Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Marchewki, transportery opancerzone i Dzień Europy w Kijowie

Dwumiesięczne wychodzenie do ludzi liderów opozycji w regionach w ramach akcji „Powstań Ukraino” skończyło się 18 maja w Kijowie. To przedsięwzięcie miało być swego rodzaju apoteozą zjednoczenia szeregów sympatyków opozycji, a władzom pokazać, jak to się mówi, gdzie raki zimują.

Митинг в Киеве в День Европы, источник: facebook.com

Wiec w Kijowie w Dzień Europy, źródło: facebook.com

Na samym początku akcji przewodniczący frakcji „Batkiwszczyna” Arsenij Jaceniuk powiedział: – Rozplanowaliśmy tą akcję na dwa miesiące, i to jest akcją walki o swoje prawa ekonomiczne i polityczne.  Trzech przywódców opozycji (Arsenij Jaceniuk, Ołeh Tiahnybok, Witalij Kliczko) zaprowadziło ludzi na jeden z placów Kijowa, gdzie ze sceny wygłoszono płomienne przemówienie przed dziesiątkami tysięcy ludzi. Ale pech jednak, bo Partia Regionów również nie próżnowała i postanowiła w tym samym czasie przeprowadzić swoją akcję – antyfaszystowską. Oto „odpowiedzi Chamberlainowi”, od naszego stolika – do waszego. Zwolennicy opozycji stali na placu Sofijskim, a władzy – na Europejskim. Oba obozy słuchały wystąpienia deputowanych ludowych: jedni bronili i mówili, że „wróg nie przejdzie,” inni – rzekomo walczyli z „przestępczym reżimem”.

Cóż ostatecznie mamy?

Braku jakiegoś wyraźnego efektu – oto wynik dwumiesięcznego wychodzenia do ludzi. Pisze o tym wielu ekspertów, blogerów i dziennikarzy niezależnych. Ukraińcy, którzy zebrali się na wiecu opozycji w Kijowie, spodziewali się usłyszeć coś konkretnego, a nie deklaracje „a w ogóle to”. Przykładowo opozycja postąpiłaby logicznie, gdyby zademonstrowała swoją pracę w Radzie Najwyższej swoim sympatykom. Chociaż co tu pokazywać: wyniki rozczarowują – opozycja bardziej blokowała parlament aniżeli pracowała w sali sesyjnej. Również nie zaszkodziłoby pokazać jedność w praktyce i wreszcie zaprezentować Ukraińcom jasny i zrozumiały plan walki. Przecież hasła „Precz z bandą!” oraz „Wolność dla Julii!” ludzie mogą krzyczeć i w domu, leżąc na kanapie.

W końcu nieźle byłoby usłyszeć od opozycji imię wspólnego kandydata na burmistrza Kijowa i prezydenta kraju. To się nie zdarzyło, więc oświadczenia władz o słabości i niezorganizowaniu opozycji okazały się bardziej zgodne z prawdą niż nadymanie policzków i płomienne przemówienia opozycji. Przecież nawet w czasie akcji w stolicy siły prorządowe nie tylko często krytykowały oponentów, lecz również zdążyły zorganizować alternatywne przedsięwzięcie masowe pod hasłami antyfaszystowskimi.

Powtórzę: wyborcy potrzebowali niewiele, byle jasno, zrozumiale i konkretnie, dla inspiracji, aby mimo rozczarowania ostatnich lat mieć siły do dalszego wspierania opozycji. Wbrew przewidywaniom tak się nie stało. Dla liderów opozycji po raz kolejny interesy kuluarowe okazały się ważniejsze, niż myśli i nadzieje ludzi. Według politologa Władimira Cybulko opozycja tylko imituje walkę, a w rzeczywistości wyczekuje, aż ludzie sami wybiorą jednego kandydata. – Opozycja uprościła sobie casting na jedynego kandydata na prezydenta. Teraz czeka na decyzję ulicy w tej sprawie. Za pół roku rankingi się zmienią i stanie się jasne, kogo wybiera społeczeństwo. Dlatego opozycja może jedynie imitować zasadniczość i walkę, by nie ugrząźć w walce wewnętrznej – powiedział.

Króliki z marchewkami na BTR-ze i „pobita” dziennikarka

O samochodzie pancernym z marchewkami na bokach w centrum stolicy Ukrainy nie słyszał chyba tylko ktoś bardzo leniwy. No, ale dla tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą, opowiem krótko. Podczas procesji kolumny opozycji na ulicy Michajłowskiej nieznani sprawcy próbowali zorganizować prowokację wobec lidera frakcji „Batkiwszczyna” Arsenija Jaceniuka. Przed kolumną opozycji wyjechał transporter opancerzony, na którym były namalowane duże marchewki, na górze zamocowana jeszcze jedna marchewka, a na BTR-ze siedział człowiek w stroju królika.

Ten wymyślny cud mechaniczny przedarł się przez kordony, wywoławszy „sprawiedliwy” gniew niektórych przedstawicieli opozycji (a konkretnie przedstawicieli „Swobody”), a w konsekwencji – bijatykę. Na linię ognia pomiędzy zatroskanymi Ukrainą trafiła dziennikarka Olga Snicarczuk… czy też nie trafiła? W każdym razie Internet wyraźnie podzielił się na dwie części: jedni mówili, że tak – została uderzona, inni – że to wszystko profanacja i prowokacja. Gwoli uczciwości należy stwierdzić, że osoba, która pcha się do samego epicentrum walki i macha przed bijącymi się komórką, starając się sfotografować zajście, powinien być gotowy otrzymać cięgi. Żądanie dobrego kadru oznacza i odwrotną stronę medalu, jak parę siniaków, których u Olgi, przy okazji, akurat nikt nie zobaczył. W przeciwieństwie do posłanek Partii Regionów, którzy kilka miesięcy temu dostały śnieżkami tuż pod ścianami Rady Najwyższej.

Ale jedno pozostaje faktem – wydarzenie miało miejsce. Teraz opozycja wzywa do ochrony niezależnych dziennikarzy, wolności słowa, przeprowadzenia specjalnego posiedzenia w parlamencie, powołania komisji Rady Najwyższej w sprawie tego wypadku (a Rada Najwyższa stworzyła tymczasową komisję śledczą z powodu pobicia dziennikarzy w dniu 18 maja, dochodzenia innych wypadków nacisku na media oraz zapobiegania działalności dziennikarzy). Najpierw wygnanie, a następnie przywrócenie przez Azarowa akredytowanych w Gabinecie Ministrów dziennikarzy…

I cóż, czy to już wszystko, w imieniu czego warto było robić awanturę z wielotysięcznymi akcjami i głośnymi oświadczeniami? Okazuje się, że tak, taką właśnie konkluzję można wyciągnąć z tego całego hałasu wokół tych dwóch wydarzeń, który niesie się po kraju prawie drugi tydzień. A co z ludźmi, dla dobra których tu kruszono kopie? A ludzie są polu. Po tygodniu pracy, stojąc w pozie głębokiego zamyślenia w swoich ogrodach, próbowali w ten gorący majowy dzień zrealizować program żywnościowy dla swojej rodziny. I dopiero wieczorem, przy kieliszku, siedząc przed telewizorem, leniwie i sennie omawiali igraszki w stolicy.

18 maja – Dzień Europy

18 maja to Dzień Europy na Ukrainie. Symboliczny dzień dla kraju, który dąży, według prawie wszystkich partii politycznych, do ścisłej współpracy i integracji z UE. Osobliwy trend politycznego sezonu. Właśnie to wyjaśnia chęć opozycji i władz do prowadzenia swoich akcji właśnie tego dnia. Jednak ani pierwsi, ani drudzy nie zauważyli, jak wylali dziecko razem z kąpielą. Z Dniem Europy wyszło podobnie jak w słynnym powiedzeniu nieboszczyka Czernomyrdina: „Chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle”. Wojna informacyjna zaćmiła wszystko.

Ogólnie rzecz biorąc, Dzień Europy w Kijowie pozostawił po sobie dość przygnębiające wrażenie. Po raz kolejny stało się jasne, że dla zdecydowanej większości przedstawicieli władzy, jak i opozycji, europejska integracja pozostaje czymś podobnym do drogich perfum: przyzwoite społeczeństwo to doceni i nawet powie komplement, lecz w codziennym życiu, zwłaszcza gdy idziesz do ludzi, jest to rzecz zupełnie niepotrzebna, a czasem nawet mocno zbędna.

Prawdziwy Dzień Europy odbyłby się wtedy, kiedy na placu Europejskim, a nie pod budynkiem Kijowskiej Miejskiej Administracji Państwowej, zebraliby się przedstawicieli władzy, opozycji, społeczeństwa obywatelskiego i ambasadorowie UE. Na pół roku przed Wilnem taka wspólna demonstracja wszystkich zainteresowanych stron byłaby nawet bardziej wskazana. Ale okazuje się, że łatwiej wywiesić flagę unijną na budynku administracji i powiedzieć kilka oklepanych sloganów o tym, kto faktycznie prowadzi Ukrainę do UE, a kto nie wiadomo dokąd. Europa w Dzień Europy nie była, niestety, „trendy.” Wszystko przyćmiły wiece, króliki na opancerzonym samochodzie, dziennikarze, walczący o integrację europejską, wartości demokratyczne i wolność słowa, ale tylko za pomocą słów (przepraszam za niezamierzony kalambur). Przepychanki przedstawicieli Partii „Swoboda” stały się bardziej spektakularne niż parada perkusistek Kijowskiego Państwowego Domu Twórczości Artystycznej i Technicznej. Oto cała historia.

„Odleciał, ale obiecał wrócić” (cytat z rosyjskiego filmu animowanego „Chłopiec i Karlson”)

W ostatniej chwili stało się znane – Ukraina nadal musi „stać”. Przewodniczący frakcji „Batkiwszczyna” Arsenij Jaceniuk powiedział, że następna akcja opozycji „Powstań Ukraino” odbędzie się w Doniecku i skończy się dopiero w dzień inauguracji nowego prezydenta. Na to szef Donieckiej Obwodowej Administracji Państwowej Andriej Szyszackij oświadczył, że mieszkańcy obwodu donieckiego dadzą odpór organizatorom akcji „Powstań Ukraino”. Show trwa…

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY