Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Tożsamość mołdawska vs. tożsamość rumuńska

Relacji rumuńsko-mołdawskich nie można rozpatrywać bez omówienia skomplikowanej tożsamości Mołdawian (rozumianych jako mieszkańców dzisiejszej Mołdawii) oraz tego, jak postrzegają się wzajemnie ludzie po obu stronach granicznej rzeki Prut. Druga część cyklu Ile Rumunii w Mołdawii?

Numery kierunkowe w Rumunii i Moładawii 1994 rok, autor: sludgegulper, źródło: Flicrk.com

Numery kierunkowe w Rumunii i Moładawii 1994 rok, autor: sludgegulper, źródło: Flicrk.com

Tożsamość mołdawska vs. tożsamość rumuńska

Wprawdzie spis powszechny dopiero się odbędzie w przyszłym roku, a ten przeprowadzony w 2004 r. nie odzwierciedla dzisiejszej sytuacji, to warto go przytoczyć: wg niego 75,8% ludności uznało się za Mołdawian, zaś jedynie 2,2% za Rumunów. Za język ojczysty ok. 60% uznało mołdawski, zaś 16,5% rumuński (źródło: Narodowe Biuro Statystyki). Należy jednak podkreślić, że powyższe wyniki często są kontestowane ze względu na powszechną stygmatyzację przez ówczesne władze komunistyczne tej części społeczeństwa, która uważała się za rumuńską. Warto również odnotować, że mimo różnego nazewnictwa język pisany w Rumunii i Mołdawii nie różni się niczym poza drobnymi różnicami w ortografii (w Mołdawii często nie stosuje się zasad kosmetycznej reformy ortografii w Rumunii z 1993 r.), zaś dialekt mołdawski cechują przede wszystkim osobliwości fonetyczne oraz regionalizmy leksykalne w porównaniu z rumuńskim językiem literackim. Nawet treść opublikowanego w 2007 r. słownika mołdawsko-rumuńskiego autorstwa znanego propagatora odrębności lingwistycznej Mołdawian, Vasile Stati, potwierdza, że chodzi jedynie o różnice na poziomie dialektu. Sam Stati oraz inni moldoweniści wielokrotnie argumentują, że to Rumuni zawłaszczyli sobie bogactwo języka mołdawskiego uzupełniając go o słowa pochodzenia francuskiego – zatem spór się toczy nie tyle o to, czy istnieją dwa odrębne języki, lecz o samo nazewnictwo. Podobną sytuację można zaobserwować w Holandii i Belgii, gdzie ten sam język jest nazywany odpowiednio niderlandzkim i flamandzkim.

Moldoveni deci romani

Częsty napis na murach w Kiszyniowie: „Mołdawianie, czyli Rumuni”. Źródło: zdjęcie autora.

Jednak w Mołdawii kwestia nazwy języka budzi kontrowersje i jest wysoce nieuporządkowana. Art. 13 Konstytucji głosi, że językiem państwowym jest język mołdawski (jeszcze do 2007 roku używano terminu „mołdawski (rumuński)”.) W szkołach jednak obowiązuje przedmiot o nazwie „język rumuński”. Na pewno od czasu upadku rządu komunistów terminu „język rumuński” używa się znacznie częściej. Właściwie, jak wynika z moich obserwacji, znakomita większość intelektualistów, a nawet w ogóle osób z wyższym wykształceniem jest zdania, że język, jakim posługują się Mołdawianie, to język rumuński.

Jednak nadal użycie którejkolwiek z nazw jest odbierane jako pośrednia manifestacja poglądów politycznych i należy się liczyć z tym, że może kogoś urazić. Dla jednych termin „język mołdawski” jest dowodem ignorancji bądź sympatii prorosyjskich, zaś dla innych nazywanie języka miejscowego „rumuńskim” jest wyrazem imperialnych zapędów ze strony Rumunii. Zatem wielu Mołdawian woli nie zajmować niepotrzebnie stanowiska w tym sporze, używając terminów zamiennych „limba de stat” (język państwowy) lub „limba noastră” (nasz język).

Podobnie jest z tożsamością etniczną, choć liczba osób jednoznacznie uważających się za Rumunów jest znacznie niższa. Termin „Mołdawianie” jest neutralny, gdyż może oznaczać zarówno tożsamość regionalną, jak i narodową. Dla polskiego czytelnika można przywołać analogię śląską: dla niektórych śląskość automatycznie oznacza tożsamość polską (jako nadrzędną), zaś dla innych bycie Ślązakiem wyklucza bycie Polakiem.

Podwójne obywatelstwo

Jak już wspomniano, liczba osób posiadających obywatelstwo obu państw, osiągnęła setki tysięcy. Nie ma obecnie aktualnych dokładnych statystyk, natomiast dane z kwietnia 2012 r. mówiły o ponad 250 tys. osób – można jedynie przypuszczać, że obecnie może być ich znacznie, tj. nawet kilkukrotnie więcej. Często się czyta, że „Rumuni rozdają obywatelstwa Mołdawianom” – nie jest tak do końca. Art. 10 rumuńskiej ustawy o obywatelstwie nr 21/1991 umożliwia tym, którzy utracili obywatelstwo rumuńskie nie z własnej woli, a także ich dzieciom i wnukom, odzyskanie obywatelstwa rumuńskiego w drodze indywidualnej, przy zachowaniu obywatelstwa dotychczas posiadanego. Dotyczy to w szczególności osób, które w wyniku przyłączenia Besarabii i Bukowiny do ZSRR w 1940 r., a później w 1944 r. utraciły obywatelstwo rumuńskie – niezależnie od ich przynależności etnicznej. Jednak trzeba podkreślić, że wiele państw demokratycznych oferuje swym dawnym obywatelom podobne możliwości, jak choćby Węgry czy Niemcy. Innym przykładem dość bliskim Mołdawianom jest Bułgaria, która umożliwia potomkom przesiedleńców z XIX wieku odzyskanie obywatelstwa. Brak jednak szacunków mówiących, ilu obywateli Mołdawii odzyskało lub uzyskało obywatelstwo bułgarskie.

Jednakże setki tysięcy obywateli Mołdawii i Rumunii stanowią przypadek unikatowy w całej Europie. Niewątpliwie o masowości zjawiska zadecydowała likwidacja wszelkich trudności dla uzyskania podwójnego obywatelstwa w świetle prawa mołdawskiego, co – jak można przyjąć w dużym uproszczeniu – nastąpiło przede wszystkim po zmianie władzy w 2007 r. W tym samym czasie Rumunia podjęła kroki w kierunku uproszczenia procedury. (Zainteresowanych czytelników odsyłam do następującego opracowania w j. rumuńskim i angielskim: Constantin Iordachi (coord.): Redobândirea cetățeniei române: perspective istorice, comparative și aplicate; Curtea Veche Publishing, București 2012).

Obecnie osoby ubiegające się o obywatelstwo, jeśli tylko mogą sobie na to pozwolić, mogą liczyć na wsparcie licznych pośredników, którzy pomogą skompletować wymagane dokumenty, a także przywieźć je z Rumunii (np. zaświadczenie o niekaralności). Sprawia to, że w celu uzyskania obywatelstwa nawet nie jest konieczna podróż do Rumunii.

Łatwo zauważyć, że w pierwszej kolejności na odzyskanie obywatelstwa rumuńskiego decydują się te osoby, którym najbardziej może się ono przydać, zatem osoby najbardziej mobilne: młode i wiążące swą przyszłość z państwami Unii Europejskiej (niekoniecznie Rumunią). Wśród określonych grup ludności, np. studentów lub świeżo upieczonych absolwentów, odsetek osób z podwójnym obywatelstwem jest nieporównywalnie wyższy, choć brak tu danych liczbowych.

O skali tego zjawiska można się łatwo przekonać podróżując autobusami lub pociągami z Mołdawii do Rumunii – zwykle spora część pasażerów posiada podwójne obywatelstwo, przy czym najczęściej legitymują się oni paszportem mołdawskim (oczywiście bez rumuńskiej wizy) oraz rumuńskim aktem urodzenia. Wiele osób z podwójnym obywatelstwem nie wyrabia sobie paszportu rumuńskiego, jeśli nie zamierzają podróżować do państw trzecich, aby nie ponosić kosztów jego wyrobienia. Nie jest on potrzebny przy podróżach między Mołdawią a Rumunią.

Warto dodać, że stając się obywatelami Rumunii Mołdawianie nabywają zarówno czynne, jak i bierne prawa wyborcze. Ciekawym przykładem skorzystania z takiego prawa jest Eugen Tomac – sam pochodzący z rejonu Izmaił w ukraińskiej części Besarabii, która należała przed 1940 r. do Rumunii. Po ukończeniu studiów w Rumunii i odzyskaniu obywatelstwa wszedł czynnie do polityki, zajmując się przede wszystkim problemami diaspory rumuńskiej za granicą. Pracował jako doradca prezydenta Traiana Băsescu ds. stosunków międzynarodowych i polityki europejskiej, a także na stanowisku sekretarza państwa w Departamencie ds. Diaspory Rumuńskiej. W roku 2012 kandydował do Izby Deputowanych Rumunii z ramienia Partii Demokratyczno-Liberalnej, przy czym jako jedyny kandydat prowadził swą kampanię również na terenie Mołdawii. Po sukcesie wyborczył otworzył swe biuro poselskie w Kiszyniowie. Walka o prawa diaspory rumuńskiej (Rumunów z całego świata) jest jego najważniejszym hasłem.

Eugen Tomac Biuro poselskie

Biuro poselskie rumuńskiego parlamentarzysty Eugena Tomaca w Kiszyniowie. Źródło: zdjęcie autora.

Wzajemne postrzeganie się i stereotypy

W tej części przedstawię wyniki własnych obserwacji, które mogą oczywiście być niekompletne, zaś „próba statystyczna” moich rozmówców jest niewielka i na pewno nie odzwierciedla całego społeczeństwa Rumunii i Mołdawii. Jednakże ze względu na brak bardziej szerokich badań w tym zakresie wyniki moich obserwacji mogą posłużyć za podstawę do warunkowego wyciągnięcia pewnych tymczasowych wniosków.

W Rumunii o Mołdawii i Mołdawianach mówi się niewiele, niewiele się też o nich wie. Mimo że Mołdawia jest najbliższym językowo krajem dla Rumunii, wielu Rumunów nigdy tam nie było i nie widzi powodu, by tam pojechać. Niezwykle rzadko się widzi w Mołdawii turystów z Rumunii, znacznie więcej osób przyjeżdża tu w celach służbowych. Nawet ci Rumuni, którzy często podróżują, wybierają zwykle inne kierunki, szerokim łukiem omijając Mołdawię i Ukrainę.

Wielu natomiast ma wśród swych znajomych Mołdawian mieszkających w Rumunii i na podstawie ich charakteru albo opowiadań wyrabia sobie opinię o Mołdawii. Zwykle te opinie są dość negatywne, odpowiadającym standardowym wyobrażeniom wielu ludzi o „wschodzie” (przestępczość, korupcja, bieda). Do tego dochodzi nierzadko rozczarowanie Mołdawią, w której przez długi okres u władzy była partia komunistyczna, konfrontacyjnie nastawiona wobec Rumunii i optująca za zbliżeniem z Moskwą. Rumuni często przypisują ogółowi mieszkańców Mołdawii – zupełnie błędnie – moldowenizm, czyli przekonanie o odrębności etnicznej Mołdawian oraz języka mołdawskiego. Mołdawianie uchodzą za zrusyfikowanych i prorosyjskich. Rumuni nierzadko skarżą się, że Mołdawianie w ich obecności niekiedy używają języka rosyjskiego – po to, by ich (jak twierdzą) nie zrozumiano. Ponadto Rumunów dziwi, albo niekiedy irytuje, że w niektórych sytuacjach i miejscach w Mołdawii nie jest możliwe porozumienie się po rumuńsku, zaś język rosyjski (który w Rumunii jest mało popularny) okazuje się być jedynym ratunkiem.

Ogólny obraz u wielu Rumunów jest zatem taki, że Mołdawia jest krajem, z którym mimo więzi językowych i historycznych „zupełnie nam nie po drodze”. Stąd też powszechny brak zainteresowania Mołdawią.

Inaczej jest w Mołdawii – Rumunia jest znana, wywołuje duże emocje i mało kogo pozostawia obojętnym. Dla niektórych jest bramą do Europy, albo nawet duchową ojczyzną, zaś dla innych (szczególnie dla wielu przedstawicieli mniejszości narodowych) jest duchowym agresorem, knującym coraz to nowe plany fizycznej i duchowej aneksji Mołdawii. Te emocje, jakie by nie były: pozytywne lub negatywne, zawsze są silne.

W kolejnej części zajmiemy się rumuńską obecnością w życiu społecznym w Mołdawii: w kulturze, edukacji, mediach i religii.

O autorzeKrzysztof Kolanowski jest dyrektorem Centrum Informacyjnego dla Władz Lokalnych w Mołdawii, które dostarcza wszelkich potrzebnych informacji (know-how) władzom lokalnym, które mają pomysł na wdrożenie projektu, ale wciąż szukają zagranicznych partnerów i możliwości finansowania. Centrum jest projektem Fundacji Solidarności Międzynarodowej.

Ile Rumunii w Mołdawii? Cześć pierwsza: O jednoczeniu bez zjednoczenia

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY