Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Jewgienij Korniag: Białorusin boi się niestabilności

W Warszawie w dn. 17-20 października miała miejsce pierwsza edycja Eye on Culture Festival, nowego międzynarodowego festiwalu teatralnego. Pierwszego dnia jego trwania na Dużej Scenie Teatru Polskiego można było obejrzeć sztukę  „Spektakl nr 7” w wykonaniu Teatru Korniaga z Mińska. Z reżyserem i autorem sztuki, Jewgienijem Korniagiem, o tym, co to znaczy być Białorusinem i współczesnym teatrze białoruskim, rozmawia Joanna Kozioł.

Spektakl nr 7, Korniag Theatre. Eye On Culture Festival 2013. Autor: Michał Radochoński, Projekt Kreatywny Źródło: facebook.com/smik.eu

Spektakl nr 7, Korniag Theatre. Eye On Culture Festival 2013. Autor: Michał Radochoński, Projekt Kreatywny Źródło: facebook.com/smik.eu

Joanna Kozioł: O czym jest pański siódmy spektakl?

Jewgienij Korniag: O ludziach. O ludziach na Białorusi, o ich lękach, zmartwieniach. Strachu. I o ich próbie walki.

Walki o co i po co?

O życie. Żeby mogli żyć.

Jak?

Normalnie, ale dla każdego żyć „normalnie” znaczy coś innego. Oni chcą coś zmienić. Mają swoje problemy, ale pragną poprawy. Choć jest też strach i pytanie – zmieniać czy nie zmieniać? Okazuje się, że na Białorusi próbą odwrócenia losów może być nawet klaskanie w dłonie. Już nawet to jest zaczątkiem czegoś nowego.

Jaki jest współczesny Białorusin?

Wizualnie jest bardzo podobny do Europejczyka z Zachodu. Pracowałem w wielu krajach i wiem, że wszędzie są różni ludzie: od bydła do inteligencji.Tak samo jest w Mińsku. Słabo znam tych ludzi, którzy mieszkają w rejonach fabrycznych, którzy pracują w przemyśle. Wiem, że w zasadzie są to ludzie spokojni, cisi, gościnni. Stabilni. To znaczy – jak było kiedyś tak jest i teraz. Najważniejsze jednak jest to, że współczesny Białorusin wciąż nie postawił sobie podstawowego pytania – co to znaczy być Białorusinem? Czy w ogóle nim jestem? Dzisiaj jeżeli w Igrzyskach Olimpijskich nie biorą udziału białoruscy sportowcy to kibicujemy Rosjanom. Jesteśmy wciąż narodem, który nie posługuje się własnym językiem. Na dobrą sprawę nie wiemy do końca kim jesteśmy.

Czy w takim razie to jest podstawowy przedmiot lęku współczesnego Białorusina? Tożsamość?

Tak jak większość ludzi, Białorusin ma całą masę  problemów.  Boi się śmierci, ma  fobie, obsesje. Ale z pewnością najbardziej na świecie lęka się niestabilności.  Stale usiłuje się mu narzucić wizję, że u nas wszystko jest stabilne. Z pewnością Białorusini mają jakiś powód dla którego przywiązują taką wagę do tego stanu względnego spokoju.  Kiedy jest cicho, bez zmian –  wtedy czują się komfortowo. 

Stabilność dla jednych, dla drugich może oznaczać ograniczenie wolności, brak wsparcia idei alternatywnych względem ogólnie przyjętego ładu. Czy białoruski „wielki spokój” dokucza Panu jako artyście?

Na pewno jest ciężko jeżeli chodzi o pieniądze. Każdy z członków naszej grupy teatralnej zarabia pieniądze gdzieś indziej. Najpierw pracujemy oficjalnie, a potem wymyślamy spektakl, angażujemy się w sztukę. Często wiąże się to z koniecznością założenia pieniędzy na rzeczy niezbędne do zrealizowania przyjętego konceptu artystycznego. Tworzą się długi, które potem spłacamy naszą normalną pracą. A potem pojawia się pomysł na nowy spektakl, długi, praca, spłata… Tak to mniej więcej wygląda.

Czyli  można powiedzieć, że pracujecie jako wolontariusze?

Tak, nikt tutaj nie jest dlatego, że liczy na wielkie pieniądze – u nas wszyscy aktorzy pracują bezpłatnie.

Rodzi się więc pytanie o perspektywy rozwoju  teatru na Białorusi. Pańskie zdanie wydaje się potwierdzać opinie, które głoszą, że na Białorusi nic nie można zrobić w obszarze sztuki.

Dużo myślałem o tym dlaczego sztuka teatralna rozwija się w Rosji, Polsce czy na Litwie, a w Ukrainie i na Białorusi jesteśmy w absolutnym dole. Myślę, że prócz finansów może być to też kwestia języka. Gdy słyszę litewski czy polski, to wiem, że są to języki teatralne. Na  Białorusi dostrzegam za to język amatorski. Nie ma w nim czystego smaku. Mamy również problem z reżyserami, którzy zostali pozostawieni sami sobie i zamiast wypracowywać swój  teatralny gust, oddali się oni teatralnej samowoli. Liczy się to, co ładne, drogie, wystawne. Szkoda tylko, że przy okazji ich twórczość jest kompletnie o niczym, bez sensu i przesłania…

Czy tym jest właśnie obecnie teatr na Białorusi? Samowolką? Wystawną wydmuszką?

Z pewnością wielu ludzi, którzy chodzą u nas na przedstawienia, koncentruje się na dekoracjach, kostiumach, atmosferze pewnego teatralnego blichtru. Są po to, żeby się pokazać, a wielu naszych artystów im to ułatwia tworząc rzeczy eleganckie i… puste. To jest jednak tylko jedna strona medalu. Na Białorusi mamy przecież bardzo dobrych dramaturgów – Bogosławski, Rudkowski czy Paweł Priażko. Ten ostatni odbiera mnóstwo nagród i wyróżnień w Rosji, jest wręcz uważany za jednego z najlepszych rosyjskojęzycznych dramaturgów. Podstawowym problemem białoruskich autorów sztuk jest fakt, że nie są wystawiani na Białorusi. Na przykład Priażko jest na cenzurowanym, bo w jego sztukach pojawia się wulgarne słownictwo. Bogosławski został wystawiony dopiero niedawno, po długiej przerwie. Generalnie, sztuki białoruskich twórców zaczynają być wystawiane w kraju dopiero wtedy,  gdy zostaną nagrodzone gdzieś indziej.

Czyli młodym dramaturgom jest ciężko zaistnieć w kraju?

Dokładnie. Droga do sukcesu jest mocno okrężna, najczęściej wiedzie przez Rosję. Nasi dramatopisarze znani są wszędzie,  tylko nie w kraju – taka jest prawda. Co raz więcej ludzi zdaje sobie jednak sprawę z tego paradoksu i zaczyna pracować nad zmianą tej dziwnej sytuacji.

Pańskie sztuki najczęściej określa się mianem zaangażowanych społecznie. Czy uważa Pan, że teatr może coś zmieniać w społeczeństwach? Że wciąż ma taką siłę oddziaływania na człowieka, jak kiedyś? I wreszcie – czy w ogóle może być ciekawy dla współczesnego widza?

Po trzykroć tak. To prawda, żyjemy w rzeczywistości obrazkowej, telewizyjnej. To język sztuki filmowej jest dominujący. Tym samym być może najważniejszym zadaniem dla współczesnych ludzi teatru jest ukazanie różnic pomiędzy językiem kina a językiem teatru swoim widzom. Gdy oni je dostrzegą i będą rozumieli, że są to dwie kompletnie różne rzeczy, zmieni się też ich podejście – tak jak kina, będą potrzebowali teatru. Najważniejsze to zaprezentować im odpowiednią rzecz, bliską ich życiu. Gdy dostrzegą podobieństwo, gdy sztuka okaże się mówić o ich uczuciach, zostanie zrozumiana, widzowie sami zechcą chodzić na co raz trudniejsze spektakle. Potencjał jest więc ogromny, ale wszystko zależy od twórców – czy oni sami zechcą mówić o realnych problemach i rozterkach ludzi.

TEATR KORNIAGA „SPEKTAKL NR 7” (fragmenty)

Spektakl został wystawiony w Teatrze Polskim w Warszawie dn. 17 października 2013 w ramach pierwszej edycji festiwalu Eye On Culture Festival. Głównym organizatorem całego przedsięwzięcia było Stowarzyszenie Międzynarodowych Inicjatyw Kulturalnych (htttp://www.smik.eu). Eastbook.eu – Portal o Partnerstwie Wschodnim objął wydarzenie swoim patronatem medialnym.

Posłuchaj:

Posumowanie Pawła Lickiewicz, rzecznika prasowego Eye on Culture Festival i Redaktora Naczelnego Eastbook.eu dla Polskie Radia

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY