzjazmem

Najgorliwszych euroentuzjastów najłatwiej jest znaleźć w krajach, które do Unii nie należą – trudno odmówić choć części racji temu stwierdzeniu. Takie wrażenie można było odnieść w Mołdawii, która świętowała Dzień Europy z niezwykłą pompą, choć również ze sporym opóźnieniem, gdyż dopiero 18 maja. Chodziło o to, by obchody nie kolidowały z Dniem Zwycięstwa 9 maja, który jest tu nadal świętem państwowym. Trudno też odmówić „europejskości” 18 maja – właśnie na tę sobotę zaplanowano Noc Muzeów, skądinąd również popularną w Kiszyniowie, jak i finał Eurowizji, z którym Mołdawianie wiązali pewne nadzieje.

DSC08869

Dzień Europy w Kiszyniowie, autor: Krzysztof Kolankowski

 

Program Dnia Europy był zróżnicowany: koncerty, debaty polityczne, kursy języków państw unijnych, możliwość skosztowania specjałów kuchni narodowych. A wszystko to pomieszczono w „miasteczku europejskim”, na placu przy kiszyniowskiej operze. Oprócz tego liczne stoiska informujące o możliwościach uzyskania stypendium za granicą, podjęcia legalnej pracy w Europie, działalności instytucji europejskich, projektach realizowanych w Mołdawii oraz – oczywiście – atrakcjach turystycznych w poszczególnych krajach. I ludzie – w różnym wieku, choć przeważnie ci młodsi – autentycznie wszystkim zainteresowani i chciwie chomikujący wszelkie ulotki, flagi i gadżety. Ludzie, którzy nie tylko przyszli po to, by po cenie niższej od sklepowej kupić czeskie piwo, lecz również podebatować z ministrem gospodarki  o tym, czy można się w ogóle spodziewać inwestycji unijnych w Mołdawii.

W ten dzień Mołdawia, a przynajmniej Kiszyniów wyrwał się na chwilę z atmosfery niedookreśloności i potyczek politycznych. Na chwilę mało ważne stało się to, czy będą wybory, czy powrócą komuniści, czy obecny parlament oraz p.o. rząd można nazwać konstytucyjnym, nawet czy uda się w listopadzie w Wilnie parafować Umowę Stowarzyszeniową z UE. Ludzie przestali się dzielić na zwolenników Filata, Ghimpu, Lupu czy Voronina, zresztą ostatnie wydarzenia mało któremu z nich (może z wyjątkiem tego ostatniego) dodają popularności. Jednak ci, co niegdyś głosowali za Sojuszem na rzecz Integracji Europejskiej, pozostają eurosympatykami, albo euroentuzjastami. Jedni dają temu wyraz wymachując flagą unijną podczas koncertów, a inni (a może częściowo ci sami) wchodzą tymczasem do Unii indywidualnie, starając się o odzyskanie utraconego w 1940 r. obywatelstwa rumuńskiego. W zeszłym roku takich osób było 226 tysięcy, obecnie jest zapewne o wiele więcej.

Dzień Europy w Kiszyniowie, autor: Krzysztof Kolankowski

Wydaje się, że jeszcze nie myślą o tym, czy po ewentualnym wstąpieniu do Unii przyjdą bogaci Europejczycy wykupić za bezcen mołdawską ziemię albo fabryki. Nie przejmują się tym, czy nie przyjdzie później im walczyć z Europą o wartości prawosławne, w obronie „tradycyjnej” rodziny. Nie ma tu tych obaw, jakich pełno było w Polsce w 2003 r. Warto zauważyć, że nawet rosyjskojęzyczni obywatele Mołdawii, szczególnie ci młodsi, Unię kojarzą pozytywnie. Co ciekawe, w tym roku obchody Dnia Europy zorganizowane zostaną również w Naddniestrzu – w niedzielę, 26 maja br.

A kolejny dzień po Dniu Europy, niedziela 19 maja, może sprowadzić na ziemię: odbyła się tu parada mniejszości seksualnych. Tak, słowo „odbyła się” jest tu właściwe, gdyż do żadnych ekscesów nie doszło, jednak trzeba zaznaczyć, że parada przeszła nie więcej metrów niż miała uczestników, a było ich maksymalnie kilkadziesiąt. Zresztą pierwotna trasa przemarszu została zmieniona z powodów bezpieczeństwa kilka dni wcześniej, tak by nie prowadziła przez centrum miasta. Jednak nawet tej nowej trasy nie dotrzymano: tam, gdzie uczestnicy mieli się udać, czyli w okolice „Zielonego Teatru” w pobliżu kąpieliska Valea Morilor, na „paradujących” czekali ci, którzy – jak wyraziła się jedna z uczestniczek wydarzenia – „sądzą, że mają więcej praw niż my”. Uczestników parady wsparli dyplomaci zagraniczni: ambasador USA William Moser powiedział: „Wierzymy, że prawa LGBT są prawami człowieka, zaś prawa człowieka to prawa LGBT i chcemy widzieć, że w Mołdawii tych praw się przestrzega podobnie jak w Ameryce.”. Štefan Füle, unijny komisarz ds. rozszerzenia dodał: „Tolerancja jest jedną z największych wartości spajających społeczeństwo, zwłaszcza w obecnym trudnym okresie dla Mołdawii. Jest ona zobowiązaniem wobec wartości europejskich, których powinno się przestrzegać nie tylko na papierze”.

Parada LGBT w Kiszyniowie. Źródło: adevarul.md

Parada LGBT w Kiszyniowie. Źródło: adevarul.md

Nie są to chyba słowa, które wielu Mołdawian chciałoby usłyszeć. Vladimir Voronin, lider komunistów, odmówił spotkania ze Štefanem Füle, zaś metropolita mołdawski Włodzimierz, grzmiał do setek zebranych w proteście przeciwko paradzie oraz niedawno uchwalonej ustawie antydyskryminacyjnej: „Homoseksualizm jest nie do przyjęcia, napawa wstrętem i stanowi ciężkie zagrożenie dla bezpieczeństwa demograficznego narodu. Intencja społeczności LGBT jest obrazą dla prawosławnych obywateli i prowadzi do dyktatury mniejszości nad większością”. Z kolei lider ruchu „Alegerea Moldovei” (Wybór Mołdawii), Andrei Spiricev, mówił: „Jesteśmy narodem normalnym i zdrowym. Nie potrzebujemy takich mniejszości. Jeśli eurointegracja polegana paradach gejów, to jej nie potrzebujemy!”

Widać zatem, że wprawdzie poparcie dla Unii Europejskiej jest tu silne, nie przekłada się ono na to, co w krajach zachodnich uważa się za wartości – a tolerancja wobec mniejszości seksualnych jest przecież uważana za wskaźnik poszanowania praw jednostki do indywidualnego kształtowania własnego życia. Jednak to dlatego, że Unia Europejska jest postrzegana w kategoriach czysto ekonomicznych. Trudno tu nie zrozumieć Mołdawian: chcą oni po prostu jeździć na Zachód bez wiz, mieć lepsze (europejskie) drogi, chcą, by w ich wsiach i miasteczkach nie było problemów z dostawą wody i prądu, by Mołdawia nie była najbiedniejszym państwem na kontynencie. Chcą, by szerszym strumieniem popłynęły tutaj inwestycje i środki pomocowe. Jak powiedział jeden z uczestników koncertu: „Chcemy zjednoczenia z Europą. Chcemy piękniejszego i bardziej dostatniego życia!”. Chyba właśnie z tym piękniejszym i bardziej dostatnim życiem kojarzy się gwieździsta flaga Unii. Póki gwiazdy te nie są na wyciągnięcie ręki, ale cały czas widnieją gdzieś na horyzoncie, zapewne nie ma się co martwić o frekwencję na obchodach Dnia Europy.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY