Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Siarhei Astrautsou

Przemytnicy mają smutne oczy

Mam jeszcze przed oczami nie tak dawny obraz przepełnionego pociągu do Kuźnicy. Gdy celnicy otwierali drzwi dworca, z przodu zawsze byli przemytnicy, prawie z okrzykiem biegli do pociągu, by zająć miejsca. W wagonie zawsze zachowywali się jak gospodarze, prawie po pańsku, rozsiadali się i zaczynali chować papierosy, a czasami też spirytus, wódkę. A teraz zostali wysłani na wymuszony odpoczynek.

Pociąg z Kuźnicy, autor: faxepl, źródło: flickr.com

Pociąg z Kuźnicy, autor: faxepl, źródło: flickr.com

Przemytnicy zostali wysłani na wymuszony odpoczynek. Przez 25 lat ciągali do sąsiedniej Polski spirytus, wódkę i papierosy. Zuchwale i cynicznie. Czego się tylko nie naoglądałem w tym czasie,wstrętnie było jechać razem z nimi. Wygląda na to, że Polacy wreszcie powiedzieli: basta! Wcześniej ciężko było sobie wyobrazić, by pociąg jadący latem do Kuźnicy Białostockiej i dalej do Białegostoku był w połowie pusty.

Oczywiście, są jeszcze tacy, którzy się nie poddają. Na dworcu w Grodnie przed drzwiami sali odpraw celnych, pytają cię: czy wieziesz ze sobą papierosy? Nie wiozę i ich nie wezmę! Można przewieźć tylko dwie paczki. W pociągu jedna kobieta kładzie się na podłodze wagonu, żeby pomiędzy fotelami upchnąć przemycane papierosy, druga, odwróciwszy się plecami, do nagiego ciała (lato, upał) przykleja paczki taśmą. One się nie wstydzą. Pozostali pasażerowie są zmuszeni oglądać to bezpłatne przedstawienie.

W Kuźnicy zrozumiałym staje się letni spadek aktywności na odwiecznej przemytniczej niwie. Polscy celnicy starannie badają stemple w paszportach: jak często przekraczasz granicę? Jeśli jeździsz na okrągło – wtedy wszystko staje się jasne. Na dworcu rozwieszono komunikat po rosyjsku i po polsku: przemytnicy przynoszą znaczne straty polskiemu budżetowi i przeszkadzają w podróżowaniu zwyczajnym pasażerom. Czytam i oczom nie wierzę: wreszcie o nas zadbali! Ostrzeżenie: maksymalna kara za nielegalne papierosy sięga 3200 złotych (tysiąc dolarów) i dwukrotnie przewyższa obecną polską płacę minimalną.

W ciągu godziny pociąg zostawia za sobą Kuźnicę, przed nami Białystok. Trzeba ruszać, a pasażerowie zostali wpuszczeni tylko do pierwszego wagonu. Pozostałe wagony są „patroszone” przez celników, którzy szukają schowanych papierosów. Podczas drogi razem z uzbrojoną strażą ochrony kolei wagony obchodzą celnicy. U nich również są pistolety przy boku. Przyglądają się twarzom, patrzą na rzeczy, niektórych pasażerów proszą, żeby wyszli razem z nimi  na tambur [przyp. tłum.: przejście pomiędzy wagonami w starych, radzieckich pociągach].

Mam ochotę wykrzyknąć: chwała polskim celnikom! Chociaż, możliwe, że po prostu zwiększono im premie za wykrycie schowków z nielegalnym towarem. Mimo wszystko, jestem zadowolony z Europy. Na peronie w Kuźnicy szyld informuje, że kolej została zmodernizowana ze środków z Norwegii. Słowem, wykosztowała się ona po to, żeby leżąca daleko od Oslo graniczna stacja Unii Europejskiej wyglądała przyzwoicie. Do ostatniego czasu to wszystko psuli przemytnicy. Ale nie wykluczone, że teraz naprawdę przyjdzie im podwinąć ogony.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie mówi się głośno: wśród przemytników znajdują się również osoby z Kartą Polaka. Wreszcie, w każdym przypadku dla Polaków, stanie się jasne “who is who”. Jeśli ktoś gania do Kuźnicy dwa-trzy razy dziennie, to raczej nie interesuje go polska kultura. Gdybym miał Kartę Polaka, wstydziłbym się każdego dnia rozkręcać polski pociąg, żeby schować przemycany towar przed polskimi celnikami.

Z lamp na suficie wagonu same z siebie wypadają śruby, polski konduktor śmieje się razem z pasażerami,  wzrusza ramionami: sami rozumiecie, wszystko było rozkręcane tysiąc razy. Przypominam sobie poprzednią podróż: sprytni chłopcy zmuszali pasażerów do wstawania z miejsc, zdejmowali plastikowe fotele, chowali kartony papierosów.  Możecie siadać! – pozwalali zdezorientowanym ludziom. Mam nadzieję, że takie wspomnienia będą należały do przeszłości.

Teraz powiem całą prawdę o tej publiczności. Wcześniej wymiana paszportu w Grodnie była stresem: ci ludzie wymieniali swoje dwa-trzy razy w roku. Kolejki do AWIR-u [przyp. tłum.: Wydział Wiz i Rejestracji Cudzoziemców] były nie z tej ziemi, ponieważ nie ma osobnych paszportów dla przemytników. A ogromne kolejki po wizy? Też przez nich! Podróż do Polski samochodem zawsze była ogromnym stresem. Jak powiedział jeden urzędnik: dziewięćdziesiąt procent z kolejki w Bruzgach  zawozi Polakom paliwo i od razu wraca. Nie mają innego celu. Widocznie miał rację. Teraz pozwolono im przekroczyć granicę raz na osiem dni. Oburzają się! Za to zwykłym ludziom zrobiło się lżej.

Mam jeszcze przed oczami nie tak dawny obraz  przepełnionego pociągu do Kuźnicy. Gdy celnicy otwierali drzwi dworca, z przodu zawsze byli przemytnicy,  prawie z okrzykiem  biegli do pociągu, by zająć miejsca. W wagonie zawsze zachowywali się jak gospodarze, prawie po pańsku, rozsiadali się i zaczynali chować papierosy, a czasami też spirytus, wódkę. Pozostali pasażerowie musieli jechać na stojąco. Prawda, też mieli szansę. Jeśli przewieziesz komuś karton papierosów czy butelkę, obiecywano ci za to miejsce siedzące.

Wyobraźcie sobie, że  regularnie do pociągu trafiali  Polacy, Niemcy czy inni ludzie z Zachodu. Jakie pozostały u nich wspomnienia z podróży? Pamiętam jeszcze wcześniejsze czasy, gdy przemytnicy nie kupowali nawet biletów. Panował taki  zwyczaj: przez wagony przechodził polski konduktor, któremu wszyscy dawali w garść po złotówce. Pasażerowie z biletami wyglądali jak białe kruki, przy czym oni zwyczajnie stali, nie było dla nich miejsca.

Wreszcie każdy zajmie swoje miejsce.

źródło: svaboda.rog.

tłumaczenie z j. białoruskiego: JK

Facebook Comments

Mieszka w Grodnie. Z wykształcenia dziennikarz. Redagował tygodnik “Pagonia”, pracował w gazecie “Svaboda”. Obecnie współpracuje z Radio Svaboda, prowadzi swój blog na stronie www.svaboda.org, do ostatniego czasu pod tytułem “Dziennik pisarza”. Pisze na wspólne tematy polsko-białoruskie. Ukończył Szkołę Pogranicza w Sejnach.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY