Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Wywiad z Janem Malickim: Ukraińcy mają wielką szansę aby dobrze wykorzystać 70 rocznicę

11 lipca obchodzona jest rocznica Rzezi Wołyńskiej. W tym dniu siedemdziesiąt lat temu nastąpiła kulminacja zbrodni na Polakach dokonanej przez Ukraińców – oddziały UPA zaatakowały niemal 100 polskich wsi na Wołyniu. W sumie polscy historycy szacują liczbę ofiar akcji UPA na ok.  100 tys. osób. Pogłębiając dyskusję na temat Wołynia, Krzysztof Nieczypor rozmawiał z Janem Malickiem, dyrektorem Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim.

Jan Malicki dyrektor Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, autorka: Anna Woźniak, źródło: Flickr.com

Jan Malicki dyrektor Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, autorka: Anna Woźniak, źródło: Flickr.com

11 lipca obchodzona jest rocznica Rzezi Wołyńskiej. W tym dniu siedemdziesiąt lat temu nastąpiła kulminacja zbrodni na Polakach dokonanej przez Ukraińców – oddziały UPA zaatakowały niemal 100 polskich wsi na Wołyniu. W sumie polscy historycy szacują liczbę ofiar akcji UPA na ok.  100 tys. osób. Przyjmując to za prawdę historyczną chciałbym zapytać: jak te wydarzenia są dzisiaj odbierane przez Polaków i na ile Polacy są świadomi tego co wydarzyło się wtedy na pograniczu polsko-ukraińskim?

Zacznijmy od tego, że w swoim pytaniu zasugerował Pan, że prawda jest oczywista. Generalnie, w sprawie Wołynia,  można powiedzieć, że prawda historyczna jest jedna, ale pamięci wydarzeń są dwie ! – pamięć Polaków i pamięć Ukraińców. To paradoksalnie sprawia, że mamy do czynienia z dwiema prawdami. Ponadto, od kilka lat jest na Ukrainie dość duży ruch historyczny, który faktycznie prowadzi do odrzucenia prawdy o Rzezi Wołyńskiej. Przykładem jest praca Wołodymyra Wiatrowycza, który jest czołową postacią tego ruchu. Odrzuca się fakt kulminacji zbrodni w niedzielę 11 lipca 1943 r., odrzuca  liczbę ofiar polskich, odrzuca się  nawet tezę, że istniał plan tej zbrodni.

Ale wróćmy do pytania o polską świadomość. Wydaje mi się, że wbrew pozorom polska świadomość jest dość duża. Sądzę, że na pytanie co to jest Rzeź Wołyńska Polacy będą w sensie ogólnym wiedzieć o co chodzi.

A czy w wymiarze polityczny nie jest tak, że sprawę zbrodni wołyńskiej położono na ołtarzu dobrych relacji z Ukrainą w ciągu ostatnich lat? Czy nie jest tak, że polscy decydenci polityczni „zapomnieli” o tej zbrodni na rzecz nie zadrażniania relacji z Ukrainą, a co odbyło się ze szkodą dla społecznej pamięci?

Zapewne w pewnym stopniu tak, ale to samo można by powiedzieć o stosunkach polsko-litewskich i Polakach na Litwie. Dwóch poprzednich prezydentów Polski, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński, przyjęli tezę, że kluczowa jest strategiczna współpraca Polski i Ukrainy. Ja uważam, że pamięci o ofiarach Wołynia nie tyle położono na ołtarzu dobrych relacji z Ukrainą, co postawiono na kultywowanie tej pamięci poprzez państwowe obchody oficjalne, np. tak jak podczas oficjalnych obchodów 65. rocznicy Wołynia. Obecny prezydent, nauczony tym doświadczeniem, zrobił odwrotnie – nie postawił akcentu na obchody oficjalne. Prezydent Komorowski podkreślił, że to nie są jedyne obchody państwowe. Wydaje mi się, że to jest wyciągnięcie wniosku z lat poprzednich. Chociaż ja jednak broniłbym poprzednich prezydentów. To prezydenci Kaczyński i Kwaśniewski doprowadzili do otwarcia cmentarzy w Hucie Pieniackiej i Pawliwce (Porycku)  – a więc w kluczowych miejscach pamięci o zbrodni wołyńskiej. Ale z drugiej strony rzeczywiście można się zgodzić z tezą, że w obawie przed zadrażnieniem stosunków z Ukraińcami postawiono na wspólne obchody państwowe jako główny cel. To spowodowało, że Kresowiacy, ludzie którzy przeżyli tę zbrodnię i potomkowie ofiar, mogli poczuć, że wspólne z ukraińskimi władzami oficjalne uroczystości odbywały się kosztem pamięci o tych zbrodniach. Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie i ta rocznica będzie obchodzona w sensie społecznym szerzej.

Spójrzmy zatem jak to wygląda od strony ukraińskiej. W ostatnich latach można zaobserwować wzrastającą tendencje mitologizacji działalności OUN-UPA, co ma zresztą swoje przełożenie w polityce na Ukrainie – nacjonalistyczna partia „Swoboda” uzyskała zaskakująco dobry wynik w ostatnich wyborach parlamentarnych. W związku z tym chciałbym zapytać, czy Ukraińcy mają prawo wybierać własnych bohaterów narodowych, a jeśli tak, to jakie stanowisko w tej sprawie powinno przyjąć polskie państwo?

Oczywiście, że Ukraińcy mają prawo do wybierania własnych bohaterów narodowych! Z tą jednak różnicą, że jeśli chcą traktować Polskę jako strategicznego partnera,  powinni brać pod uwagę polski punkt widzenia. To jest na przykład sprawa pośmiertnego uhonorowania Stepana Bandery. Problem tutaj nie polegał na tym, że prezydent Juszczenko postanowił nadać mu tytuł Bohatera Ukrainy, ale na tym, że nawet nie powiadomił o tym prezydenta Kaczyńskiego. Juszczenko nie uprzedził polskiego partnera o tej decyzji i w żaden sposób jej nie wytłumaczył, nie przedstawił. A Kaczyński był jego największym sojusznikiem. W tym tkwi problem.

Tak, ale to było już w ostatnich dniach jego prezydentury. To był taki rzut na taśmę w trakcie przegranych ostatecznie wyborów prezydenckich.

Tak, zgadza się. Ale wracając do sprawy. Jak wiemy na Ukrainie jest dwojakie spojrzenie na tę sprawę: z jednej strony jest centralna i wschodnia Ukraina, która patrzy na UPA jak na zbrodniarzy, z drugiej zachodnia część, która patrzy na UPA jak na bohaterów. Teraz, po raz pierwszy doszło do sytuacji, w której rząd ukraiński, „wschodni” z racji swego pochodzenia terytorialnego, mentalnego i politycznego,  stanął  po stronie banderowskiej występując  przeciwko tej wersji polskiej uchwały mówiącej wprost o ludobójstwie. Niedawno miałem rozmowę z bardzo ważną osobą z partii „Swoboda”, która zapytała mnie „O co Polakom chodzi w sprawie wołyńskiej?” Uspokoiłem go mówiąc , że Ukraińcom nic nie grozi z polskiej strony w sensie reparacji  czy zadośćuczynień. Ale gdy stwierdziłem, że chodzi po prostu o nazwanie rzeczy po imieniu, mianowicie, że to była zbrodnia UPA, jego odpowiedź była taka: „To jest niemożliwe, bo przecież to są nasi bohaterowie”. Ukraińcy z zachodniej Ukrainy nie tylko patrzą na UPA jak na bohaterów narodowych, którzy walczyli o niepodległość  – co jest nota bene prawdą, przy całej pokrętności tej sprawy – ale poza tym próbują dokonywać rewizji historii. W tej chwili, z punktu widzenia ukraińskiego, wspólne sprzed paru lat ustalenia polsko-ukraińskich historyków (seria „Trudne pytania”) są już nieaktualne. Ukraińscy historycy, w tym również bardzo poważni i tacy, którzy nie są uznawani za wiarygodnych przez polską stronę, piszą w zasadzie nową historię lat 1943-1945, historię tzw. „drugiej wojny polsko-ukraińskiej”.

Prezydent Komorowski podczas 70 rocznicy zbrodni wołyńskiej, Kościół św.Piotra i Pawła, źródło: prezydent.pl

Prezydent Komorowski podczas 70 rocznicy zbrodni wołyńskiej, Kościół św.Piotra i Pawła, źródło: prezydent.pl

Czy wobec tego ukraińskiego punktu widzenia, oprócz sprostowań polskich historyków, głos w tej sprawie powinny zabierać polskie władze? Czy Polacy powinni dokonywać oceny moralnej wyboru przez Ukraińców takich bohaterów narodowych czy też powinniśmy uznać to za ich sprawę wewnętrzną?

Myślę, że nie powinniśmy zajmować się ocenami moralnymi, a raczej podawaniem faktów. Zostałem właśnie zaproszony na wielką wystawę poświęconą zbrodni wołyńskiej 1943 r., którą organizuje w Warszawie oddział IPN z Lublina. Ta wystawa jest niemal w całości oparta na dokumentach ukraińskich! To jest właśnie ta droga! Trzeba Ukraińcom pokazywać prawdę na dokumentach ukraińskich. Problem bowiem polega na tym, że gdy my będziemy o tym opowiadać na podstawie dokumentów polskich zostaniemy posądzeni o stronniczość  i uprawianie propagandy. A nie da się doprowadzić do żadnego porozumienia i zakończenia tego sporu, jeśli prawda nie zostanie nazwana po imieniu, jeśli tam, gdzie znajdują się groby nie zostaną postawione krzyże z nazwiskami i jeśli nie będzie powiedziane, że Polacy zostali zamordowani  przez UPA.

Tymczasem jest w tej chwili tak, że po stronie ukraińskiej, ale także częściowo po stronie polskiej, pojawiają się niestety próby relatywizowania tej zbrodni. Na zasadzie: „No tak, może my i mordowaliśmy, ale także Polacy mają krew na rękach. Być może zostało zamordowanych kilkadziesiąt tysięcy osób, ale Polacy też mordowali.. .” To jest bardzo niebezpieczna próba relatywizowania tej zbrodni. Jest nie do przyjęcia sytuacja, gdy po polskiej stronie poważne instytucje piszą (w najlepszej intencji zresztą), że trzeba dążyć do porozumienia poprzez postawienie tezy, że w akcjach UPA i polskich akcjach odwetowych wspólnie zginęły tysiące  osób. Nie wolno porównywać tych spraw. Nic się w ten sposób nie osiągnie.

Ostatnią rzecz, które poradziłem temu politykowi Swobody było natychmiastowe powołanie jakiegoś zdolnego, młodego człowieka, który wykonałby dla nich research polskiej sprawy Jedwabnego, aby zbadali jak doszło w Polsce do tej kolosalnej dyskusji  na temat krzywdy wyrządzonej Żydom przez Polaków i jak w końcu Polacy powiedzieli: „Trudno. Trzeba powiedzieć jak było”. To się dokonało pomimo ogromnych wątpliwości – pomimo tego, że wobec książki Grossa poważni historycy mieli bardzo, bardzo duże wątpliwości.

Ciekaw jestem czy ten polityk przyjął to jedynie do wiadomości, czy też wywoła to u niego jakąś głębszą refleksję…

Nie wiem, obiecał, że się tym zajmie.

W Polsce trwa spór o określenie zbrodni wołyńskiej mianem ludobójstwa. Czy Polsce powinno zależeć na takiej kwalifikacji tych wydarzeń czy też powinna poprzestać na ich ocenie moralnej?

Kwalifikacja tych wydarzeń jako ludobójstwa nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji prawnych – reparacji wojennych itp. Ale to się po prostu należy ofiarom i ich potomkom. Tak mi się wydaje. Polska używa, zarówno w uchwale senackiej jak i sejmowej, sformułowania „czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa” opisanego w rezolucji ONZ. Wydaje mi się, że to jest ofiara, którą Rzeczpospolita Polska powinna złożyć na ołtarzu uczciwości wobec pamięci ofiar – niezależnie ile –„dziesiąt tysięcy” tych ofiar było, czy osiemdziesiąt czy sto osiemdziesiąt tysięcy. Być może powinien być to także pewien gest wobec tego, że przez tyle lat za wiele myślano o tej sprawie przez pryzmat oficjalnych stosunków z Ukrainą. Być może krytycy mają w tym względzie rację?

Czy uważa Pan więc, że te uchwały zawierające określenie „o znamionach ludobójstwa”, zamiast wprost o ludobójstwie, jest sformułowaniem wystarczającym?

Tak, jest wystarczającym. To jest najdalej, dokąd w uchwale Sejmu mogliśmy  pójść, bo jeśli obecny ukraiński rząd, którego  środowisko generalnie uznaje żołnierzy UPA za zbrodniarzy, zaczyna w tej chwili ich bronić przeciwko państwu polskiemu, to my nie powinniśmy się dalej posuwać. Ale uważam także, że mniej też nie powinniśmy powiedzieć, bo to byłoby już do głębi nieuczciwe. Ale samo słowo „ludobójstwo” musi być (choćby w tej formie) użyte, ponieważ de facto to była jednak jakaś odmiana ludobójstwa, a ówcześni  przywódcy OUN i UPA popełnili wobec Polaków nie tylko zbrodnię – popełnili wielki polityczny i historyczny błąd! Błąd, który ciąży na stosunkach polsko-ukraińskich, aż do tej pory. I bez jego wyjaśnienia, bez nazwania prawdy po imieniu nie da się ich ostatecznie unormować. I to leży po stronie ukraińskiej. Ale to da też szansę, abyśmy i my, Polacy, uderzyli się w piersi i także wyznali wiele naszych grzechów wobec Ukraińców i Ukrainy. Ale zacząć należy od Wołynia 1943. Ukraińcy mają wielką szansę w ręku, aby dobrze wykorzystać 70 rocznicę.

Przeczytaj więcej na temat 70. rocznicy Rzezi Wołyńskiej:

Modlitwa za Wołyń

Abp Mieczysław Mokrzycki: nie można zapomnieć o ludobójstwie

Co zyskamy nazywając zbrodnię wołyńską ludobójstwem? – wywiad z Andrzejem Szeptyckim

Kostiuchnówka. Tam rodziła się niepodległość…

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY