Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Jeden z dziesięciu – azerbejdżańska gra w wybory

W przewidzianych na 9 października wyborach prezydenckich w Azerbejdżanie weźmie udział 10 kandydatów. Próżno jednak szukać wśród nich poważnych konkurentów dla obecnej głowy azerbejdżańskiego państwa, Ilhama Alijewa, który ubiega się już o trzecią kadencję. Niestety dla azerbejdżańskiej demokracji, jego najpoważniejsi kontrkandydaci nie zostali dopuszczeni do udziału w wyborach.

Ilham Alijew. Źródło: wikimedia.org

Ilham Alijew. Źródło: wikimedia.org

Azerbejdżańska Centralna Komisja Wyborcza 17 września zakończyła rejestrację kandydatów z rekordowym wynikiem – do  startu w wyścigu o fotel prezydenta dopuszczonych zostało aż 10 (spośród 21 zgłoszonych ) pretendentów, najwięcej w przeprowadzonych dotychczas elekcjach niepodległego Azerbejdżanu. Trudno jednak poczytywać to za pozytywny sygnał, gdyż dwóch najpoważniejszych kandydatów sił opozycyjnych zostało wykluczonych z udziału w wyborach. Pozostali nie stanowią zbyt dużego zagrożenia dla urzędującego prezydenta.

Warto czytać kodeks wyborczy

Zdobywca Oskara za scenariusz do filmu Nikity Michałkowa „Spaleni słońcem”, Rustam Ibragimbekow, został na początku lipca zgłoszony jako kandydat na prezydenta Rady Narodowej Sił Demokratycznych, skupiającej głównej ugrupowania opozycyjne (przeczytaj: Światowej sławy scenarzysta kandydatem na prezydenta Azerbejdżanu). Niestety, mimo hucznych zapowiedzi rychłego powrotu Ibragimbekowa z emigracji, dramaturg musiał zawieść swoich potencjalnych wyborców. Ani on, ani nikt z jego zaplecza nie przewidział (a co równie prawdopodobne, nie doczytał kodeksu wyborczego…) że Centralna Komisja Wyborcza będzie przestrzegała kodeksu wyborczego (przeczytaj: Problemy kandydata opozycji na prezydenta Azerbejdżanu).

Nieopatrzność Ibragimbekowa i jego otoczenia nie mogła nie zostać wykorzystana przez Komisję, która odmówiła rejestracji przewodniczącego Rady Narodowej Sił Demokratycznych na kandydata z uwagi na posiadanie przez niego podwójnego obywatelstwa. Na nic zdały się pisma opozycji adresowane do szefa Komisji informujące o złożeniu wniosku o zrzeczenie się rosyjskiego obywatelstwa (przeczytaj: Opozycyjny kandydat na prezydenta Azerbejdżanu zrzekł się rosyjskiego obywatelstwa). W konsekwencji sekretarz azerbejdżańskiej CKW, Arifa Muchtarowa, mogła jedynie teatralnie rozłożyć ręce i poinformować na specjalnie zwołanej konferencji, że dokumenty nadesłane przez Radę nie spełniły wymogów ordynacji wyborczej dotyczących udziału kandydatów w wyborach.

„Nieprawidłowe” podpisy

Sprawa z liderem opozycyjnej partii ReAl („Republikańska Alternatywa”), Ilgarem Mamedowem była już nieco bardziej skomplikowana. Polityk był świadkiem dramatycznych wydarzeń w azerbejdżańskiej miejscowości Ismail pod koniec stycznia br., kiedy to tłum mieszkańców zbuntował się przeciwko lokalnym watażkom (przeczytaj: Zamieszki w Azerbejdżanie i O protestach i zamieszkach w Azerbejdżanie). Mamedow został oskarżony o wywołanie protestów wzywając mieszkańców do celowego zakłócania spokoju publicznego i używania przemocy wobec funkcjonariuszy publicznych. Ostatecznie lider ugrupowania ReAl  spędził 7 miesięcy w areszcie.

Jednak największym przewinieniem Mamedowa była najprawdopodobniej chęć uczestniczenia w wyborach prezydenckich (mimo przebywania w areszcie). Partia ReAl ogłosiła w lutym br. Mamedowa swoim kandydatem na prezydenta. Centralna Komisja Wyborcza początkowo zarejestrowała opozycjonistę, ale tylko po to, by niedługo potem zakwestionować autentyczność 4982 spośród 41247 podpisów złożonych pod wnioskiem popierającym Mamedowa w wyborach (zgodnie z azerbejdżańskim kodeksem wyborczym każdy z pretendentów musi przedłożyć listę co najmniej 40 tys. podpisów poparcia). Pomimo protestów działaczy „Republikańskiej Alternatywy” Mamedow nie został dopuszczony do wyborów.

Prorządowa opozycja

Dzięki wyeliminowaniu najpoważniejszych kontrkandydatów Ilham Alijew może być spokojny o wynik październikowego głosowania (przeczytaj: Wybory prezydenckie w Azerbejdżanie odbędą się 9 października). Zastępczy kandydat Opozycyjnej Rady Narodowej Sił Demokratycznych, Dżemil Gasanli, mimo swojego akademickiego autorytetu, nie cieszy się popularnością azerbejdżańskiego społeczeństwa. Pozostałych ośmiu pretendentów do urzędu azerbejdżańskiej głowy państwa – bezpartyjny poseł do parlamentu Zahid Orudż, Araz Alizade (Partia Socjaldemokratyczna), przewodniczący Gudret Hesengulijew (Partia Zjednoczonego Ludowego Frontu Azerbejdżanu), Hafiz Hadżijew (Partia Musawat), Igbał Agazade (ugrupowanie Nadzieja), Feredż Gulijew (Ruch Odrodzenia Narodowego), Ilias Ismajłow (Partia Sprawiedliwości), Serdar Mamedow (Partia Demokratycznego Azerbejdżanu) jest związanych ze sprawującą władzę partią prezydencką Nowy Azerbejdżan lub, jako pracownicy administracji rządowej, wchodzą w szeregi tak zwanej kontrolowanej opozycji (przeczytaj tekst Anety Waszkiewicz w Nowej Europie Wschodniej: Z berłem w kieszeni)

Pewność siebie Alijewa łączy się z lekceważeniem procesu wyborczego okazywanym podczas formalnie trwającej kampanii wyborczej. Urzędujący prezydent nie postrzega innych uczestników walki o fotel prezydenckich za godnych siebie rywali, co manifestuje m.in. poprzez odmowę udziału w organizowanych przez azerbejdżańską telewizję debatach wyborczych. Ilham Alijew nie uważa za konieczne fatygowanie się do studia telewizyjnego, a zamiast siebie wysyła przedstawiciela, który z kartki czyta wypowiedzi prezydenta na wcześniej przesłane pytania. Reszty dzieła dokonują przedstawiciele reglamentowanej opozycji, którzy skutecznie odwracają uwagę widzów od programów wyborczych organizowanymi przez siebie skandalami na wizji (przeczytaj: Kampania wyborcza po azersku).

Status quo

Zwycięstwo i trzecia z kolei kadencja Ilhama Alijewa jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wyborów w Azerbejdżanie, z którym międzynarodowa opinia zdaje się już dawno pogodziła. Ani przeprowadzone dwa lata temu referendum, przyznające Alijewowi prawo do ubiegania się o prezydenturę wielokrotnie, ani przebieg obecnej kampanii wyborczej, nie wpłynęły na ograniczenie kontaktów politycznych czy gospodarczych Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych (ani tym bardziej Federacji Rosyjskiej) z Azerbejdżanem. Zachód, podobnie jak Kreml, postrzega reżim Alijewa przez pryzmat dostępu do surowców energetycznych, sprawiając że utrzymanie kontaktów i rozwijanie obiecującej współpracy z obecnymi władzami w Baku stanowi priorytet relacjach z azerbejdżańskim państwem. Wszystko wskazuje zatem, że 9 października nie wydarzy się nic co mogłoby naruszyć wygodne dla Rosji i Zachodu status quo.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY