Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Wołyń: uprzedmiotowienie ofiar

W niedawno opublikowanym artykule na rosyjskojęzycznej wersji Eastbook.eu Evgenii Markaryan wskazała na istotne rozbieżności w interpretacjach zajść historycznych pomiędzy politykami polskimi i ukraińskimi, i dalej – między ukraińską koalicją i opozycją parlamentarną. Analiza ta ujawnia niebezpieczną tendencję, którą obserwuję od kilku lat – postępujące uprzedmiotawianie ofiar. Pędząc z nurtem „dyskursu wołyńskiego” nawet nie zauważyliśmy, gdy zaczęliśmy stosować ludobójstwo jako obiekt politycznego targu.

Семьдесят лет Волынской трагедии

Ostrówki, Ukraina, lipiec 2013, autor: Dorota Piasecka, źródło: Eastbok.eu

Ostrówki, Ukraina, lipiec 2013, autor: Dorota Piasecka, źródło: Eastbok.eu

Gdzieś, w pewnym momencie debaty, spostrzegłem niepokojącą skłonność (zarówno wśród Polaków jak i Ukraińców) do rozpatrywania dyskusji historycznej w kategoriach interesu politycznego. Kolejni zacni komentatorzy zdają się uzależniać swój stosunek do Zbrodni Wołyńskiej jedynie od perspektywy osiągnięcia określonych korzyści w stosunkach obustronnych. „Bez przeprosin i pojednania nie widzimy Ukrainy w UE” – przeczytałem kilkukrotnie w natłoku komentarzy. I tak się zastanawiam, przepraszam za kolokwializm: co ma piernik do wiatraka? Czy na naszych oczach odbywa się właśnie bezecny, bezduszny i prowadzony na skraju dobrego smaku handel ludzkimi zwłokami? Czy przez takie postawienie sprawy mam rozumieć, iż wnet zarzucimy sprawę Wołynia gdy pewnego dnia okaże się, że Ukraina nie jest integracją z UE w żaden sposób zainteresowana? Podobnież, ogarnęło mnie zdziwienie, gdy przeczytałem komentarz pisany z pozycji nacjonalistycznych (polskich), który głosił, iż „brak oficjalnych przeprosin od strony ukraińskiej powinniśmy odczytywać jako plamę na honorze naszego państwa”. Rozumiem, iż wtenczas, bez motywacji ad honorum również sprawa Wołynia przestaje nas interesować? Przestrzeń debaty (Internet, prasa, telewizja itd.) jest wręcz usłana podobnymi absurdalnymi wypowiedziami.

Przestaliśmy zauważać, moim zdaniem, iż naczelną problematyką sprawy Zbrodni Wołyńskiej jest kwestia godności człowieka jako takiego, bez względu na jego przynależność państwową, etniczną czy religijną. Godność ta nie ma swojej ceny i nie podlega handlowi. Jest wartością samą w sobie, a jej uszanowanie – warunkiem pokojowego współżycia społeczeństw, a więc i dalszego życia w godności. Pojęcie szacunku jest zatem z pojęciem godności nierozerwalnie związane. Nadając jej cenę w politycznej przepychance – bezcześcimy ją (jest to przewinienie tym cięższe, iż zmarli, do których sprawa się odnosi, nie mają szans na obronę). Godzimy się również na fakt, iż cena ta może „spaść” w wyniku bieżących zajść politycznych. Jeśli pojednanie chcemy osiągnąć dla uszanowania tej godności (co wydaje się logicznym rozwiązaniem), powinniśmy trzymać się w pierwszej kolejności kategorii etycznych, nie zaś politycznych. Wszędzie tam bowiem, gdzie wkrada się chęć osiągnięcia korzyści, prędzej czy później pojawi się także konflikt interesów a wraz z nim niezdrowa konkurencja. Jeśli czujemy się ludźmi, to godność poległych winniśmy uznać za wartość istotną na tyle, by w imię jej utrzymania zdusić w sobie pierwotne, egoistyczne odruchy. Ruch taki będzie oznaczać, że zdecydowaliśmy się na pojednanie, a jeśli chcemy pojednania, to nie chcemy konfliktu. Możemy więc albo zadbać o właściwe upamiętnienie tragedii – nie zważając na korzyści i straty, jakie ktokolwiek miałby z tego tytułu ponieść – albo pogrążyć się w paranaukowym, bełkotliwym sporze, w którym za każdym kolejnym argumentem kryje nic innego, jak tylko próżna chęć „dopieczenia” adwersarzowi w imię abstrakcyjnych wartości, które nieopatrznie uznaliśmy za nadrzędne wobec wspomnianej godności.

Ofiary nie powinny być przedmiotem targu

„Oni” zabili około stu tysięcy „naszych”, a „nasi” kilkanaście tysięcy „ich”. „Między dokonaniami UPA a akcjami odwetowymi AK nie można stawiać znaku równości” – czytam w oficjalnym biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej. Dodam od siebie, że człowiek, któremu przychodzi do głowy stosowanie jakichkolwiek znaków matematycznych obok liczby ofiar, musi być pozbawiony sumienia. Są bowiem takie obszary aktywności człowieka, w których matematyka nie znajduje kompletnie żadnego zastosowania. Jednym z tych obszarów jest etyka. Co warto odnotować – wśród wielu epokowych dzieł opisujących znane mi, rozbudowane systemy etyczne, nie znajduję żadnej zasady, w myśl której życia piętnastu tysięcy Ukraińców są warte mniej niż życia stu tysięcy Polaków (bądź odwrotnie). Na myśl przychodzi mi  jedynie słynne zdanie wypowiedziane przez Ericha Kocha, który przebywając we Lwowie stwierdził, iż życie kilku niewykwalifikowanych Niemców jest dalece bardziej wartościowe niż życia wszystkich mieszkańców tego miasta. Jeśli ktokolwiek jest w stanie zgodzić się z tą tezą – dalszą dyskusję możemy uznać za bezprzedmiotową. Jeśli jednak w pierwszej kolejności zgodziliśmy się co do nadrzędnej wartości ludzkiego życia (i tego co w nim ludzkie, tj. godności) a i po drodze odrzuciliśmy poglądy niemieckiego zbrodniarza wojennego, to dalej wypada nam już tylko stwierdzić, że śmierć niewinnych ludzi w wyniku jakichkolwiek zaszłości historycznych jest tragedią. Wszystkie działania, jakie należy w stosunku do ofiar poczynić to policzyć je, zidentyfikować (przywracając pierwotną im, przyrodzoną godność stanowienia osoby) i pochować zgodnie z przypisanym im rytuałami (tj. zgodnie z tymi, do których za życia najpewniej żywili szacunek).

Czuję się nieco niezręcznie tłumacząc tak dosadnie sprawy, wydawałoby się – banalne i oczywiste. Robię to jednak w odpowiedzi na rozliczne, zatrważające w treści komentarze, których autorzy coraz częściej przejawiają skłonności do (a) targu ofiarami – kto komu więcej zabił, kto bardziej cierpiał i jaki znak matematyczny powinniśmy postawić przy jakiej bezimiennej liczbie zwłok; (b) przedkładania chęci rewanżu i ukarania winnych ponad chęć uczczenia pamięci o zabitych bez winy i wyciągnięcia odpowiednich wniosków na przyszłość. Naprzeciw obu tym tendencjom wyszedł zarówno prezydent RP Bronisław Komorowski, jak i abp Mieczysław Mokrzycki podczas mszy św. w intencji pojednania między narodami w dniu 14 lipca br. w Łucku.

Całkiem niedawno Internet obiegło zdjęcie transparentu rozwieszonego „ku czci poległym”, na którym widniał wielki, sporządzony sprejem napis: „Wołyń 1943 – 200 000 ofiar”. To właśnie nazywam targiem zwłokami i ludzką krzywdą.

Przeczytaj więcej na temat 70. rocznicy Rzezi Wołyńskiej:

Modlitwa za Wołyń

Abp Mieczysław Mokrzycki: nie można zapomnieć o ludobójstwie

Co zyskamy nazywając zbrodnię wołyńską ludobójstwem? – wywiad z Andrzejem Szeptyckim

Wywiad z Janem Malickim: Ukraińcy mają wielką szansę aby dobrze wykorzystać 70 rocznicę

Kostiuchnówka. Tam rodziła się niepodległość…

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY