Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Armenia czyli moc imperium: o cudownym nawróceniu Sarkisjana

Ogólnie rzecz biorąc, Armenia jest stosunkowo nieznacznym krajem. Nie przecinają jej główne szlaki transportowe, nie posiada również żadnych znaczących zasobów naturalnych. Gospodarka przeżywa okres stagnacji, a główną wartością eksportową są pracownicy, którzy przyczynili się do spadku liczby mieszkańców o kilkaset tysięcy od czasu uzyskania niepodległości. Strategicznie kraj jest całkowicie zależny od Rosji, która dostarcza większość swojej broni po preferencyjnych cenach, prowadzi kilka baz wojskowych, chroni „zewnętrzne” granice Armenii i jest właścicielem większości infrastruktury gospodarczej kraju.

Armenian & Russian flags, author: Alexanyan, source: Flickr

Ormiańska i rosyjska flagi,autor: Aleksanian, źródło: Flickr

Dlatego też słowa prezydenta Armenii podczas jego wizyty w Moskwie to żadna niespodzianka. Bardziej zagadkowe wydaje się dotychczasowe uporczywe domaganie się przez Armenię parafowania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską w Wilnie podczas Szczytu w listopadzie tego roku, mimo jej wojskowo-strategicznej zależności od Moskwy. Ta polityka to kontynuacji tradycyjnego układu „milczącej zgody”: Armenia zostaje dopuszczona do uczestnictwa w procesie integracji Europy przez Moskwę pod warunkiem współpracy z Moskwą w sferze wojskowej i nieubiegania się przez Armenię o członkostwo w jakichkolwiek strukturach euroatlantyckich.

Ten milczący układ własnie się skończył. Po wstępnym nieudanym nacisku na Ukrainę i Mołdawię (oba państwa również przygotowują się do parafowania umowy stowarzyszeniowej z UE), pod pretekstem afer związanych z „higieną żywności”, Kreml postanowił uderzyć w najsłabsze ogniwo łańcucha, naciskając Armenię. Nieobecni na spotkaniu Sarkisjan-Putin nie mogą wiedzieć dokładnie, jakie poczyniono ustalenia, aczkolwiek Armenia zdecydowała się wykonać zwrot o 180 stopni i niemal zaprzepaścić cztery lata intensywnych negocjacji i działań legislacyjnych na rzecz zbliżenia z Unia Europejską, co było co najmniej zaskakujące.

Można twierdzić, że to po prostu zwieńczeniem długotrwałego braku wizji strategicznej ze strony przywódców Armenii. W związku z uzależnieniem od Rosji jedyną rozsądną reakcją ze strony Sarkisjana gdy kazano mu skakać, było pytanie: „jak wysoko?” i w związku z tym cynizm w oświadczeniu wydanym po posiedzeniu o „racjonalnym” wyborze był wręcz nieznośny. Jednak ci, którzy wskazują na specjalną okoliczność, jaką jest wspomniana faktyczna zależność Armenii od jej północnego sąsiada nie dostrzegają paru ważnych kwestii, niosących istotne konsekwencje dla zdecydowanie większych członków Partnerstwa Wschodniego.

Po pierwsze, ci, którzy nawet nie biorą Armenii pod uwagę, powinni zadać sobie pytanie, dlaczego w świetle jej zależności i prawie nieskazitelnego posłuszeństwa Erywania wobec Moskwy wymuszono na głowie ormiańskiego państwa tak upokarzający zwrot polityczny. Skoro zależność Armenii jest aż tak duża, to jej wejście do euroazjatyckiej Unii Celnej niewiele zmieniłoby stosunki z Moskwą. Czy Rosja, wywierając presję, może obawiać się utraty kontroli nad Armenią? Może naciskając równocześnie chce wywrzeć presję na całą Unię Europejską i bliską zagranicę? Z takim podejściem Moskwa na celowniku ma cele większe niż mała Armenia.

Potwierdza to mój następny argument o nasilającym się imperialnym stosunku wobec byłych republik radzieckich. Rosja może nauczyć się neoliberalnego słownictwa, np. „ekonomiczne korzyści”, może formalnie naśladować subtelności westfalskiej polityki suwerenności (przynajmniej poza Gruzją), ale zachowuje bardzo hierarchiczną wizję „bliskiej zagranicy”, która nasiliła się w ostatnich latach. Różne wydarzenia z „higieną żywności” w tle i stosowanie ukrytych gróźb wobec imigrantów z byłych republik radzieckich, którzy nie chcą dołączyć się do projektów hołubionych przez Putina mogą (i prawdopodobnie powinny) być traktowane jako dyscyplinarne praktyki imperium w XXI wieku, wzmocnione – w szerszym kontekście społecznej narracji –  bezkrytyczną akceptację kolonialnej przeszłości Rosji, jak i wyliczaniem „rosyjskich” wartości w opozycji do ich upadłych, indywidualistycznych „zachodnich” odpowiedników.

Te roszczenia wobec „cywilizacyjnej inności” na Zachodzie, kulturowej specyfiki – po rosyjsku „самобытность” (samoistność) – zostały przejęte przez prorosyjskie grupy nacjonalistów i tradycjonalistów w całym Związku Radzieckim. Szczególnie widoczne były w Armenii w okresie przygotowań do całkowitej zmiany frontu przez Serża Sarkisjana, kiedy wiele konserwatywnych grup i osób złośliwie, a czasem kłamliwie, prowadziło kampanię przeciwko stosowaniu słowa „gender” w ustawodawstwie Armenii w sprawie równości płci, podjętej przez UE. Sztucznie uruchomione lub nie, te homofobiczne i seksistowskie grupy patrzyły na wybór między Rosją i UE jak na wybór między dwoma konkurencyjnymi systemami wartości: rosyjskiego/euroazjatyckiego – tworzonego na podstawie autorytarnego, patriarchalnego kolektywizmu – oraz europejskiego – na podstawie liberalnego, egalitarnego indywidualizmu.

To stwarza podwójne zagrożenie na polu bitwy, gdy miękka taktyka Europy staje w konfrontacji z całkowicie wypaczoną jej rosyjską wersją. Po pierwsze, określając rosyjskie (i byłe radzieckie) wartości jako fundamentalnie inne, Rosja otrzymuje skuteczny antagonistyczny mechanizm, mobilizujący zwolenników na całym swoim obszarze. Wspomniany konflikt wartości w połączeniu z „twardymi” narzędziami presji ekonomicznej podkreśla istotność komunikatu o „odrębności eurazjatyckiej”. Szczególne znaczenie i skuteczność tej taktyki widoczne są w takich miejscach, jak Wschodnia Ukraina z ludnością rosyjskojęzyczną – wystarczy połączyć homofobiczne hasła z poglądami eurosceptyków. Po drugie, i co ważniejsze, obietnica nieograniczonego autorytaryzmu może być interpretowana jako „kulturowo wrodzona” i może wydawać się atrakcyjną dla polityków z półświatka i oligarchów, których jest wielu wśród elity tego regionu (Putin o tym doskonale wie). Warunki stawiane przez UE mogą stwarzać trudności i być odczuwane jako bolesne, natomiast rosyjska piecza trwająca od lat wydaje się być bezwarunkowa.

Oczywiście to wszystko może być tylko niefortunnym nieporozumieniem, a prezydent Serż Sarkisjan doznał nawrócenia i cudownie powrócił na łono euroazjatyckiej Unii Celnej w salach Kremla. Być może Putin postanowił upokorzyć głowę państwa – jednego ze swoich najbliższych sojuszników – w imię wyższych celów. W każdym bądź razie europejscy politycy zignorują ten mały (?) incydent na własne – i Partnerstwa Wschodniego – ryzyko.

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany na Security, in the Caucasus and beyond….

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY