Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

„Wybory prezydenckie w Gruzji będą miały poważny wpływ na relacje z Unią” – rozmowa z Markiem Matusiakiem

Premier Gruzji Bidzina Iwaniszwili przybył dziś z wizytą do Warszawy. Szef gruzińskiego rządu odwiedził Polskę po raz pierwszy odkąd został premierem Gruzji. Wygrana koalicji Gruzińskie Marzenie Iwaniszwilego w październiku 2012 r. zakończyła trwającą ponad 9 lat dominację prezydenta Micheila Saakaszwilego na gruzińskiej scenie politycznej. Po raz pierwszy od rewolucji róż w 2003 roku, po której władzę przejęła ekipa Saakaszwilego, premier i prezydent wywodzą się z dwóch różnych obozów politycznych. O wewnątrzgruzińskim konflikcie politycznym, szansach na parafowanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską oraz nadchodzących wyborach prezydenckich w Gruzji z Markiem Matusiakiem, ekspertem Ośrodka Studiów Wschodnich rozmawiał Krzysztof Nieczypor.

Zobacz wizytę Bidziny Iwaniszwilego w Polsce:


Krzysztof Nieczypor: Dziś wizytę w Warszawie złożył premier gruzińskiego rządu Bidzina Iwaniszwili wraz z ministrem integracji europejskiej i euroatlantyckiej Aleksim Petriaszwilim. Przyjazd do Polski odczytywany jest jako przygotowanie do wileńskiego szczytu Partnerstwa Wschodniego w listopadzie br. Jak ocenia pan szanse na parafowanie umowy stowarzyszeniowej w Wilnie i jakie znaczenie ma dla tego celu wizyta w Polsce?

Marek Matusiak: Myślę, że są duże szanse na parafowanie umowy stowarzyszeniowej  i umowy o wolnym handlu. Nawet po zmianie ekipy rządzącej w wyniku wyborów parlamentarnych w poprzednim roku, negocjacje w sprawie tych dwóch dokumentów toczyły się bardzo sprawnie. Nie dało się w tym względzie odczuć jakichś poważniejszych problemów związanych ze zmianą władzy. Natomiast sprawą osobną jest kontekst wewnątrzgruzińskiej walki politycznej. W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy mamy w Gruzji do czynienia z bardzo dynamicznym procesem zmian politycznych – stopniowego przejmowania władzy przez nowy obóz rządzący, którego niektóre aspekty budzą pewne wątpliwości u europejskich partnerów Gruzji. Chodzi przede wszystkim o śledztwa przeciw przedstawicielom poprzedniego obozu rządzącego i zastosowanie wobec niektórych aresztu tymczasowego. Myślę, że w dużej mierze właśnie tej tematyce są poświęcone rozmowy premiera Iwaniszwilego z polskimi politykami w Warszawie.

A jaki wpływ na parafowanie umowy będzie miał sposób przeprowadzenia wyborów prezydenckich w Gruzji, które odbędą się w październiku, tuż przed szczytem w Wilnie? Czy możliwe są Pana zdania, biorąc pod uwagę obecne napięcie polityczne pomiędzy opozycją i rządem, naruszenia i manipulacje wyborcze?

Odpowiedź jest dość oczywista. Jeżeli faktycznie mielibyśmy do czynienia z jakimiś poważnymi wątpliwościami czy te wybory prezydenckie spełniły standardy demokratyczne, to z pewnością miałoby to bardzo poważny wpływ na decyzję o parafowaniu umowy. Ja jednak nie przewiduję jakichś poważniejszych problemów. W przypadku Gruzji nie ma raczej wątpliwości, że procedury wyborcze są przeprowadzane uczciwie. Pod tym względem Gruzja, zwłaszcza na tle swoich sąsiadów, jest państwem dość wyjątkowym. Ostatnie wybory zostały uznane przez społeczność międzynarodową za demokratycznie, podobnie zresztą jak poprzednie, tj. wybory do władz lokalnych z 2010 r. W Gruzji istnieje za to problem środowiska wyborczego – tj. tego na ile w okresie przedwyborczym wszystkie siły polityczne mają szansę na zasadach swobodnej konkurencji zachęcać wyborców do swojego programu. W przeszłości problemy dotyczyły głównie braku pluralizmu medialnego oraz wykorzystywania przez rządzących tzw. zasobów administracyjnych dla celów prowadzenia agitacji wyborczej. Same wybory i procedura wyborcza przebiega natomiast zgodnie ze standardami demokratycznymi.

Zobacz spotkanie Bidziny Iwaniszwilego z Donaldem Tuskiem:


Na Zachodzie rząd Bidziny Iwaniszwilego jest oskarżany o prześladowanie opozycji, a przez niektórych obserwatorów stawiany nawet na równi z Wiktorem Janukowyczem, oskarżanym o stosowanie tzw. wybiórczej sprawiedliwości. Aresztowanie byłego premiera Wano Merabiszwili jest porównywane ze sprawą Julii Tymoszenko. Na ile oskarżenia o kroczeniu ścieżką ukraińską przez rząd w Gruzji są uzasadnione?

Faktycznie po wyborach mieliśmy do czynienia z aresztowaniami kilku osób z poprzedniej ekipy rządzącej – m. in. jednej z najbardziej prominentnych postaci poprzednich władz, czyli byłego premiera Wano Merabiszwiliego, a także b. ministra obrony Baczana Achalai. Ponadto czasowo aresztowany był szef sztabu generalnego, zaś wobec mera Tbilisi, ważnej osoby w obozie prezydenta Micheila Saakaszwilego, toczy się śledztwo. Sprawy te dotyczą elity poprzedniej władzy i siłą rzeczy są one politycznie newralgiczne. Aresztowanie osoby, która do października ubiegłego roku była szefem rządu zawsze budzi ogromne kontrowersje. Sprawą zasadniczą jest więc to, na ile uzasadnione są to aresztowania. Rządy ekipy prezydenta Saakaszwilego przyniosły Gruzji ogromnie pozytywne zmiany. Nie był to jednak system pozbawiony wad i nieprawidłowości. W przypadku niektórych z osób, przeciwko którym toczy się śledztwo, już wcześniej, w okresie przedwyborczym, pojawiały się oskarżenia o nieprawidłowości. Politycy, którzy dopuszczali się nieprawidłowości powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Nie może być jednak wątpliwości co do charakteru tych aresztów – muszą one być przeprowadzane w sposób niezwykle transparentny i ostrożny, tak ażeby nie powstały żadne wątpliwości odnośnie charakteru oskarżeń wobec tych osób. Trudno jest w tej chwili udzielić jednoznacznej odpowiedzi, czy te oskarżenia faktycznie mają uzasadnienie czy też stoi za nimi chęć odsunięcia działaczy opozycji ze sceny politycznej.

Ostatnie sondaże przeprowadzone w Gruzji wskazują, że koalicja Gruzińskie Marzenie cieszy się poparciem 52% gruzińskiego społeczeństwa, a proprezydencki Zjednoczony Ruch Narodowy uzyskał jedynie 10%. Czy wybór kandydata Gruzińskiego Marzenia, Giorgi Margwelaszwilego, jest w związku z tym formalnością? Czy możemy też liczyć na jakąś niespodziankę?

Faktycznie, niedawne jeszcze władze mają bardzo słabe notowania w gruzińskim społeczeństwie, zarówno jako partia, jak i indywidualni politycy. Dużą popularności cieszy się zaś premier Iwaniszwili i koalicja Gruzińskie Marzenia. Odnośnie kandydata koalicji – Giorgi Margwelaszwilego, to osoba zupełnie bez doświadczenia politycznego. Nie jest to polityk z prawdziwego zdarzenia – brak mu charyzmy i doświadczenia. Nie posiada także własnego zaplecza politycznego. Nie jest też osobą szczególnie popularną w Gruzji. W jednym z ostatnich sondaży 29% Gruzinów jest gotowych udzielić mu poparcia, co w porównaniu z 60% poparciem dla premiera Iwaniszwilego jest wynikiem dość mizernym. Margwelaszwili ma więc szansę na zwycięstwo w tych wyborach jako osoba namaszczona przez gruzińskiego szefa rządu. Tym bardziej, że konkurenci są dość słabi. Kandydatem Zjednoczonego Ruchu Narodowego będzie najprawdopodobniej były przewodniczący parlamentu Dawit Bakradze. Jest on co prawda obecnie jedną z bardziej popularnych osób w partii Micheila Saakaszwilego – uchodzi za człowieka koncyliacyjnego dążącego do kompromisu, nieobciążonego żadnymi nadużyciami z okresu poprzedniej władzy. Niemniej jednak cała formacja prezydencka ma obecnie złe notowania i trudno sobie wyobrazić, żeby Bakradze jako jej reprezentant miał szanse na zwycięstwo. Zgłosili się też inni kandydaci, jak na przykład Nino Burdżanadze, ale nie sądzę by mogli oni odegrać istotną rolę w tych wyborach. Główna rywalizacja toczyć się więc będzie prawdopodobnie pomiędzy Giorgim Margwelaszwilim – kandydatem obozu rządzącego, a Dawitem Bakradze – kandydatem opozycji. Zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo ma Margwelaszwili, choć sam nie jest jakąś szczególnie popularną postacią. Ten obraz mogłoby ewentualnie zmienić pojawienie się kandydata namaszczonego przez Gruzińską Cerkiew Prawosławną, na razie jednak taki scenariusz się nie zrealizował.

Zobacz spotkanie Bidziny Iwaniszwilego z Ewą Kopacz:


Bidzina Iwaniszwili ponownie powtórzył niedawno, że zamierza odejść z polityki. Jak w takim razie tłumaczyć wybór kandydata na prezydenta Giorgio Margwelaszwilego, który jak Pan stwierdził, postrzegany jest jako osoba bez zaplecza politycznego i podporządkowana premierowi Gruzji? Czy nie jest to zatem dowód na to, że Iwaniszwili wciąż chce mieć decydujący wpływ na państwo?

Bardzo trudno jest mi wypowiadać się na temat intencji premiera Iwaniszwilego. Byłaby to jednak istotnie dość osobliwa sytuacja, gdyby miało dojść do jego odejścia z rządu. Jego miejsce zająłby zapewne ktoś mu bliski – spekuluje się, że mógłby to być obecny minister spraw wewnętrznych Irakli Garibaszwili.

Gdyby faktycznie premier Iwaniszwili odszedł z polityki, mielibyśmy sytuację, w której formalnie nie piastuje on żadnych stanowisk, ale wciąż pozostaje najbogatszym człowiekiem w kraju, najpopularniejszym politykiem, a na najwyższych stanowiskach znajdują się ludzie bardzo mu bliscy lub wręcz od niego zależni. Wydaje mi się, że byłby to bardzo niekorzystny dla Gruzji scenariusz. Mogłyby wtedy dojść do sytuacji, w której rzeczywisty ośrodek decyzyjny znajdowałby się poza strukturami państwowymi. Gruzja z dużym trudem budowała instytucje państwowe i procedury, dlatego byłoby to groźne dla kraju i mogło zniweczyć dotychczasowe wysiłki i osiągnięcia.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY