Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mika Artyan

Armenia: Gdy „zwycięstwo” obywateli to dobra wiadomość dla władz

Mój pierwszy komentarz dotyczący protestów przeciwko podwyżce taryf komunikacji miejskiej w Erywaniu na Twitterze z 20 lipca: „Co do wzrost cen transportu w Erywaniu, to ciekawe, czy to aby nie armeński rząd podsyca sprawiedliwy gniew [obywateli], aby odwrócić uwagę od konfliktów wewnętrznych”.

Edgar Allan Poe #streetart #yerevan, author: Stefan Leijon, source: Flickr

Edgar Allan Poe # streetart # Erywań, autor: Stefan Leijon, źródło: Flickr

Później niewiele komentowałem. Obserwowałem za to szczere zaangażowanie działaczy obywatelskich i nie-aktywistów, zwykłych ludzi zjednoczonych przez wspólny cel. Najbardziej mnie ucieszyło w tym obywatelskim zrywie przeciwko wzrostowi opłat, że ludzie wystąpili z pomysłem bezpłatnego przejazdu dla osób potrzebujących.

Kiedy nagle widzisz, że większość proreżimowych mediów, „gwiazdy”, działacze, itp. popierają tę akcję protestu, to zdajesz sobie sprawę, że to tak naprawdę prowokacja. Niezwykła pomoc i wsparcie ze strony sił prorządowych nie mogły nie zaniepokoić. Wszystko zostało wykonane zgodnie z planami pewnych wysoko postawionych urzędników.  Wyglądało to na wewnętrzne porachunki – walkę o podziału władzy i wpływów między administracją prezydenta, premierem, rządem, merem Erywania Taronem [Margarianem], ministrem [Transportu i Komunikacji] „Czarnym Gago” a oligarchami, a także tak zwanymi właścicielami tych linii transportowych…

Gdy usłyszałem, że premier Armenii poparł protesty obywatelskie przeciwko wzrostowi opłat, a potem również „zatrzymał” ich wzrost, to nie mogłem nie wrócić myślą do swoich niedawnych tweetów.

Nie chciałbym ranić uczuć aktywistów i zwykłych ludzi, którzy szczerze walczyli z nieuzasadnioną i bezpodstawną podwyżką. Po porażkach dotyczących dużych, realnych problemów, np. niezdolności zmienienia reżimu rządzącego za pomocą wyborów, te małe zwycięstwa dają ludziom nadzieję i ich motywują. Samo w sobie jest to dobrym znakiem.

Niestety, gdy zaczynamy mówić o aresztach politycznych, skorumpowanych sądach, korupcji, ochronie praw i wolności, to podobnych wyników nie mamy. Gdyby tylko całe to zaangażowanie i społeczne zjednoczenie skierować na źródła problemów…

Niestety to „zwycięstwo” było zwycięstwem nad skutkiem, a nie likwidacja źródeł problemów… Właśnie tego chciały władze – żeby naród skupił się na problemach drugorzędnych i odwrócić uwagę od przyczyn. I władzom w końcu udało się osiągnąć swój cel.

Komentarze:

Ani @GoldenTent pisze…

Cóż, to skomplikowane. Faktycznie przypomina wewnętrzną walkę prowadzoną przez władze. Oprócz tych, których wspomniałeś, „ruch obywatelski” poparły także mniejszości, czyli Grecy, Asyryjczycy i Jazydzi. W mojej opinii było to wyraźnym sygnałem, że podwyżki taryf nie będzie, albo, jak to się rzeczywiście stało, zostanie ona zawieszona, gdyż te grupy nigdy nie wychodzą na ulice li i jedynie dla rozrywki. Kolejnym podejrzanym momentem była data ogłoszenia [wzrostu taryf], gdy zarówno Serż Sarkisjan, jak i Howik Abrahamian byli na urlopach. Po tym cała odpowiedzialność i oburzenie ze strony rozczarowanych właścicieli linii transportowych spadły na barki mera i premiera. Oprócz tego ci sami właściciele, mer Taron i niektórzy żałośni przedstawiciele Partii Republikańskiej (ci, którzy jak zwykle mamroczą o „ciemnych siłach”) niewątpliwie przegrali z powodów niejasnych dla ludzi spoza tych kręgów. Uważam również, że prawdopodobne wchodziły w grę czynniki mające swe źródło w dyskusji z UE o Szczycie w Wilnie, zakładające wykorzystanie metody kija i marchewki do umów antymonopolowych. Wkrótce zauważymy, że oligarchowie zaczynają rozwiązywać ormiańskie holdingi i wyprowadzać swoje pieniądze na konta offshore i inwestować za granicą (czego przykładem są inwestycje Carukiana na Białorusi).

Niemniej jednak myślę, że to wciąż jest oczywiste zwycięstwo, ponieważ: 1) najważniejsze jest to, że wewnętrzny problem ekonomiczny przekroczył granice politycznych skłonności, 2) w strefie zainteresowania znaleźli się biznesmeni/oligarchowie, wysysający krew z ormiańskich obywateli, co nieczęsto się zdarza (Armenian Weekly nawet podał ich imiona, co wywołało prawdziwy szok), 3) przedstawiciele diaspory i jej media zainteresowały się tym, co się dzieje, podczas gdy w przeszłości często po prostu ignorowali bądź bagatelizowali znaczenie problemów, 4) samowola policji, która przeprowadzała zatrzymania niezależnie od formy protestu (mam na myśli aresztowanie Arega i Sargisa Geworgiana – dwóch z ośmiu zatrzymanych na cały tłum protestujących, mimo tego, że zachowywali się dokładnie tak samo, jak pozostali) – zmieniło to kontekst interakcji działaczy opozycji i apolitycznego społeczeństwa obywatelskiego, i ich zjednoczyło.

Ale żeby powiedzieć, tak jak Ty, że ten protest leczy symptom, a nie chorobę, to musimy doprecyzować, o jakiej chorobie mówimy. W rzeczywistości jest ich kilka. Choroba, która mnie interesuje w chwili obecnej, to apatia, a protest „Nie zapłacimy 150 dram” rzeczywiście na nią mocno wpłynęła. Następnym krokiem powinno być zmotywowanie i utrzymanie w tymże stanie poczucia własnego interesu na wyższym poziomie i gotowości jego obrony – nie tylko kwestii ekonomicznych, ale również praw człowieka, praworządności, ochrony środowiska oraz prawa do dążenie do szczęścia dla wszystkich. Przekonania, że to jest możliwe, że wszyscy możemy na tym skorzystać, i że nie jest to po prostu „cudzy” problem. Miejmy nadzieję.

Artmika @unzippedblog pisze…

Według mnie ludzie są zadowoleni już z tego, że nie będą ponosić strat.

Rzecz w tym, że nie jestem pewny, że rozwiązuje to problem apatii (apatia sama w sobie może być postrzegana zarówno jako symptom, jak i choroba). Przewlekła apatia nadal występuje. Po prostu obserwujemy wzloty i upadki, zaczynając od wyborów prezydenckich w 2008 roku, poprzez ruch ekologiczny w obronie parku Masztoca, potem niedługą „BaRewolucję”, a kończąc teraz na tych protestach. Wszystko to niewątpliwie ma swoje dobre strony i oprócz tego jest to dobry plac ćwiczeniowy dla przyszłych działaczy obywatelskich, jak pisze Babken Der-Grigorian w Hetq. Jednak, jak zobaczyliśmy dzień po „zwycięstwie”, wszyscy ci, którzy mieli nadzieję, że da to początek czemuś większemu, powinni jeszcze raz się zastanowić.

Sam fakt, że media diaspory zaczęły zwracać większą uwagę na problemy wewnątrz Armenii jest niewątpliwie dobrym sygnałem, ale zaczęło się to nie od niedawnych protestów, ale wcześniej, już od „BaRewolucji”. W Armenii wszyscy znają imiona właścicieli dróg transportowych, ale o ile dobrze wiem, to ta akcja protestacyjna była wymierzona nie w korupcję, monopol i oligarchię, ale raczej w skutki tych realiów.

Jeśli zobaczę oznaki zmian, to z radością je uznam.

– Mimo twierdzeń, że społeczeństwo obywatelskie Armenii zyskuje na sile i zdobyło zwycięstwo, to w rzeczywistości poniosło ono porażkę. – Były premier Armenii Grant Bagratian mówi o wzroście cen, taryfach i ruchach społecznych.

Słuszna uwaga, zgodna w duchu z moim blogiem.

Oryginalnie post i komentarze zostały opublikowane na unzippedblogspot.com

Tłumaczenie: ASB

Druga strona medalu….

Yerevan Rallies: Society in Action

Czytaj również:

hetq: Cops Prevent Activists from Setting Up Tents Opposite Yerevan Municipality

The Armenian Weekly: Yerevan’s Bus Fare Protests: A Timeline

Facebook Comments

Blogger; official website: unzipped.blogspot.com; Yerevan,: Armenia, London, UK.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY