Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Sieviaryn Kviatkouski: Trzy przypowieści o moralności współczesnych Białorusinów

Minsk. Na placu Swobody dokładnie pomiędzy dwoma kościołami katedralnymi, prawosławnym i katolickim, znajduje się całodobowe „centrum rozrywki”: z automatami do gry, z ochroniarzami – karkami, z purpurowym aksamitem na ścianach i z półnagimi kelnerkami.

„Nie śmiecić, nie palić”, autor: Marco Fieber, źródło: flickr.com

Pewnego razu spotkałem koleżankę z czasów młodości, która od dawna już mieszka w jednej z europejskich stolic. To była kilka lat temu i wybór w okolicach mińskiego placu Swobody był ograniczony: nieliczne kawiarnie albo były otwarte do 23-tej, albo były całkowicie zapełnione. Poszliśmy porozmawiać do „centrum rozrywki”.

Koleżanka przekonywała, że dobrze zna białoruskie realia. Sama pochodzi z białoruskiej głuszy, gdzie od sowieckich czasów, aż do teraz nic się nie zmieniło. Ona – po latach w Europie niezależna kobieta sukcesu.

W lokalu prawie nie było gości. Na zegarze 00:21. Zbieraliśmy się do wyjścia i już w korytarzu ujrzeliśmy dwie młode, modnie ubrane dziewczyny. Sekwencja zdarzeń:

Ochroniarz: -Dziewczyny, nie ma miejsca!

Moja koleżanka zdziwiona patrzy na pustą salę, którą dopiero co opuściliśmy.

Dziewczyny pomiędzy sobą po białorusku:

– Boże ty mój, co teraz robić, co teraz robić?! Naprawdę nie ma miejsc?! Musimy przecież coś wymyślić!

Ochroniarz błyskawicznie: -Dziewczyny, wchodźcie, jest miejsce.

Dziewczyny wyjmują komórki i zaczynają szybko rozmawiać po angielsku. Kilka minut później pojawia się wielonarodowe towarzystwo. Wyjaśniło się, że dziewczyny towarzyszył grupie obcokrajowców, którzy przyjechali tutaj na jakąś konferencję.

– Widzisz – tłumaczyłem później swojej europejskiej koleżance – gdybyś o tej porze poszła tam bez mężczyzny, ciebie również by nie wpuścili. Automatycznie uznali by cię za prostytutkę.

Roli języka białoruskiego w życiu niezależnej kobiety w nocnym Mińsku już nie omawialiśmy.

***

Użytkowniczka portalu Livejournal o nicku bielameta:

Ojciec wysłał matkę do sanatorium nad jezioro Narocz. W dzień przypieka tam słońce, więc wyłączają ogrzewanie. A pokój matki znajduje się od północnej strony. Przychodzi do lekarki i skarży się, że musi spać tam pod trzema kołdrami, nie ma ogrzewania i jest zimno.

Lekarka: – A dlaczego pani śpi sama?

***

Użytkownik portalu Livejournal o nicku browar_dryhvy:

W Mińsku jest sklep „Czarodziej”, w którym jest dział z alkoholem. Jedyny taki punkt w okolicy, więc zrozumiałe, że gorzałę można kupić tylko tam. Wszystkie sprzedawczynie cieszą się szacunkiem miejscowych mężczyzn.

Stoję na przystanku, podjeżdża autobus. Masa ludzi, dla wszystkich nie wystarczy miejsc. Ludzie rywalizują między sobą: kto sprytniejszy, ten dostanie się do środka. Stwierdzam, że lepiej pójść pieszo. I tu nagle od strony metra biegnie jazgotliwa baba i krzyczy: „Przepuśćcie mnie! Przepuśćcie mnie! Spóźnię się do pracy!” Oczywiście, nikt jej nie przepuszcza. Przecież wszyscy spieszą się do pracy…

– Nic nie rozumiecie! Mam klucze do „Czarodzieja”!

Mężczyźni rostąpili się błyskawicznie. W towarzystwie ciągłych „Przepraszam, proszę wybaczyć!” kobieta wsiadła do autobusu.

autor: Sieviaryn Kviatkouski (ur. 1973r.) – białoruski pisarz, dziennikarz, bloger.  Od 2008 roku szef portalu budzma.org.

źródło: svaboda.org

tłumaczenie z j. białoruskiego: JK

korekta i redakcja: AO, TP

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY