Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Siarhei Astrautsou

Trasianka nad Niemnem

Teatr to pewnego rodzaju estetyka, gust. Wszystko ma swoje miejsce. (…) Trzy aktorki w trampkach i w chusteczkach na głowie, z gitarą i akordeonem zabawiały publiczność przyśpiewkami w trasiance. Ale przyśpiewki pasowały tam jak słonina na zagrychę do szampana. (…) Przaśne nuty pasują do klubowej sceny w kołchozie, a nie do byłego królewskiego teatru, w którym występują teraz aktorzy teatru lalek. 

Teatr Lalek w Grodnie, autor: Siarhei Astrautsou

Teatr Lalek w Grodnie, autor: Siarhei Astrautsou                                   

„Lalki nad Niemnem” – brzmi intrygująco, ale cóż to może oznaczać? Może lalki zamiast czajek latające nad brzegiem rzeki, tuż nad zamkiem królewskim i Cerkwią Kałożską? Patrolujące z powietrza? Taką oto nazwę otrzymał festiwal, który dopiero co odbył się w Grodnie.

To takie typowe: gospodarze nie wystawiali swoich spektakli, niechaj goście wystąpią! Przyjechały trupy z Białorusi i z sąsiednich państw – Polski, Litwy, Rosji i Ukrainy. Udział lokalnych aktorów w festiwalu ograniczył się do występu „grodzieńskich babuszek”. Trzy aktorki w trampkach i w chusteczkach na głowie, z gitarą i akordeonem zabawiały publiczność przyśpiewkami w trasiance.

Udało mi się trafić na uroczy spektakl brzeskich aktorów pod tytułem „Księżyc Salieriego” (“Поўня Сальеры”), który otrzymał na festiwalu grand prix. Pozytywne wrażenia popsuły „babuszki”, które wyśpiewały peany o „bohaterach twierdzy Brześć” i pończochach. Trochę przykre. Bo to jest tak, jak w poprzednim systemie – wybrałeś się do kina na popularny zagraniczny film, ale obowiązkowo i tak musiałeś najpierw obejrzeć czarno-białą kronikę filmową przedstawiającą sukcesy pięciolatki.

Przecież to wszystko po to, żeby rozweselić!- powiedzą ludzie. Połowa sali rechotała! Tylko że teatr to pewnego rodzaju estetyka, gust. Wszystko ma swoje miejsce. Przaśne nuty pasują do klubowej sceny w kołchozie, a nie do byłego królewskiego teatru, w którym występują teraz aktorzy teatru lalek. Sam „Księżyc Salieriego” bardzo dobrze zaprezentował się na deskach teatru. Ale przyśpiewki pasowały tam jak słonina na zagrychę do szampana.

Pieśni „od babuszek” nadały festiwalowi klimat prowincjonalności. Może nieświadomie, ale organizatorzy chcieli przypodobać się rosyjskojęzycznym widzom. Bo przecież „babuszki”, to męski duet z rosyjskiego programu rozrywkowego, przebrany w trampeczki i chusty. Niech one już nie śpiewają, już dawno znudziły się ich zbyt częste występy i przaśne żarty. Rozumiejąc to lub nie, „grodzieńskie babuszki” wyglądały, jakby przybyły z rosyjskiej prowincji, a nie żyły w byłym królewskim mieście z teatralną tradycją, która sięga przynajmniej siedemnastego wieku.  

Zestawienie tria babulek gryzie się z treścią spektaklu. Przypomniało mi to obrazek, kiedy w Grodnie panowała moda na tzw. Wierkę Serdiuczkę [ukraińska gwiazda estrady, mężczyzna przebrany za kobietę  – przyp. tłum.]. Zapraszano takiego przebierańca na wesele, by koniecznie wygłosił toast dla młodych. Musiał być przebrany za babę z wielkimi cycami, mieć pomalowane usta i czerwone poliki. Do tej pory pamiętam jak w pałacu byłego wicegubernatora bawili się weselnicy, a na ganku grubawa „Serdiuczka” ćmiła papierosa i opowiadała czerstwe anegdoty.

Wracając do „grodzieńskich babuszek”, zadaję sobie pytanie,  czy można aż tak nie odczuwać historycznego ducha miasta i tradycji scenicznych? Jeden ze współpracowników teatru powiedział mi, że „grodzieńskie babuszki” wymyślono na jednym z warsztatów teatralnych. Wtedy żartowano nawet, że dostaną angaż w teatrze lalek. Kierownikowi artystycznemu, Alehowi Zhuhzdze, występ się spodobał i „babuszki” zagościły na stałe. Teatr niby powinien być bałaganem, ale przyśpiewkom daleko do tego miejsca i już dawno się przejadły, mówi współpracownik teatru.

Aleh Zhuhzhda dzięki swojej ciężkiej pracy otrzymał możliwość wystawiania spektakli  za granicą. Często podróżuje po pięknych, europejskich miastach, do których, być może, Grodnu daleko. Niestety, występy „grodzieńskich babuszek”, które stały się wizytówką teatru, przybliżają Grodno nie do starych, europejskich miast, lecz do prowincji.

tłumaczenie z j. białoruskiego: A.O.

korekta: J.Kozioł

Facebook Comments

Mieszka w Grodnie. Z wykształcenia dziennikarz. Redagował tygodnik “Pagonia”, pracował w gazecie “Svaboda”. Obecnie współpracuje z Radio Svaboda, prowadzi swój blog na stronie www.svaboda.org, do ostatniego czasu pod tytułem “Dziennik pisarza”. Pisze na wspólne tematy polsko-białoruskie. Ukończył Szkołę Pogranicza w Sejnach.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY