Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Ukraina, kobiety i śmierć. Wywiad z Hennadiyem Mysko.

Buntownik, wokalista i malarz. Te trzy określenia, choć niekoniecznie w tej kolejności, najkrócej opisują artystyczną aktywność Hennadyja Mysko – 25-letniego Ukraińca od kilku lat mieszkającego i realizującego się w Polsce. Przypadek Gieny to jeden z wielu przykładów emigracji młodych Ukraińców do Polski na studia lub do pracy. Giena i jego pasje są jednak wyjątkowe.

Hennadiy Mysko. Źródła: materiały własne

Hennadiy Mysko. Źródła: materiały własne autora


O rodzinnej Ukrainie, problemach z kobietami i brutalnej rzeczywistości rozmawiałem z Gieną w trakcie domowej imprezy u naszego wspólnego przyjaciela. Warunki pogawędki sprzyjały egzystencjonalnym wynurzeniom, które w skuteczny sposób stymulował gospodarz – znany szerzej jako Jezus, basista thrash metalowego zespołu Razor of Death, w którym udziela się Giena.

Krzysztof Nieczypor: Giena, chciałbym żeby to był ciekawy i szczery wywiad…

Hennadyja Mysko: Oczywiście, stary! Ale czy mogę przeklinać?

Możesz, ale będę to musiał wykropkować w tekście.

To kropkuj!

Dobra, to na początek ładnie się przedstaw.

Nazywam się Hennadyj Mysko. Pochodzę z Ukrainy, a obecnie jestem i prowadzę się w Polsce. I dobrze mi tu.

Skąd dokładnie przyjechałeś i jak to się stało, że znalazłeś się w Polsce?

Pochodzę z okolic Równego, ze wsi Rudnia – bardzo blisko pogranicza ukraińsko-białoruskiego. Do przyjazdu do Polski namówiła mnie moja mama, która chciała, żebym tu studiował. Na ten pomysł zareagowałem prawidłowo – przyjechałem do Polski, chociaż nie wiedziałem, co i gdzie chce studiować.

Czy przed przyjazdem do Polski wiązało cię cokolwiek z Polską? Miałeś przedtem jakieś kontakty, znajomych w Polsce?

Absolutnie nie! Przed przyjazdem nie miałem nic wspólnego z Polską. Może tylko tyle, że w czasie egzaminu maturalnego pierwsze pytanie, jakie dostałem, dotyczyło Lecha Wałęsy i zmiany ustrojowej  w Polsce w roku 1989. Utkwiło mi to w pamięci, bo to był mój pierwszy kontakt z Polską.

Dlaczego przyjechałeś akurat do Lublina?

Bo był najbliżej. Po prostu.

Jak w takim razie przebiegał Twój proces asymilacji w Lublinie tuż po Twoim przyjeździe? Czy trudno było Ci się odnaleźć w nowej, polskiej rzeczywistości?

To był najbardziej wk… moment w moim życiu! Wyobraźcie sobie moi drodzy, ktokolwiek to czyta: młody, niespełna osiemnastoletni chłopak, ląduje w Polsce, pozostawiając wszystko co miał…

Jezus: Przepraszam, że się włączę, ale jako świadek tamtych wydarzeń dodam coś co może mieć istotne znaczenie dla wyobrażenia sobie pełnego obrazu tamtej sytuacji – wtedy ten chłopak w ogóle nie pił.

(śmiech). I teraz sobie wyobraźcie – przyjeżdżam jako nastoletni dzieciak, zostawiając wszystkich: swoich znajomych, przyjaciół, swoje autorytety… Nie znam języka – nie potrafię się nawet z nikim normalnie skomunikować. A nawet jak bym umiał, to i tak nie mam z kim. Zacząłem się więc buntować, czułem coraz większą frustrację. Myślałem o powrocie do kraju. Byłem naprawdę wk…y!

Ile czasu zajęło Ci zatem zaaklimatyzowanie się w polskiej rzeczywistości? Kiedy przestałeś się wk…?

Na początku rozpocząłem pracę jako ogrodnik u pana Andrzeja. Wtedy porozumiewałem się bardziej gestykulacją i Andrzej był moim pierwszym nauczycielem. Stał się dla mnie autorytetem. I do dzisiaj jest. To on pomógł mi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A propos, pozdrawiam cię Andrzeju, fajny z Ciebie gość.

Hennadiy Mysko. Źródła: materiały własne

Hennadiy Mysko. Źródła: materiały własne autora

Twój pobyt w Polsce zaczął się więc od prac fizycznych – pracowałeś jako ogrodnik, potem jak wiem na budowie. W którym momencie zająłeś się sztuką – malarstwem i muzyką?

Musimy sprecyzować – pytasz o malarstwo czy muzykę?

Zacznijmy od malarstwa.

Na Ukrainie interesowałem się graffiti, to był mój pierwszy kontakt z, powiedzmy, sztuką. Ale dopiero w Polsce postanowiłem zająć się tym na poważnie. Któregoś dnia podszedłem do mamy i powiedziałem: Wiesz mamo, chyba pójdę na studia malarskie i spróbuje się jako artysta. I tak zrobiłem.

A jak to się stało, że zająłeś się akurat taką abstrakcyjną formą wyrażania samego siebie? Co Cię zainspirowało i dlaczego Zdzisław Beksiński?

Bingo. Prace Beksińskiego są moją największą inspiracją. Ale nie jest wzorem, jest inspiracją. Tworzę własną sztukę. Chociaż prawdą jest, że to właśnie on sprawił, iż w ogóle zająłem się malarstwem.

Jezus: Przepraszam, że znowu wejdę w słowo, ale jest wielce prawdopodobne, że Beksiński miał na drugie imię Andrzej.

(śmiech) Rysowałem już od dzieciństwa, zaczynając od wspomnianych graffiti, a na tworzeniu gotyckich czcionek skończywszy. To wyszło samo z siebie, po prostu lubiłem te klimaty. Ale na poważnie chęć malowania objawiła się w Polsce.

Gdzie się uaktywniły Twoje zdolności?

W Studium Plastycznym im. Stanisława Wyspiańskiego w Lublinie. Studia tam to była moja najbardziej świadoma i słuszna decyzja w moim życiu. Tam pod kierownictwem Andrzeja Antoniego Widelskiego rozpocząłem swoje malarstwo. Chciałbym to podkreślić: to Andrzej Antoni Widelski mnie ukierunkował i poprowadził. To on, jako pierwszy, powiedział mi, że mogę malować. Ja nie wierzyłem do końca, że potrafię to robić, a on powiedział do mnie: Hiennadij, jesteś do tego zdolny. Pozwolił mi uwierzyć w siebie i dalej się to już potoczyło.

Porozmawiajmy więc o Twoich obrazach. Byłem ostatnio na Twojej wystawie w kawiarni „Między wierszami” i jedna rzecz, która od razu rzuca się w oczy – głównymi motywami Twojego malarstwa są kobiety. Dlaczego kobiety?

Wierzyłem do końca, że jednak nie zadasz tego pytania…

[Kliknij, aby powiększyć]

1  2  4  3

9  8

7  10  5

Kobiety to pierwsza część mojego pytania. Druga, to dlaczego kobiety przedstawione są na Twoich obrazach w sposób zdeformowany, zniekształcony, wynaturzony? Mam do Ciebie w związku z tym kolejne, dość osobiste pytanie: czy masz jakieś problemy z kobietami?

Zaj… Ci za te pytania.

(śmiech) A może to jest Twoja forma odkrywania, demitologizowania kobiet? Być może ta część ludzkości, która nazywana jest „płcią piękną” nie jest tak naprawdę taka piękna? Poprzez swoje obrazy starasz się pokazać prawdziwe wnętrze kobiecej natury?

To jest podchwytliwe pytanie.

Nie da się ukryć, że kobieta jest głównym motywem Twoich obrazów.

Zgadza się. Ok, postaram się odpowiedzieć na to pytanie, ale wpier… i tak masz (śmiech).

Liczę się z tym.

Na obrazach nie da się odzwierciedlić piękna ani brzydoty, pożądania ani niechęci, tak jak czyni to lustro. Dlatego posługuje się abstrakcją. Kobiety, które są piękne i mądre, nie są obiektem moich obrazów. Malując, doszukuje się niedoskonałości, problemów, które wyobrażam za pomocą zdeformowanej kobiecej anatomii.

Czyich problemów? Kobiet czy Twoich?

Między innymi moich problemów.

Ale mnie doj…ś teraz…

Niemniej jednak uważam, że sylwetka kobiety jest bardzo mocna i inspirująca. Jakakolwiek kobieta by nie była: gruba, chuda, mała, wysoka, uważam, że jest piękna i ma coś do przekazania. Bo kobieta ma w sobie tyle piękna, ile dramatu. I ja staram się przekazać to w taki sposób, aby obraz utkwił ludziom w głowie – dlaczego jest kwadrat na jej twarzy? Albo trójkąt w klatce piersiowej? Cała jest piękna, ma zgrabną sylwetkę, ale jest jeszcze coś oprócz tego.

Jakiś defekt.

Dokładnie tak. To nie musi być defekt samej kobiety. Tworzę w ten sposób miejsce dla własnych interpretacji. Kobieta to tak naprawdę symbol człowieczeństwa. Mnie, jako facetowi, po prostu jest łatwiej to przekazać – ten dramatyzm niedoskonałości człowieka. Chociaż rzeczywiście to kobiety najbardziej cierpią. My mężczyźni zabijamy się na wojnach, wieszamy się, zadręczamy, często przez kobiety, ale to właśnie one, nie my, cierpią najbardziej. To kobieta widzi, jaki ten świat jest naprawdę.

No właśnie. Częstym motywem jest to, że na Twoich obrazach oczy kobiety są zasłonięte, czasem wręcz zaropiałe.

Tak.

Dlaczego?

Kobieta chce zobaczyć ten świat, ale ten świat jest zaropiały, brzydki, zgniły.

Jezus: Jako dyrektor programowy tej audycji zarządzam przerwę.

(przerwa)

Koncert zespołu R.O.D. Autor: Mateusz Buczel. Źródło: mateuszbuczel.pl

Koncert zespołu R.O.D. Autor: Mateusz Buczel. Źródło: mateuszbuczel.pl

Dobra, to spróbujmy teraz płynnie przejść do Twojej drugiej formy działalności artystycznej. Która z  uprawianej przez Ciebie sztuki wyraża Ciebie bardziej – abstrakcyjna i, powiedzmy, nawet chora forma malarska czy agresywna, brudna forma muzyczna?

W mojej działalności muzyka nie odgrywa roli sztuki. Absolutnie nie.

Czym jest więc dla Ciebie darcie się w zespole?

Muzyka to co innego, sztuka to co innego. W uprawianej przeze mnie sztuce, malowaniu, odzwierciedlone są moje uczucia i emocje. Muzyka to sfera, w której absolutnie nie czuje się artystą. W obu przypadkach oddaje się temu całkowicie – czy będąc w zespole czy malując. Ale grając w zespole jestem kimś innym.

Na czym to polega? Przybierasz maskę?

Zgadza się. To jest dobre określenie – przybieram maskę.

Dobra, zacznijmy więc od początku. Skąd u młodego chłopaka zainteresowanie agresywną i brutalną muzyką?

A więc tak… To było bardzo dziwne. Generalnie śpiewanie zacząłem w chórze cerkiewnym…

Jak na typowego thrash metalowca przystało.

Tak, ale chodziło o to, żeby mieć dobry stopień z angielskiego. Nauczycielka w chórze uczyła angielskiego, więc chciałem to jakoś załatwić. I to były moje początki wokalne.

To skąd zamiłowanie do takiej muzyki?

To jest bunt. To jest alternatywa, odbicie się od rzeczywistości. Jak by powiedzieć: bądźmy k… inni!

Inni od kogo?

Od wszystkich!

Ten bunt jest skierowany przeciwko wszystkim?

Przeciwko wszystkiemu, co mi się nie podoba.

Czy jest w tym dążenie do anarchii?

Może trochę, ale pod tym hasłem bym się nie podpisał. Tu chodzi o bunt, rebelię. Buntuje się przeciwko codzienności i szarości życia.

Rozumiem, że wynika to z rozczarowania rzeczywistością, która nie jest tak idealna, jak byśmy sobie tego życzyli.

Idealistą to ja byłem, jak biegałem z tą pomarańczową chustą, z której kiedyś byłem dumny, a teraz się wstydzę.

Dlaczego wstydzisz się udziału w Pomarańczowej Rewolucji?

Bo się rozczarowałem. Nie tylko ja, cały naród się rozczarował. Tak jak teraz niebieskimi. To jest jedna machina. Nigdy nie wiąże, ani nie dotykam w swojej twórczości, obrazach czy w zespole, spraw politycznych. Nigdy tego nie zrobię, nie będę łączył polityki ze sztuką, ani inną formą swojej działalności.

Zajmijmy się Twoimi wokalami. Masz dość ekspresyjną formą scenicznego przekazu. Można dostrzec u Ciebie pewne wzorce amerykańskie – mam tu na myśli Mike’a Muira z Suicidal Tendencies czy Jameya Jasta z Hatebreed.

Akurat to porównanie z Hatebreed mnie trochę boli. Oprócz bandany na głowie nic mnie z tym nie łączy. Powiem ci tak: przede wszystkim chcę być sobą. To jak ktoś to odbiera to jego sprawa. Ja sam jednak nie podpisuje się pod żadną kapelą, ani pod żadnym wokalistą. Jestem Hennadiy Mysko, jestem ekspresyjny, jestem agresywny i noszę bandanę. Nie łączy mnie to jednak z żadnym z wyżej wymienionych zespołów. Chociaż słucham ich i mam je na swojej mp3, to nie staram się ich kopiować czy wzorować. Mam nadzieję, że mi to wychodzi. To jest oczywiście inspiracja. Tak jak z Beksińskim w malarstwie. Kocham jego sztukę, ale nie wykorzystuje jego pomysłów w swoich pracach. Absolutnie nie chcę, by mnie do kogokolwiek porównywano.


Ale skądś musiała wziąć się Twoja maniera wokalna.

Moja maniera to agresja. Kiedy wychodzisz na koncert i widzisz skupienie ludzi przed sceną, którzy potrzebują tego wybuchu, nic Cię już nie obchodzi. Absolutnie się wtedy wyłączam. Jest tylko bomba atomowa.

Łącznikiem między Twoją działalnością malarską a udzielaniem się w zespole jest przedstawianie wynaturzonego obrazu świata i opis brudnej, zgniłej rzeczywistości.

Tak, to jest powiązane. Tak samo jest na scenie, jak i na moich płótnach.

Właśnie, zarówno na Twoich obrazach, jak i występach wokalnych, można odczytać pewną niechęć do świata. W swojej twórczości opowiadasz, jak bardzo ten świat jest brutalny…

A nie jest taki?

To ja się Ciebie pytam.

Aha. Pytasz się mnie, a odpowiedź już znasz. Nie żyjemy w kolorowym świecie, w raju – i nigdy pewnie tam się nie znajdziemy. Żyjemy tak naprawdę w g… i trzeba to powiedzieć. Pokazuję tę rzeczywistość skacząc po scenie lub malując obrazy.

Ok, ja tu sobie nawet wypisałem tytuły kawałków Twojego zespołu Razor of Death (R.O.D). Rozumiem, że Ty jesteś autorem tekstów do tych utworów?

Jestem.

Więc tytuły dowodzą poruszania przez ciebie dość bolesnych tematów: „Death for all” – tak nazywa się wasz pierwszy album i zarazem pierwszy na nim kawałek. Nazwy kolejnych utworów to: „Fatal mistake”, „Dead by dusk”, „Chopped by razor”.

(śmiech) No tak.

Z drugiej strony „Born to be proud”, „Unbreakable”, które traktują o niezłomności ducha, nie poddawaniu się.

Tak, „Unbreakable” to mój ulubiony. Jest do niego teledysk.


To wszystko jest proste. Jeśli walczysz, buntujesz się, to jesteś „Unbreakable”, nikt nie jest w stanie cie złamać. „Death for all” też wyraża bunt, przeciwko wszystkim.

Teraz pytanie dość podchwytliwe. Obecnie realizujesz swoje artystyczne plany w Polsce. Czy myślisz, że mógłbyś się tym z powodzeniem zajmować także na Ukrainie? Czy byłbyś w stanie powiedzieć, na ile Twój przyjazd do Polski umożliwił Ci śpiewanie i malowanie? Jakie miałbyś szansę robić to samo w swojej ojczyźnie? Biorąc pod uwagę to, że Twoja twórczość należy raczej do niszowej formy przekazu.

Po pierwsze, moja sztuka i nasza (podkreślam nasza) muzyka jest sprecyzowana dla określonej grupy odbiorców. Nie ma jednak różnicy pod względem odbiorców tej sztuki w zależności od kraju, bez względu na to czy są z Ukrainy, Polski, Kenii czy Urugwaju. To są obrazy, to jest muzyka dla osób, które mają określony stosunek do sztuki, która jest dość abstrakcyjna i szokująca. To po prostu trzeba lubić.

Ok, ale wróćmy do pytania, bo chcę o to zapytać: czy miałbyś podobne szanse na rozwój swoich zdolności artystycznych tu w Polsce i tam na Ukrainie?

K…, stary, to jest zadziorne pytanie.

No zadziorne.

Odpowiem Ci tak: wierzę, ale nie powiem Ci, że wiem to na pewno, iż na Ukrainie miałbym takie same szanse. Wyjechałem z Ukrainy jako młody chłopak i nie miałem możliwości poznać, w jaki sposób mógłbym się tam realizować. Dlatego jedyne co mogę powiedzieć to to, że w to wierzę.

W jaki sposób traktujesz swój pobyt w Polsce? Jako przystanek na swojej drodze życiowej, po czym pojedziesz gdzieś dalej?

To jest fajny przystanek. Ale czy i gdzie pojadę, to życie pokaże. W chwili obecnej Polska jest dla mnie dobrym miejscem. Ten kraj pomógł mi w wielu tematach. Dzięki temu, że tu jestem, rozpocząłem i rozwinąłem swoje zdolności artystyczne. Odnalazłem się tutaj jako artysta i jako muzyk. I za to jestem wdzięczny. Moją ojczyzną pozostaje jednak Ukraina. Do końca życia.

Z mojej strony to wszystko. Nie mam więcej pytań. Może chciałbyś kogoś pozdrowić na koniec.

Chciałbym pozdrowić swoich przyjaciół z Ukrainy, bliskich ze wsi Rudnia. Wszystkich, którzy wspierali mnie w tych trudnych czasach w Polsce, oraz tych, którzy walczą o sprawiedliwość i spokój na tej ziemi.

No to jeszcze tylko mnie pozdrów.

Stary, Ciebie pozdrawiam jak najbardziej. Jesteś jednym z najszybszych perkusistów jakich znam, nap… jak z dzidy laserowej (stosowne odgłosy)

Dziękuję.

To ja dziękuję.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY