Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Gruziński krajobraz powyborczy – komentarz

Wczorajsze wybory na prezydenta Gruzji stanowią ważną cezurę w gruzińskiej polityce. Do końca tego roku z gruzińskiej sceny politycznej odejdzie dwóch jej największych aktorów – prezydent Micheil Saakaszwili, który kończy właśnie swoją ostatnią, drugą kadencję, i premier Bidzina Iwaniszwili, który zapowiedział odejście z polityki. Jaki będzie miało to wpływ na wewnętrzną sytuację w Gruzji?

Micheil Saakaszwili i Bidżina Iwaniszwili. Źródło: facebook.com/OfficialBIDZINAIVANISHVILI

Micheil Saakaszwili i Bidżina Iwaniszwili. Źródło: facebook.com/OfficialBIDZINAIVANISHVILI


Wysoki, ponad 60%, wynik kandydata rządzącej koalicji „Gruzińskiego Marzenia” we wczorajszych (27.10.2013) wyborach, z pewnością ucieszył premiera Bidzinę Iwaniszwilego i jego rząd – oto dobiegł końca okres dwunastomiesięcznej, trudnej kohabitacji z Micheilem Saakaszwilim w roli głowy gruzińskiego państwa. Najprawdopodobniej jednak rezultat najbardziej ucieszył samego zainteresowanego – Giorgi Margwelaszwilego. Kilka dni temu jego polityczny patron, premier Iwaniszwili, publicznie zagroził, iż jeśli nie zdobędzie on ponad 50% głosów i nie wygra w pierwszej turze, to powinien zrezygnować z dalszego udziału w wyborach (przeczytaj: Kandydat “Gruzińskiego Marzenia” stawia ultimatum). Szczęśliwie dla Margwelaszwilego poprzeczkę udało się przeskoczyć i może on teraz z podniesioną głową zakomunikować: – Panie premierze, melduje wykonanie zadania. Radość jest tym większa, że Margwelaszwili był i wciąż jeszcze pozostaje w Gruzji osobą mało znaną i niezbyt popularną. Jego wynik jest tak naprawdę odbiciem popularności premiera Bidziny Iwaniszwilego i koalicji „Gruzińskiego Marzenia”.

Swoją popularność Iwaniszwili (zobacz: Bidzina Iwaniszwili najpopularniejszym politykiem w Gruzji) zawdzięcza natomiast słabości opozycji i słabnącej pozycji ustępującego prezydenta Micheila Saakaszwiliego. Saakaszwili utrzymywał się u władzy od wyborów prezydenckich w styczniu 2004 r., a więc ponad 9 lat (w polityce to wręcz epoka). To niezwykle długo, biorąc pod uwagę ilość reform i zmian, jakie od tamtego czasu zostały wprowadzone w Gruzji. A zasługi Saakaszwilego w reformowaniu gruzińskiego państwa są nie do przecenienia, przede wszystkim w funkcjonowaniu administracji i służb państwowych (zniwelowanie powszechnej do tamtej pory korupcji),  zeuropeizowanie wektora gruzińskiej polityki zagranicznej oraz demokratyzacja państwa, czego dowodem są chociażby te wybory. Międzynarodowe misje obserwacyjne są tutaj zgodne: wybory przebiegły w sposób rzeczywiście wolny i demokratyczny.

Sam Saakaszwili w ostatnim czasie nie pomagał ani swojemu kandydatowi, ani samemu sobie. Skupienie się na antyrosyjskiej retoryce (jak chociażby kuriozalne wideo prezentujące fortyfikacje wybudowane za jego kadencji wokół Tbilisi – zobacz: Niedokończone bunkry Saakaszwilego ) i oskarżaniu obecnych władz o zdradę narodowych interesów na rzecz Rosji upowszechniło obraz prezydenta i jego partii jako monotematycznej, skorej do politycznych awantur i nie mającej żadnego pomysłu na rozwiązanie bieżących problemów obywateli Gruzji. Posługiwanie się wojenną retoryką jest korzystne dla krótkotrwałej mobilizacji elektoratu, w długotrwałej perspektywie zaś wywołuje zmęczenie i niechęć u wyborców. Niestety, Saakaszwili nie wyciągnął lekcji z porażki w wyborach parlamentarnych w zeszłym roku i nie zmienił swojego sposobu prowadzenia polityki. Kto zaś pozwala sobie popełniać te same błędy w polityce, ten skazuje się na porażkę na własne życzenie.

Oddać należy Saakaszwilemu natomiast jego godną podziwu postawę godzenia się z porażką wyrażoną wynikiem wyborczym. Podobnie jak rok temu, tak i teraz gruziński prezydent ze zrozumieniem odniósł się do woli większości gruzińskich obywateli. To nie jest typowa postawa dla przywódców w regionie Europy Wschodniej, a tym bardziej na Kaukazie. W tym roku mieliśmy okazją obserwować wybory we wszystkich krajach Kaukazu Południowego – kolejno w Armenii, Azerbejdżanie i Gruzji. Różnice w kulturze politycznej są ogromne. To właśnie sprawia, że osobiście patrzę na Saakaszwilego jak na rzeczywistego męża stanu gruzińskiego państwa i mam wrażenie, że to nie jest jego ostatnie słowo w gruzińskiej polityce. Saakaszwili jest wciąż politykiem stosunkowo młodym (dopiero 46 lat!), aktywnym, o dużej charyzmie i jeszcze większych ambicjach. Zapewne też jego powyborcza postawa ma swój cel – ustępujący prezydent chce zostać zapamiętany jako polityk, który wprowadził w Gruzji prawdziwie demokratyczne standardy i był im wierny do końca. Ten kapitał, w sytuacji kryzysu obecnych władz i rozczarowania gruzińskiego społeczeństwa, może w przyszłości zaprocentować i sprawić, że powrót „Miszy” będzie nie tylko możliwy, ale i oczekiwany.

Równie ciekawe jest zapowiedziane odejście z rządu Bidziny Iwaniszwilego. Gruziński premier ogłosił ustąpienie ze swojego stanowiska tuż po wyborach prezydenckich. Ta bezprecedensowa decyzja – jak określił ją niedawno Radosław Sikorski (zobacz: Szefowie dyplomacji Polski i Szwecji chwalą kampanię wyborczą w Gruzji (+ wideo) –  dodała zapewne kilka procent głosów kandydatowi „Gruzińskiego Marzenia” we wczorajszych wyborach. Iwaniszwili pokazał się w ten sposób jako polityk wiarygodny, który dotrzymuje danego słowa. Zapowiedział swoje odejście po ustabilizowaniu sytuacji w państwie i tak też zamierza zrobić. Jednak pozostaje pytanie, czy jego rezygnacja z funkcji szefa rządu będzie oznaczało jego faktyczne odejście z polityki. Iwaniszwili wciąż pozostanie bardzo wpływową osobą. Jak komentował zapowiedź odejścia z rządu Iwaniszwilego Sławomir Matusiak z Ośrodka Studiów Wschodnich: – Będziemy mieć sytuację, w której formalnie nie piastuje on żadnych stanowisk, ale wciąż pozostaje najbogatszym człowiekiem w kraju, najpopularniejszym politykiem, a na najwyższych stanowiskach znajdują się ludzie bardzo mu bliscy lub wręcz od niego zależni. Wydaje mi się, że byłby to bardzo niekorzystny dla Gruzji scenariusz. Mogłyby wtedy dojść do sytuacji, w której rzeczywisty ośrodek decyzyjny znajdowałby się poza strukturami państwowymi. Gruzja z dużym trudem budowała instytucje państwowe i procedury, dlatego byłoby to groźne dla kraju i mogło zniweczyć dotychczasowe wysiłki i osiągnięcia. (przeczytaj: “Wybory prezydenckie w Gruzji będą miały poważny wpływ na relacje z Unią” – rozmowa z Markiem Matusiakiem).

Zwycięstwo Margwelaszwilego nie będzie miało znaczącego wpływu na obecną politykę w Gruzji, głównie z powodu znacznie okrojonych kompetencji głowy gruzińskiego państwa. Gruzja wciąż będzie kontynuowała proeuropejską politykę zagraniczną, co zwieńczone zostanie najprawdopodobniej już w listopadzie parafowaniem umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i być może jej podpisaniem w przyszłym roku. Nie należy oczekiwać również zmian w dotychczasowych relacjach z Rosją. Mimo dojścia do władzy „Gruzińskiego Marzenia” z hasłami znormalizowania stosunków z północnym sąsiadem, to wciąż nie udało się tego dokonać. Co prawda woda Borjomi i gruzińskie wina wróciły na rosyjski rynek, ale sprawy o wiele ważniejsze – granice z Abchazją i Osetią Południową nie tylko zostały utrzymane, ale są nielegalnie przesuwane. Bardziej koncyliacyjne podejście obecnych władz w Tbilisi nic w tym względzie nie zmieniły, stały się raczej przyzwoleniem dla bardziej ofensywnych działań Rosjan. Paradoksalnie więc zwycięstwo Margwelaszwilego to niezła wiadomość dla Brukseli, a porażka obozu Saakaszwilego to dobra nowina dla Moskwy.

Zobacz więcej o wyborach w Gruzji:

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY