Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

PdK Książka: Ukraina. Pochód żywych trupów historii

Ukraińscy pisarze w walce o pamięć historyczną uciekają się do coraz bardziej absurdalnych i surrealistycznych zabiegów artystycznych. O lwowskim tangu śmierci, zombie i… Wielkim głodzie we współczesnej ukraińskiej literaturze.

Pomnik ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie w Kijowie. Autor: Krzysztof Nieczypor

Pomnik ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie w Kijowie. Autor: Krzysztof Nieczypor

Ukraińskie władze nie dbają o historię swego państwa. Po kilku latach rządów Partii Regionów i prezydentury Wiktora Janukowycza widać jak na dłoni, że polityków obozu władzy temat ukraińskiej przeszłości kompletnie nie interesuje. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że za cel obrali oni sobie, co najmniej krańcowe wykrzywienie i podporządkowanie własnym potrzebom historii. Temu zapewne mają służyć najnowsze podręczniki do historii, w których nie wspomina się ani kolaboracji ZSRS z hitlerowskimi Niemcami, ani o rusyfikacji i straszliwych represjach, które spadły na Ukraińców w latach trzydziestych i osiemdziesiątych. Nie znajdziemy również w nich nic na temat planowości wyniszczania ludności ukraińskiej w latach 1932-1933, znanego jako Wielki Głód.

Holodmor jest zresztą problemem wyjątkowo ignorowanym przez obecną władzę. Nie tylko nie podjęła ona żadnych działań rozpowszechniających wiedzę na jego temat, ale można wręcz powiedzieć, że przez ostatnie kilka lat starała się jak najbardziej zmniejszyć efektywność działań w tym obszarze prezydenta Wiktora Juszczenki (jeden z nielicznych pozytywów prezydentury lidera Pomarańczowej Rewolucji). Co więcej, Wiktor Janukowycz niejednokrotnie wypowiadał się otwarcie, że wydarzenia z lat 1932-1933 nie miały znamion ludobójstwa. Tak było na przykład w kwietniu 2010, gdy podczas sesji Parlamentu Europejskiego w Strassburgu Janukowycz nazwał Głód „wspólną tragedią bratnich narodów”. Jak widać nie dorósł on jeszcze do prawdy, którą Estonia poznała już w 1993 roku, kiedy jako pierwszy kraj na świecie uznała Wielki Głód za akt ludobójstwa.

A co na to społeczeństwo? Wielki Głód traktowany jest przecież jako akt ludobójstwa przez zdecydowaną większość Ukraińców. Patrząc na skalę dotychczasowych protestów można dojść do wniosku, że w narodzie – prócz pewnych środowisk – brakuje dzisiaj tej wewnętrznej siły, która podczas mroźnych miesięcy 2004 roku wyciągnęła na ulice ukraińskich miast setki tysięcy Ukraińców. Może właśnie dlatego pisarze, widząc beznadzieję sytuacji i chcąc wstrząsnąć pogrążającym się w apatii społeczeństwem, coraz częściej w swoich książkach uciekają się do zabiegów absurdalnych, chwilami ocierających się wręcz o farsę.

Zombie w walce o pamięć o Wielkim Głodzie

Mychajło Brynych, "Хліб із хрящами" (Chleb z chrząstkami), Wydawnictwo „Jarosławiw Wał”, Kijów 2012

Mychajło Brynych, „Хліб із хрящами” (Chleb z chrząstkami), Wydawnictwo „Jarosławiw Wał”, Kijów 2012

Na stronach książki Mychajło Brynycha „Chleb z chrząstkami” martwi wstają z grobów, aby przywrócić do życia pamięć o wydarzeniach, które przez lata próbowano w jak najdyskretniejszy sposób pogrzebać. Tak czyniła kiedyś propaganda stalinowska i tak zdaje się, działa również dzisiejsza ukraińska władza. Historia zapomniana – to właśnie na niej opiera się tragedia wsi Micne w obwodzie kijowskim. Fabryka koniaku, założona przez amerykańskiego emigranta ukraińskiego pochodzenia, staje się zbawieniem dla biednych okolicznych mieszkańców. W pewnym momencie sielankę przerywa jednak fala śmierci przetaczająca się przez wieś i region.

Gatunek powieści, przez samego autora sklasyfikowany jako „powieść grozy z ironicznym akcentem”, z pozoru nijak się ma do trudnego tematu, którym jest Wielki Głód. Konwencja ta jednak okazuje się zaskakująco przekonująca. Powstające z mogił zombie, będące w książce siewcami zemsty, szukającymi winnych swojego straszliwego losu, jako chodzące zwłoki mogą śmieszyć tylko na początku. Później budzą już tylko wyrzuty sumienia. Szczególne, gdy czytelnik uświadomi sobie okropności okresu Wielkiego Głodu – kanibalizm, krańcowe zezwierzęcenie człowieka w obliczu niespotykanego zła, wyrządzonego ukraińskim chłopom przez stalinowski reżym i zestawi je z dzisiejszym traktowaniem tych wydarzeń przez władzę oraz ze sposobem kultywowania pamięci ofiar największej tragedii w dziejach Ukrainy. Obcinanie dotacji państwowych na Muzeum Wielkiego Głodu, zaprzeczanie ludobójczemu charakterowi Hołodomoru przez najważniejsze osoby w państwie, manipulowanie faktami w podręcznikach historii. Wszystkie te fakty stają nagle przed oczami każdego czytelnika i zmuszają do natychmiastowej refleksji.

Lwowskie tango śmierci

Jurij Wynnyczuk, "Танго смерти", Wydawnictwo Folio, Charków 2012.

Jurij Wynnyczuk, „Танго смерти” (Tango śmierci), Wydawnictwo Folio, Charków 2012.

Z równie trudną przeszłością mierzy się w swojej najnowszej książce Jurij Wynnuczuk – jeden z najbardziej uznanych ukraińskich pisarzy starszego pokolenia. Tragedia narodu żydowskiego, która dotychczas nie doczekała się odpowiedniego opracowania w ukraińskiej literaturze, w książce Wynnyczuka została przedstawiona w sposób, który nikogo nie pozostawi obojętnym na koszmar Holokaustu. A wszystko to zarazem bez zbędnego epatowania tragedią i śmiercią mieszkańców lwowskiego getta.

Osią wydarzeń w powieści jest tytułowe Tango śmierci – utwór muzyczny z pozoru brzmiący jak „Ta ostatnia niedziela”, który po dodaniu kilku tajemnych nut staje się kompozycją pochodzącą z pogranicza magii. Osoba, która usłyszała je przed śmiercią, w kolejnym życiu jest w stanie przypomnieć sobie swoje poprzednie wcielenie z najdrobniejszymi szczegółami. Okazuje się jednak, że olbrzymie możliwości, które otwierają się wraz z rozwikłaniem tajemnicy tanga, nie są w rzeczywistości nikomu potrzebne, a można powiedzieć, że wręcz niepożądane. Niepotrzebni są ludzie, którzy pamiętają momenty niewygodne, wydarzenie zapomniane, z dawna zatuszowane, które nie powinny nagle wypływać, wracać, przywoływane w opowieściach naocznych świadków i tym samym „niepokoić” nieświadomych obywateli. Jest to niebezpieczne dla wielu wysoko postawionych osób, również tych znajdujących się u steru władzy. Dlatego też bohaterowie zaangażowani w prace nad badaniem tanga szybko znajdują się pod lupą ukraińskich służb specjalnych.

Tajemnice tanga śmierci, którego działanie autor porównuje do tańca derwiszów, zostały odkryte przez grupę przyjaciół, mieszkających jeszcze w międzywojennym Lwowie. Jeden z bohaterów żydowskiego pochodzenia grał je w getcie wszystkim idącym na stracenie ofiarom hitlerowskiego reżimu. To jemu też, jako jedynemu z całej grupy przyjaciół, udało się przeżyć wojnę. Dzisiaj, po kilkudziesięciu latach, nie mogąc już grać na swoich skrzypcach, stara się znaleźć odpowiednio zdolnego ucznia, który mógłby odegrać tango, i przywrócić do życia dawnych druhów.

W powieści Wynnyczuka istnieje również świat alternatywny, który przenika rzeczywistość na wiele sposobów i wpływa na życie mieszkańców miasta nad Pełtwą. W przededniu wybuchu II Wojny Światowej ulicami miasta maszerują mieszkańcy podziemnego Lwowa – morza, które miało istnieć w tym miejscu przed wiekami. Postaci te pojawiały się wcześniej przed wybuchem pierwszej wojny światowej oraz zwiastowały inne tragiczne momenty historyczne. Czy spoglądając dzisiaj na Ukrainę również można dostrzec ich mokre ślady?

Przez przeszłość do przyszłości

Historia nie ma dla władz kijowskich żadnej realnej wartości, dlatego też tak łatwo rozmieniają ją na drobne. Głody, prześladowania, wywózki, mordy stają się jedynie elementami nieskomplikowanej gry politycznej. Jakie są jej reguły? W wielkim skrócie, wszystkie poddańcze gesty czynione względem Rosji w sferze historyczno-społecznej mają przykryć ważniejsze dla ukraińskich rządzących kwestie gospodarcze i polityczne. To tutaj leżą prawdziwe pieniądze i wpływy, a miliony zagłodzonych przed wiekiem ludzi są przykrym lecz mało znaczącym epizodem w historii.

Na efekty krótkowzroczności tej polityki nie trzeba będzie jednak długo czekać. Historia nie jest i nie powinna być uważana za balast hamujący integrację narodu, tym bardziej tak doświadczonego przez los jak naród ukraiński. Wręcz przeciwnie, powinna być spoiwem jednoczącym ludzi posługujących się różnymi językami, wyznających różne religie i wartości, ale zgadzających się co do jednego – faktu bycia Ukraińcem. Można mieć tylko nadzieję, że głosy pochodzące z przeszłości odmienią dzisiejszych Ukraińców, którzy, tak jakby pod wpływem tanga śmierci, będąc świadomymi własnej historii, staną się świadomymi własnej wartości.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY