Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

Nie ma zgody na relatywizację mordu wołyńskiego

70 rocznica zbrodni wołyńskiej nie przyniesie polsko-ukraińskiego pojednania. Politykom i intelektualistom obu państw brakuje odwagi, aby wyraźnie nazwać winowajców.

Miejsce po mogile na Trupim Polu po ekshumacji, źródło: Wikipedia

Miejsce po mogile na Trupim Polu po ekshumacji, źródło: Wikipedia

W sporze o historyczną ocenę mordu wołyńskiego nie trzeba podkreślać narodowości dowódców i żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nie trzeba analizować historycznych kontekstów. Ich potępienie powinno opierać się na wynikach ich zbrodniczej działalności. Wystarczy pozostać przy kwalifikacjach moralnych, aby właściwie zinterpretować wydarzenia na Wołyniu w 1943 roku. Romantyczne i patriotyczne intencje Stepana Bandery, Dmytro Klaczkiwskiego czy Romana Szuchewycza przestają być ważne, gdy zdamy sobie sprawę, jak szaleńcze w skutkach okazały się ich plany.

Pomysł utworzenia ukraińskiej podmiotowości na bazie nienawiści do innych narodów stawia ideologów UPA w jednym rzędzie ze zbrodniarzami faszystowskimi, bądź komunistycznymi w czasie II Wojny Światowej. Kilkadziesiąt tysięcy osób zginęło z powodu odmiennej narodowości. Fala zbrodni spowodowała działania odwetowe. Pomimo rozmiaru nieszczęścia, na zachodniej Ukrainie pamięć o działaniach UPA została przeinaczona i zaprzęgnięta w proces budowania tożsamości narodowej.

W efekcie tablice pamiątkowe i pomniki dowódców UPA na stałe wpisały się w krajobraz miast i wiosek Galicji i Wołynia. Na tych terenach gloryfikuje się mit romantycznej armii powstańczej. Wątek szowinistycznej i rasistowskiej ideologii, którą UPA przyjęło jako własną, został odrzucony. Dlatego z ust zachodnioukraińskich elit słyszymy o konflikcie polsko-ukraińskim i zrównaniu nieszczęść ofiar obydwóch stron, a już nie o czystce etnicznej dokonanej na Polakach przez ukraińskich sąsiadów.

Wyznając, że pamięć o ofiarach jest obowiązkiem żyjących, powinniśmy ze szczególną uwagą pielęgnować historię o poległych bez winy. Wierząc, że z kart historii możemy wyciągnąć wnioski na przyszłość, należy jasno wskazać na zbrodniczą ideologię decydentów z UPA jako przyczynę tragedii, która wydarzyła się 70 lat temu na Wołyniu. Biorąc pod uwagę, że zarówno w polskich, jak i w ukraińskich szkołach o rzezi wołyńskiej nie mówi się prawie nic, rocznicowa debata jest jednym z niewielu pretekstów do zmierzenia się z rozmiarem i konsekwencją zbrodni. Szkoda, że politycy i intelektualne elity starają się prześlizgnąć pomiędzy tą rzadką możliwością, błędnie zakładając, że przede wszystkim nie należy rozdrapywać starych ran.

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: l.grajewski@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY