Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Mołdawia: co nowego w Naddniestrzu?

Kolejna runda negocjacji w formacie 5+2, która odbyła się 24 maja w Odessie, nie zakończyła się żadnym przełomem. Eugen Carpov, wicepremier Mołdawii ds. reintegracji, powiedział Radiu Wolna Europa, że „nie była to runda prosta, a nikt nie oczekiwał też przełomowego postępu”.

Przedstawiciele Mołdawii i Naddniestrza kłócą się na konferencji

Portal Nowyj Region odnotował nawet, że „przedstawiciele Mołdawii i Naddniestrza pokłócili się na konferencji prasowej”, choć Nina Sztanski, „minister” spraw zagranicznych separatystycznego regionu na swoim profilu w Facebooku napisała, że wolałaby określenie: „wymienili się opiniami”. Konkretnie poszło o intencje Naddniestrza przeniesienia siedziby „rady najwyższej” ze stolicy, Tyraspola, do Bender. Ostatnio Tyraspol coraz mocniej zaznacza swą obecność na prawym (zachodnim) brzegu Dniestru.

Ale od początku: przypomnijmy, że nie istnieje coś takiego jak „granica” Naddniestrza z pozostałą częścią Mołdawii i próżno jej szukać na jakiejkolwiek mapie. Mołdawia uważa całe Naddniestrze za swoje terytorium, podobnie jak społeczność międzynarodowa. Owszem, na każdej mapie podziału terytorialnego Mołdawii zobaczymy, że większość terenów na lewym brzegu Dniestru oznaczone jest jako bliżej nieokreślona autonomia „lewobrzeża Dniestru”. Ale nie to jest to, co się dzisiaj uważa za Naddniestrze. Podobnie „konstytucja” „naddniestrzańskiej republiki mołdawskiej” (art. 14) jak żadna inna dokładnie określa terytorium tego „kraju”, nazywając nawet po kolei kilka wsi położonych w okolicach Bender. Jednak artykuł ten znów jest zbiorem pobożnych życzeń, gdyż pewna niewielka część tych terenów, po obu stronach Dniestru, jest kontrolowana przez władze mołdawskie, a mieszkańcom – sądząc po wypowiedziach w mediach – nie w smak byłoby przejście pod „jurysdykcję” Tyraspola. Oczywiście to kategoryczne nastawienie mieszkańców wcale im nie przeszkadza rozliczać się z władzami separatystycznymi za dostawy gazu, wody i prądu: sieci dystrybucji bowiem nikt nie rozdzielił, a zresztą wychodzi to taniej, niż w Mołdawii (podobnie jak rejestracja samochodów). Gdzie się zatem faktycznie kończy Naddniestrze? Mówiąc ogólnie, obejmuje ono całe lewobrzeże Dniestru z wyjątkiem części rejonu dubosarskiego położonej najbliżej Kiszyniowa (ok. 20-30 km), a także niewielką część prawobrzeża: Bendery i najbliższe okolice Tyraspola (łącznie z monastyrem w Kickanach, rum. Chițcani).

Powtórzmy zatem: granicy Naddniestrza z resztą Mołdawii nikt nie uzgodnił, bo każda ze stron rości sobie prawo do terenów kontrolowanych przez drugą stronę. Dochodzi zatem do licznych incydentów na owym „pograniczu”, wbrew ustaleniom stron co statusu kilkukilometrowej strefy bezpieczeństwa po obu stronach Dniestru monitorowanej przez siły pokojowe (rosyjskie, mołdawskie i naddniestrzańskie) oraz OBWE.

Twierdza w Bender, autor: Richardfabi, źródło wikimedia.org

Twierdza w Bender, autor: Richardfabi, źródło wikimedia.org

Do strefy bezpieczeństwa należy niemal 100-tysięczne miasto Bendery – jest to miasto o bogatej historii, z piękną twierdzą turecką (od niedawna otwartą dla turystów), właśnie tu toczyły się najbardziej krwawe boje na początku lat 90. Dzisiaj Bendery wchodzą w skład „naddniestrzańskiej republiki mołdawskiej”, zaś w mołdawskim podziale terytorialnym mają status wydzielonej aglomeracji – podobnie jak Kiszyniów i Bielce. Bendery w swej historii zawsze były po drugiej stronie „barykady” niż Tyraspol i lewobrzeże Dniestru, należały one niegdyś do Turcji, a w okresie międzywojnia – do Rumunii. Obecnie jednak mocno złączone są Tyraspolem, powstała nawet międzymiejska linia trolejbusowa. Teraz Bendery stały się znów kością niezgody.

Zaczęło się od zakazu przebywania w mieście dla mołdawskich policjantów w mundurach, wydanego przez separatystyczne władze na początku kwietnia. Zakaz ten miał służyć „stabilizacji sytuacji” w mieście, faktycznie zaś dotyczył najbardziej wsi przylegających do miasta, w których panuje swoista dwuwładza mołdawsko-naddniestrzańska. Następnie, pod koniec kwietnia, na tydzień przed prawosławną wielkanocą, naddniestrzański „komitet celny” ustawił na terenie wsi Warnica (Varnița), kontrolowanej przez władze mołdawskie, swoje kontenery, które miały służyć za pomieszczenia socjalne dla celników. Tu trzeba wyjaśnić, że Warnica, zgodnie z „konstytucją” Naddniestrza należy do jego terytorium i w ostatnim dwudziestoleciu dochodziło tam do częstych incydentów. Jednocześnie jej położenie jest tak specyficzne, że oddziela ona dwa osiedla należące do Bender: mikrorajony Sołnecznyj i Siewiernyj. Przez Warnicę do osiedla Siewiernyj przejeżdża benderski mikroautobus (marszrutka), którego pasażerowie są jedynie pobieżnie kontrolowani przez naddniestrzańskie „służby graniczne i celne”. Oprócz tego należy nadmienić, że osiedle Siewiernyj nie ma innego połączenia z Benderami i resztą „kraju” niż właśnie poprzez Warnicę. Naddniestrzańskie kontenery zostały ustawione właśnie na granicach osiedla Siewiernyj z Warnicą, aby – jak wówczas tłumaczono – zapobiegać przemytowi alkoholu w okresie wielkanocnym. Jednakże w nocy, gdy kontenery ustawiono, doszło do starcia celników naddniestrzańskich i ludności Warnicy, która zdemontowała ustawione kontenery.

Kolejnym posunięciem była decyzja „rady państwa” podległej „prezydentowi” Jewgienijowi Szewczukowi o przeniesieniu siedziby „rady najwyższej” (parlamentu) z Tyraspola do Bender. Decyzja ta wywołała falę oburzenia w Kiszyniowie, gdyż Bendery należą przecież do strefy bezpieczeństwa, terenu niejako spornego, zatem nie powinno się zmieniać statusu tej miejscowości w ramach terytorium którejkolwiek ze stron. Również Ambasador Ukrainy w Mołdawii stwierdził, że taki krok może zwiększyć i tak już duże napięcia w strefie bezpieczeństwa. Jednak Naddniestrze odmawia dyskusji na ten temat uważając to za wewnętrzną kwestię swojego „państwa”.

W powyższą tendencję manifestacji obecności na prawobrzeżu Dniestru wpisuje się również zwiększone zainteresowanie wspomnianym już osiedlem Siewiernyj: w piątek „prezydent” Naddniestrza odwiedził tamtejszą szkołę średnią z okazji ceremonii zakończenia roku szkolnego i podarował jej 25 nowych komputerów. Podkreślił tam również, że zostanie przygotowana oddzielna strategia rozwoju tego osiedla.

Wszystko to przypomina koncentrację pionków w konkretnym miejscu szachownicy, a być może również na testowanie cierpliwości Kiszyniowa w trudnym dla niego okresie politycznym. Jest to też jasny sygnał, że mimo ich bardziej konstruktywnego podejścia i gotowości do rozmów obecnych „władz” naddniestrzańskich niż w przypadku ekipy Smirnowa oraz mimo fatalnej kondycji gospodarczej Naddniestrza, Kiszyniów jest na Naddniestrze skazany. Nie jest to już konflikt zbrojny z lat 90., ani konflikt zamrożony, jak w przypadku Abchazji i Osetii Południowej. Dużo się tu w końcu dzieje, dochodzi do licznych spotkań, są prowadzone rozmowy, a Tyraspol jest rzekomo pełen dobrej woli. Ale póki status tego regionu jest niejasny, Tyraspol będzie dla Kiszyniowa jak niesforny członek rodziny, którego wprawdzie nie można się wypierać (bo to w końcu rodzina), jednak którego w czasie różnych uroczystości chciałoby się go uciszyć i uspokoić, ale nie bardzo wiadomo, jak to zrobić. Właśnie obecnie mamy taką „uroczystość”: Kiszyniów, mimo obecnych problemów politycznych, chciałby jesienią parafować umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, zatem zmartwień z Naddniestrzem akurat teraz mu najmniej potrzeba.  Właściwie to Naddniestrze, ten niesforny członek rodziny, najlepiej kontroluje sytuację, gdyż jeśli nie spełni się jego warunków, może nam narobić przykrości. Do końca jeszcze nie wiemy, jakie to będą warunki, ale na razie wygląda na to, że Tyraspolowi zależy m.in. na utwierdzeniu swej obecności na prawym brzegu Dniestru.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY