Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Zabić ukraińskiego smoka

Ukraina już po raz dwudziesty drugi obchodziła Dzień Niepodległości, do którego starsze pokolenie jest nastawione sceptycznie. Ludzie, którzy jeszcze dobrze pamiętają Związek Radziecki, na moje pytanie „Czym jest dla Was to święto” odpowiadali: „Dzień kopania ziemniaków”, „nic nie znaczy”, „jak zwykle byłem w pracy”. A za najlepszy okres w swoim życiu uznali oni epokę Breżniewa, kiedy sami mogli normalnie żyć, a ich rodzinom niczego nie brakowało. Najważniejsze, według nich, było poczucie bezpieczeństwa i pewności następnego dnia. Ale tak za dziesięć lat ich głosy nie będą już nikogo obchodzić i na poważnie nad losem swojego kraju będą musieli się zastanowić ci, którzy dzisiaj nie mają nawet trzydziestki. Ci, którzy wychowali się poza układem radzieckich współrzędnych. Jednak przez te dwadzieścia lat tyle razy ich zwiedziono, że musieli dorosnąć bardzo szybko, sceptycznie traktując wszystkie stworzone na szybko „święte krowy” kraju. W przeciwnym razie grozi im całkowicie wciągnięcie przez nasze ukochane, patriarchalne państwo, innym oddając prawo podjęcia decyzji i ciężar odpowiedzialności za nie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niewielu młodych Ukraińców, i nie tylko Ukraińców, zna zdecydowanie dramaturga i bajkopisarza Jewgienija Szwarca. Niektórym może być on znany pośrednio. Na podstawie jego sztuk Mark Zacharow swego czasu nakręcił filmy „Zwyczajny cud” i „Zabić smoka”. Te filozoficzne bajki-przypowieści dla dorosłych w zaskakujący sposób nawołują do dnia dzisiejszego. Są one swoistym szkłem powiększającym dla widzów i czytelników, dającym możliwość uważniejszego przyjrzenia się przede wszystkim samemu sobie.

„Smok” jest, moim zdaniem, najlepszym z jego utworów. Słowo „bajka” nie zawiedzie nawet dziecka, ponieważ od samego początku w niej widać realne, nawet zbyt realne, życie.

Smok: Moi ludzie są bardzo straszni. Nigdzie więcej takich ludzie nie znajdzie. Moja robota. Mój sznyt.

Lancelot: A jednak są ludźmi.

Smok: To tylko pozór.

Lancelot: Nie.

Smok: Gdybyś zobaczył ich dusze, to byś zadrżał.

Lancelot: Nie.

Smok: A nawet byś uciekł. Nie chciałbyś umierać dla takich kalek. Przecież ja ich własnymi rękoma okaleczyłem, łaskawco. Okaleczyłem właśnie tak, jak należy. Ludzkie dusze, mój łaskawco, są nader żywotne. Jak się poćwiartuje ciało – to człowiek ginie. A kiedy poćwiartuje się duszę – to się robi tylko posłuszniejsza, i to wszystko. Nie, nie. Takich dusz gdzie indziej pan nie znajdzie. Tylko w moim mieście. Bezrękie dusze, beznogie dusze, głuchonieme dusze, gończe dusze, potępione dusze. Wiesz, dlaczego burmistrz struga psychicznie chorego? Żeby ukryć, że wcale nie ma żadnej psyche, żadnej duszy. Dziurawe dusze, sprzedajne dusze, szubrawe dusze, martwe dusze. Nie, nie, szkoda, że są niewidzialne.

Lancelot: To pana szczęście.

Smok: A to dlaczego?

Lancelot: Ludzie przeraziliby się, widząc na własne oczy, w co przedzierzgnęły się ich dusze. Poszliby wtedy nawet na pewną śmierć, byle nie żyć dalej w upodleniu. Kto by wtedy dawał panu papu?

Smok: Diabli wiedzą, może pan ma rację.

Takich ludzi nie łatwo jest lubić, jeszcze trudniej ich ratować: przecież sami tego nie potrzebują, od prawdy ich „odrzuca. Wiesz, czym ta przeklęta prawda pachnie?

Historia Lancelota to historia człowieka sprawiedliwego, który przyszedł ratować ludzi i który przez nich zginął. „Niech nam pan wybaczy, biednym zbirom” – wzdychają mieszkańcy, wręczając mu do walki ze smokiem miskę cyrulika zamiast hełmu, miedzianą tackę zamiast tarczy, a zamiast włóczni – arkusz papieru, „zaświadczenie…, że włócznia faktycznie znajduje się w remoncie, co stwierdza się podpisem za zgodność i pieczęcią”.

A jednak Lancelot ma kilku wiernych sojuszników, którzy są szczęśliwi, że doczekali się przyjścia Wyzwoliciela. „Myśmy czekali, czekaliśmy setki lat, smok uciszył nas, więc czekaliśmy w cichości ducha. I oto doczekaliśmy się. Niech go pan zabije i puści nas na wolność” – mówią przyjaciele Lancelotowi.

Bohater po walce idzie w góry, aby leczyć rany, a miejsce smoka zajmuje burmistrz, który radzi sobie ze „smoczymi” obowiązkami nie gorzej od wcześniejszego tyrana. Mieszkańcy, którzy przeklęli starego smoka, nawet nie zauważają, że otrzymali nowego. (Nie przypomina Wam to czegoś z najnowszej historii Ukrainy?).

Jednak Lancelot wraca, ale drugiej wizyty w mieście boi się jeszcze bardziej, ponieważ wyzwoleni mieszkańcy po raz kolejny zdradzają jego i siebie: „Zobaczyłem straszne rzeczy – mówi rycerz. – Widziałem, jak płakaliście z rozczulenia, kiedy krzyczano na cześć burmistrza: „Chwała ci, pogromco smoka!

Pierwszy mieszczanin: To prawda. Płakałem. Ale ja nie udawałem, panie Lancelocie.

Lancelot: Ale przecież pan wiedział, że to nie on zabił smoka.

Pierwszy mieszczanin: W domu wiedziałem… Ale na paradzie… (rozkłada ręce)

Lancelot: Panie ogrodniku! Pan uczył lwią paszczę, żeby krzyczała: „Wiwat prezydent”?

Ogrodnik: Uczyłem.

Lancelot: I wyuczył pan?

Ogrodnik: Owszem. Tylko że po każdym okrzyku lwia paszcza pokazywała mi język. Myślałem, że dostanę fundusze na dalsze doświdczenia, ale…

I co tu zrobić z wami? – smutnie woła Zwycięzca smoka.

A pluń pan na nich. – odpowiada burmistrz. – To nie robota dla pana. My z Henrykiem świetnie sobie z nimi poradzimy. To będzie najlepsza kara dla tych nędznych ludzi.

Ale teraz Lancelot przyszedł na zawsze i teraz wie, co robić: „Czeka nas kłopotliwa i powszednia robótka. Gorsza niż haftowanie. W każdym… trzeba będzie zabić smoka”.

Finał „Smoka” jest tragiczny. „Zabić smoka w każdym” (również w sobie) to trudne zadanie. Każdy, kto próbuje tego dokonać, dużo ryzykuje: „będzie bardzo ciężko to wszystko porozplatać, opanować i uporządkować tak, aby nie uszkodzić niczego żywego”. Ale warto spróbować, przecież bez tego jak żyć dalej?

Więc jaka jest prawda, bracie?

Prawda polega na tym, że dopóki sami nie poradzimy sobie ze swoimi wewnętrznymi wrogami, swoimi smokami, to nic nam nie wyjdzie. Nie można cały czas funkcjonować w ramach podwójnej moralności, podwójnych systemów wartości. Nie można stać jedną nogą w socjalizmie, a drugą w kapitalizmie. Żądać od państwa gwarancji socjalnych w postaci bezpłatnej edukacji, opieki medycznej, darmowych wycieczek i kółek zainteresowań dla dzieci, a przy tym nie płacić podatków, kraść, przyjmować do pracy po znajomościach, a nie dzięki kwalifikacjom. Krzyczeć: „Cała władza jest skorumpowana!”, a po dojściu do władzy robić to samo. Ale jeśli się nie udało, to w swoim miejscu pracy wyłudzać albo dawać łapówki, bądź często jedno i drugie. Zastępować prawdziwą miłość do swojej ziemi, jej tradycji i kultury, „wyszywankowym” patriotyzmem, uważając ten sakralny ukraiński element ubrania za swoisty rodzaj odpustu za wszystkie grzechy. Ponadto robienie z niej symbolu idei narodowej, a w konsekwencji, atrybutu prawdziwego patriotyzmu, który raczej nie pomoże przetrwać Ukrainie jako niepodległemu państwu w dzisiejszych realiach.

Nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń co do siebie. Jeśli chcemy wydostać się z tej jamy, do której sami wleźliśmy wyłącznie ze względu na swoją chciwość, lenistwo, zaściankowość i postawy „to nie moja sprawa”. Musimy przestać być narodem marzycieli, takimi właśnie Obłomowymi w skali krajowej i stać się realistami i pragmatykami. To prawda, zabić smoka w sobie jest znacznie trudniej, niż obwiniać wszystkich i wszystko w swoich problemach. Jest to ciężka i niewdzięczna praca, za którą nie dostaje się ordery, a za którą prędzej skrócą o głowę. Ale bez tego nie można iść do przodu.

Ale nie jest wszystko jest takie smutne. Pierwsze zalążki przyszłej Ukrainy już są. To jest dzisiejsza młodzież. Nie cała, oczywiście, ale awangarda już się ukształtowała. To obywatele świata, dla których nie ma granic i barier językowych. Oni kochają swoją ojczyznę, ale świetnie się czują za granicą. Znajomość trzech-czterech języków jest dla nich normą. Przy tym szczerze wierzą w Boga i w to, że złe uczynki wracają jak bumerang. Historyczne spory i wieczne poszukiwanie winnych dla nich nie istnieją, gdyż oni po prostu nie chcą marnować swojego czasu i uważają takie rozmowy za bezsensowne. Są towarzyscy i otwarci na nowe doświadczenia. Oni są forpocztą Ukrainy przyszłości. Trudno ich oszukać patetycznymi frazami, które nic nie znaczą. Prawie poradzili sobie ze smokami swoich rodziców. Chociaż to nie znaczy, że nie pojawią się u nich swoje osobiste, kieszonkowe smoczki. Dlatego niech ich Bóg ma w swojej opiece.

Tłumaczenie: ASB

Fragmenty „Smoka” autorstwa Jewgienija Szwarca w tłum. Jerzego Pomianowskiego (Dialog, nr 6 / czerwiec 1961)

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY