Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Ukraina. Między młotem a kowadłem

„Federacja Rosyjska wydała zimną wojnę ukraińskiej suwerenności… Putin obiecał podjęcie odpowiednich działań, jeśli Ukraina podpisze porozumienie z UE… Kreml blefuje. Zależność gospodarki od Unii Celnej jest świadomie wyolbrzymiana… Kreml kontra Bankowa…”. Takich nagłówków pełno w ukraińskich mediach od kilku tygodni. Czy naprawdę jest tak tragicznie i czy naprawdę Rosja postanowiła pokazać Ukrainie, gdzie raki zimują?

Granica rosyjsko-ukraińska w 2004, autor: SusanAstray, źródło: Flickr

Granica rosyjsko-ukraińska w 2004, autor: SusanAstray, źródło: Flickr

Niewinna ofiara podstępnego agresora?

Nic nowego pod słońcem. Różnorodne sankcji handlowe wobec różnych krajów były, są i będą. Jeśli dokładnie przeanalizujemy historię światowych konfliktów handlowych, to zauważymy, że w zdecydowanej większości ograniczenia były skutecznym narzędziem walki o rynki zbytu. Przy tym jest praktycznie niemożliwe znalezienie przykładów udowadniających, że wprowadzenie podobnych sankcji doprowadziło do osiągnięcia celów politycznych.

Ostatnio wielu ekspertów, komentując działania Rosji mające na celu ograniczenie importu ukraińskich towarów, uzasadnia je tym, że w ten sposób Moskwa zamierza wciągnąć Kijów do Unii Celnej, a także zapobiec zbliżeniu Ukrainy z UE i podpisaniu umowy o stowarzyszeniu. Jeśli to prawda, to wybrana taktyka, ich zdaniem, nie spełnia wyznaczonego zadania. Wszakże jakiekolwiek ograniczenia prowadzą do tego, że producenci zaczynają wysyłać swoje towary do innych krajów, dlatego też ich zainteresowanie dalszym rozwojem handlu z Rosją może tylko spadać. Przedsiębiorcy w przyszłości będą proponować stworzenie bardziej liberalnych warunków handlowych z tymi krajami, do których wysyłają swoje produkty. Przykład – cały szereg „wojen handlowych” na terytorium WNP, o których jeszcze wszyscy pamiętamy. Warto zaznaczyć, że opóźnienia celne nie są rosyjskim know-how – były już niejednokrotnie wykorzystywany w historii konfliktów handlowych.

Przypomnijmy – Rosja ograniczyła import konserw rybnych z krajów nadbałtyckich, wina i koniaków z Gruzji i Mołdawii, wody mineralnej z Gruzji, owoców z Mołdawii, itp. W wyniku tego producenci tych krajów podjęli niezbędne kroki w celu dywersyfikacji eksportu i zmniejszeniu uzależnienia od rynku Rosji. Teraz bałtyckie konserwy oraz mołdawskie i gruzińskie wina można znaleźć w sklepach wielu krajów, między innymi na Ukrainie.

W związku z tym, że zainicjowane przez Moskwę ograniczenia handlowe nie przyczyniły się do dalszego zbliżenia Gruzji, Mołdawii, Łotwy, Litwy i Estonii z Rosją, a co więcej, kraje nadbałtyckie zintegrowały się ze wspólnym rynkiem UE, Gruzja i Mołdawia tworzą z UE strefę wolnego handlu i orientują swoich producentów na nowe rynki zbytu. Eksperci wyciągnęli następujące wnioski: praktyka stosowania ograniczeń handlowych naprawdę nie sprzyja dalszej integracji i, co do zasady, doprowadzi do przeciwnych rezultatów.

Nie wszystko jest tak proste, jak się wydaje

Rzeczywiście, nie po raz pierwszy na świecie prowadzone są wojny gospodarcze o rynki zbytu, i nie raz Rosja za ich pomocą starała się ukarać państwo, które wobec niej czymś zawiniło. Ale bądźmy realistami. Łotewskie szprotki to nie produkcja biura konstrukcyjnego Antonowa, gruzińska woda Borżomi to nie to samo, co turbiny dla elektrowni jądrowych i wodnych charkowskiego Turboatomu, a mołdawskie i gruzińskie wina wraz z ich owocami to nie sprzęt dla satelitów i stacji kosmicznych, produkowanych przez Ukrainę. Ci eksperci, którzy stawiają Ukrainie za przykład kraje byłego ZSRR, które szybko się przestawiły na inne rynki, w mojej opinii, powiedzmy, jednak naginają rzeczywistość. Pamiętam materiały telewizyjne pokazujące Saakaszwilego promującego gruzińskie wina na Chreszczatyku. Jednakże mimo tego nie za bardzo wyobrażam sobie Janukowycza promującego w podobny sposób w Brukseli np. łopatki turbiny dla elektrowni jądrowej czy kolejną rakietę nośną. Nie można porównywać poszczególnych grup towarów przemysłu spożywczego z produkcją przemysłu maszyn ciężkich, przemysłu chemicznego, metalurgicznego, lotniczego i okrętowego, a także pozostałymi „gigantami”, które w zasadzie tworzą PKB i zapewniają budżetowi największe dochody. Nie zapominajmy, że Ukraina jest nie tylko krajem rolniczym, za jaki chce uchodzić, ale również potężnym regionem przemysłowym o wysokim potencjale naukowo-technicznym i z całkiem jeszcze przyzwoicie wykwalifikowanymi pracownikami.

Zgodnie z danymi z pierwszej połowy 2013 roku 1/4 ukraińskiego eksportu przyjęła Rosja. Na kraje Unii Europejskiej przypada nie więcej niż 5% ukraińskiego eksportu. Według danych Ukraińskiej Straży Granicznej z całego spektrum ukraińskiego przemysłu, przynajmniej szesnaście gałęzi cały swój eksport wysyła do Rosji. Na przykład wartość promieniotwórczych pierwiastków chemicznych i izotopów, wywiezionych do sąsiedniego państwa, wyniosła 144 373 mln dolarów. Wśród innych, liczących na sprzedanie swoich towarów tylko Rosjanom, są producenci lakierów, kredy, proszku, płyt betonowych i reaktorów jądrowych, itp. Również firmy działające w tych sektorach mogą zostać całkowicie sparaliżowane, jeśli strona rosyjska zdecyduje się na zakaz importu ich towarów. I nie tylko rosyjska: Europa również przewiduje wprowadzenie stałego systemu wzmożonej kontroli ukraińskich towarów w urzędach celnych, pod warunkiem podpisania przez Ukrainę umowy o stowarzyszeniu z UE.

Eksperci, analizując statystyki celne, sporządzili listę firm eksportujących do Rosji towary o wartości przekraczającej 100 mln dolarów rocznie, z udziałem rosyjskiego eksportu ponad 50%. Na liście znalazły się przedsiębiorstwa działające w dwudziestu czterech branżach. Wśród nich, oprócz tych już poszkodowanych producentów serów i czekolady, są producenci materiałów budowlanych, tapet, tektury i papieru, samochodów, lokomotyw, ich części i wielu innych towarów. A nawet fajansu i porcelany.

Geografia to główna przeszkoda wymieniana przez ekspertów, dlaczego przedsiębiorstwa nie będą w stanie szybko – a niektóre z nich w ogóle – nie zdążą przestawić się na nowe rynki zbytu. Chociaż w dłuższej perspektywie tego nie wykluczają. Szczególnie perspektywicznymi rynkami mogą być rynki bliskowschodnie (zwłaszcza dla rolników) i rynek chiński (dla metalurgów), ale w żaden sposób, choć jest to smutne, nie Unia Europejska. Z drugiej strony, przeszkodą w szybkiej dywersyfikacji rynków są wymogi samej Unii Europejskiej i jej przepisy. Po rozpoczęciu współpracy z UE Ukraina będzie musiała dostosować się do wysokich standardów sanitarnych i innych, których ukraińskie towary często, niestety, nie spełniają.

Według politologa Andreja Zołotariowa, po podpisaniu umowy z UE Ukrainę czekają poważne zmiany. – Zamiast obietnic szczęśliwej europejskiej przyszłości, bardzo odległej, ponosimy realne straty już dzisiaj. Podpisanie umowy z UE oznacza otwarcie rynku europejskiego. Istnieją tu pewne interesy i będą one w pierwszej kolejności zadowalać europejskich producentów. A Ukrainę czeka de-industrializacja – podsumował politolog.

Surowa prawda życia

Więc w końcu Moskwa szantażuje, czy nie? Wiecie co? To nieważne. Prezydent Putin wyraźnie i jasno dał do zrozumienia, że pieniądze w Rosji będą zarabiać jedynie jej zwolennicy i przyjaciele, a ci, dla których ważniejszy jest wybór europejski, niech liczą tylko na strefę wolnego handlu, które powinna być otwarta po podpisaniu umowy o stowarzyszeniu. I w tych realiach Ukraina powinna nauczyć się żyć i przeżyć, i w końcu zrozumieć, że za wszystko trzeba płacić. Nie można już odwracać się od Rosji i obrażać się na nią za to, że nie zgadza się na korzystanie z jej zasobów i zarabianie na tym. Nie da się cofnąć czasu. Nie da się już, jak znany ukraiński piosenkarz rockowy Wakarczuk, w domu bić pięścią w pierś i krzyczeć, jakim jest patriotą, który dla zasady nie powie ani słowa po rosyjsku, a następnie wyruszać w tournee po moskiewskich klubach. Niestety…

Tłumaczenie: ASB

Zdjęcie na stronie głównej: granica rosyjsko-ukraińska w 2004, autor SusanAstray, Flickr

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY