Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Recenzja „PdK”: Mandarynki – 29. WFF

Przejmujący i wzruszający film Zazy Uruszadze to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto kocha Kaukaz, a także okazja do głębszej refleksji nad naturą ludzkiej nienawiści.

Wojna abchaska z 1993 roku była jednym z wielu konfliktów, które wybuchły po upadku Związku Radzieckiego. Do gardeł skoczyli sobie dotychczasowi sąsiedzi, których maszyna historii – wykorzystując zadawnione i zamrożone przez komunistyczną władze zatargi – wciągnęła w swoje tryby. W wyniku wojny zginęły tysiące ludzi, jeszcze więcej zmuszonych zostało do ucieczki ze swoich domów. Po kilkunastu latach Rosjanie postanowili jeszcze raz wykorzystać ten konflikt, rozniecić go na nowo i osłabić Gruzję, wspierając buntownicze republiki.

Dzisiaj Abchazja to biedny region zmagający się ze swoimi problemami. Gruzini wciąż nie chcą uznać republiki, na każdym możliwym kroku podkreślają, że są to wciąż ich ziemie. Historia, która w nowożytności zaczęła swój bieg w 1993 roku, wciąż kładzie się cieniem na kaukaskiej rzeczywistości.

Zaza Uruszadze, świetny i intrygujący gruziński reżyser, postanowił w swoim najnowszym filmie przypomnieć ten zapomniany na świecie konfliktu. Jednak – tu ważne zastrzeżenie – nie zdecydował się na kino wojenne sensu stricte, a na bardzo intymną, kameralną opowieść, której wymowa jest znacznie bardziej uniwersalna, choć jednocześnie pozostaje mocno osadzona w kaukaskiej rzeczywistości.

Już sam dobór bohaterów wskazuje na przewrotność gruzińskiego twórcy. Centralnymi postaciami w filmie o kaukaskiej wojnie Uruszadze ustanawia dwóch starszych… Estończyków. Ivo i Markus od lat mieszkają w Abchazji, gdzie hodują mandarynki. Choć wojna puka już do ich drzwi, mężczyźni wciąż zwlekają z wyjazdem. Liczą, że ze względu na swoją narodowość konflikt ich ominie, a zbiory uda się uratować. Rzeczywistość szybko weryfikuje ich plany: nieopodal nich dochodzi do starcia wrogich sobie sił, którą przeżyje dwóch żołnierzy – Gruzin i Czeczeniec. Ivo postanawia przyjąć ich pod swój dach i zająć się ich rehabilitacją. Tak fizyczną, jak i duchową.

Uruszadze, choć opowiada o wojnie, tka spokojny, kameralny i niespieszny obraz. Powoli kreśli portrety psychologiczne swoich postaci z których każda ma swój bagaż z przeszłości, tajemnicę, której nie chce zdradzić. Powoli odkrywane są coraz to nowe karty, a historia zyskuje coraz większej głębi. Tak jak my poznajemy bohaterów, tak i oni coraz lepiej poznają siebie, a dzielące ich do tej pory mury zostają zburzone. Na uwagę zasługuje świetna gra aktorska zarówno gruzińskich, jak i estońskich aktorów, która powoduje, że nawet proste z pozoru sceny elektryzują i trzymają w napięciu. Na oddzielne pochwały zasługuje nostalgiczna, magiczna i chwytająca za serce muzyka za którą odpowiada jeden z najlepszych gruzińskich zespołów – 33A.

„Mandarynki” to intymna i przejmująca opowieść o tym, jak bardzo wojna zabiera człowieczeństwo, dehumanizuje wroga, nadaje mu krwiożerczy rys. Tymczasem wszyscy zawsze jesteśmy osobami, za którymi stoi nasza przeszłość, marzenia, pasje, rodzina, uczucia. Wybór niespiesznej narracji idealnie pozwala nam to zrozumieć i zadać sobie pytanie o sens nienawiści, podziałów i wyobrażeniach na temat obcych.

Mocne, klimatyczne i wzruszające dzieło, które warto obejrzeć.

„Mandarynki”, reż. Zaza Uruszadze, 90 min. Estonia, Gruzja, 2013.

Wywiad z reżyserem

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY