Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

I ty, Brutusie? Czy Gruzja zwróci się w stronę Unii Euroazjatyckiej?

Niedawne oświadczenie premiera Gruzji Bidziny Iwaniszwilego – „Gruzja nie ma swojego stanowiska wobec możliwego wejścia do Unii Euroazjatyckiej, ale obserwujemy tę organizację i jeśli uznamy ten krok za korzystny dla Gruzji, to się nad nim zastanowimy” – poruszyło gruzińskie społeczeństwo. Nowi liderzy po raz pierwszy zaczęli mówić o możliwym zbliżeniu z tą poradziecką formacją, która kojarzy ze zmodernizowanym Związkiem Radzieckim. Scenariusz ten dla gruzińskich okcydentalistów jest gorszy od zbliżenia z Rosją.

Бидзина Иванишвили, Херман Ван Ромпей, источник: Facbook.om

Bidzina Iwaniszwili, Herman Van Rompuy, źródło: Facebook.com

Przed wyborami koalicja „Gruzińskie Marzenie” pewnie mówiła, że wie, jak uregulować stosunki z Rosją. W ten sposób zamierzała ona rozwiązać również problem dwóch regionów okupowanych Gruzji – Abchazji i tzw. Osetii Południowej (które Rosja po wojnie rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 r. uznała za niepodległe państwa). Ale minęło już kilka miesięcy od jej triumfalnego zwycięstwa w wyborach i uregulowanie stosunków z Rosją dla „Gruzińskiego Marzenia” pozostało tylko marzeniem, gdyż – mimo wysyłania tzw. pozytywnych znaków przez nowe władze Gruzji – Gruzini nie doczekali się odpowiednich znaków ze strony rosyjskiej.

Rosja jedynie zdecydowała się na wpuszczenie na swój rynek gruzińskie wina (embargo na gruzińskie towary zostało ogłoszone jeszcze przed wojną gruzińsko-rosyjską) i kilka innych produktów rolnych. Można się było tego spodziewać, ponieważ w ślad za deklarowaną polityką nowych władz Gruzji, mającą na celu ocieplenie relacji z Rosją, nie poszła rezygnacja ze strategicznych celów poprzedniej ekipy, czyli integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Mimo tego, że na Zachodzie, jak i w samej Rosji, wielu przepowiadało zwrócenie się Tbilisi w stronę Moskwy pod kierownictwem nowych władz, to do tego nie doszło. Co więcej, ze wszystkich międzynarodowych trybun ważni politycy Gruzji potwierdzili swoją przynależność do społeczeństwa zachodniego i chęć akcesji kraju z NATO i UE.

Ponadto, zgodnie z oczekiwaniami, nowe władze Gruzji nie zrezygnowały z używania wobec Rosji statusu okupanta otrzymanego po zajęciu dwóch gruzińskich regionów. A przecież Rosja nie lubi, gdy w oficjalnych dokumentach Gruzji Abchazja i region Cchinwali są nazywane terytoriami okupowanymi przez Rosję. Liderzy nowych władz również niejednokrotnie używali terminu „okupant”. W odpowiedzi na to rosyjscy wojskowi niedawno przesunęli dwa razy umowną linię graniczną między Gruzją a Rosją: w jednym przypadku wzdłuż okupowanego regionu Cchinwali, a kilka dni temu w rejonie Kazbegi, należącym do Gruzji. Takie działanie już potępiła zarówno społeczność międzynarodowa, jak i władze gruzińskie. Premier Gruzji oświadczył, że mimo chęci ocieplenia relacji z Rosją, okazało się to dużo trudniejsze, niż myślał. Według niego poprzednie władze tak bardzo zaszkodziły wzajemnym relacjom, że teraz bardzo ciężko będzie to naprawić. Iwaniszwili podkreśla, że wobec Rosji jest zawsze bardzo ostrożny.

Oświadczenie premiera Gruzji dotyczące Unii Euroazjatyckiej nawiązuje do nadchodzącego wileńskiego Szczytu, gdzie rozstrzygnie się kwestia podpisania umowy o stowarzyszeniu z UE Gruzji i kilku byłych republik ZSRR (z krajów Partnerstwa Wschodniego). Oświadczenie to pokryło się również z wiadomością, iż Armenia jest gotowa do przystąpienia do Unii Celnej.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że po niedwuznacznym oświadczeniu gruzińskiego premiera inni liderzy jego drużyny, w tym minister spraw zagranicznych Gruzji, oświadczyli, że ich kraj w dalszym ciągu jest bardzo zainteresowana integracją z NATO i UE. Jasne jest zarazem, że Gruzja nie może siedzieć „na dwóch krzesłach” jednocześnie, jeśli mimo wszystko będzie starać się zbliżyć się do Unii Euroazjatyckiej i marzyć o NATO i UE. Niewykluczone, że nowy premier takim oświadczeniem chciał sprawdzić, jak Moskwa zareaguje na ewentualną gotowość Gruzji na zbliżenie z Unią Euroazjatycką. Ten krok nowych władz Gruzji pokazuje, jak Gruzini rozpaczliwie szukają zbliżenia z Rosją. Rzecz jasna początkowe plany Iwaniszwilego o uregulowaniu stosunków z Rosją zakończyły się niepowodzeniem. To było do przewidzenia! Gruzja i Rosja mają różne interesy narodowe, i kto by nie rządził Gruzją, to zawsze będzie ona miała inne zdanie, niż Kreml.

Oświadczenie premiera mimo wszystko mówi o zagrożeniach zarówno dla bezpieczeństwa narodowego kraju, jak i międzynarodowego wizerunku państwa. Warto zauważyć, że stosunki międzynarodowe nie są najmocniejszą stroną nowego przywództwa politycznego Gruzji. Po dojściu do władzy popełniło ono tutaj wiele błędów. Biorąc je pod uwagę, niewykluczone, że za tym oświadczeniem premiera może stać nie przemyślana polityka, a po prostu czynnik ludzki, tj. brak doświadczenia. Premier oświadczył, że Gruzja nie ma swojego stanowiska wobec Unii Euroazjatyckiej, natomiast we wszystkich dokumentach dotyczących bezpieczeństwa narodowego kraju jest napisane, że Gruzja nie może należeć do takich organizacji -w tej kwestii Gruzja już dawno opracowała własne zdecydowanie negatywne stanowisko, a te dokumenty przecież jeszcze nie zostały anulowane.

Gruzińscy dyplomaci po tym oświadczeniu będą musieli ciężko się napracować, aby udowodnić zachodnim sojusznikom swoją lojalność. Latami budowano stosunki z Zachodem, a takiemu krajowi jak Gruzja ciężko było zdobyć zaufanie. Teraz gra (o ilei mimo wszystko okaże się to grą) między Moskwą a Zachodem może podważyć to zaufanie, tym bardziej, że poprzednia gruzińska ekipa w swoich interesach bardzo aktywnie działała w tej sferze i celowo stara się pokazać zachodnim sojusznikom Gruzji, że w Gruzji to Saakaszwili i jego drużyna polityczna były nośnikami zachodnich wartości – stara się udowodnić, że podczas wyborów w Gruzji przegrała nie tylko jedna partia – „Zjednoczony Ruch Narodowy”, lecz także „zachodnia idea”.

W żadnym wypadku jedna partia polityczna bądź lider polityczny nie ma wyłączności na zachodnie wartości i ambicje. Może o tym świadczyć również negatywna reakcja społeczeństwa, którą można było zaobserwować na portalach społecznościowych po oświadczeniu premiera o Unii Euroazjatyckiej. Choć jest jedno „ale” – Gruzja od dawna dąży do struktur euroatlantyckich, ale bez większego zainteresowania ze strony Zachodu, w związku z czym Gruzja może zacząć dojrzewać do stwierdzenia, że „nikt na nas tam mimo wszystko nie czeka”. Teraz wzrok Gruzji jest skierowany w stronę Wileńskiego Szczytu.

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY