Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Geopolityka a człowiek na Majdanie

Unia Europejska dała się wciągnąć w bezładną przepychankę z projektem integracyjnym Kremla. W efekcie stanęła o krok od zaprzedania swoich naczelnych wartości w zamian za pyrrusowe zwycięstwo w niezdarnej „geopolitycznej rywalizacji”.

Euromajdan, autor:  mac_ivan, źródło: Flickr

Euromajdan, autor: mac_ivan, źródło: Flickr

 

Postawię prowokacyjne pytanie:

Jak byśmy się czuli, gdyby Umowę Stowarzyszeniową w Wilnie podpisał prezydent, który bez chwili wahania wysyła garnizon oddziałów specjalnych przeciw garstce nieuzbrojonych studentów?

Faktem i realnym problemem jest, iż obecne władze w Kijowie nie bardzo mają pojęcie na czym polega Unia Europejska. Jednak problemy zaczną się, gdy zapomnimy o tym my.

Nasza Unia to nie tylko instytucjonalny związek rządów, banków itd. To przede wszystkim stowarzyszenie państw wyznających nasze, europejskie wartości, których urzeczywistnienie jest kluczem do osiągnięcia dobrobytu. Zarzucicie mi idealizm, ale ja nie wyobrażam sobie w Unii państwa autorytarnego. Dobrobyt nie następuje ot tak, zaraz po wstąpieniu do Unii. On jest efektem wewnętrznych przemian w państwie, płodem europejskiego modelu organizacji społeczeństwa.

Cztery filary idei integracji europejskiej to: prawa człowieka, demokracja, rządy prawa i wolny rynek. Przekuwając idee w czyn, stworzyliśmy europejski model państwa, którego pierwszorzędnym celem jest zapewnienie godnych warunków życia swoim obywatelom. Unia zaś, jako związek europejskich państw, jest więc raczej projektem społecznym, niż nowym, zachodnim supermocarstwem.

Wiem, że teza ta może wzbudzać grymas na twarzy wiecznie nieusatysfakcjonowanych eurosceptyków, niemniej taka jest prawda. U nas w Unii nie ma tylu przemożnych oligarchów, którzy zarządzają „swoimi” miastami na feudalną modłę. Nasze dochody rozkładają się o wiele równomierniej pomiędzy obywatelami, niż np. w przypadku Rosji, a własny biznes można prowadzić bez strachu przed agresywnymi służbami państwowymi, czy działającą pod ich przykrywką mafią.

W efekcie żyjemy w granicach organizacji o najwyższym poziomie dobrobytu na świecie. Jeśli gdzieś warto się urodzić, to u nas, w Europie! Wszystko to dzięki (już słyszę ten szyderczy śmiech realistów) wartościom. Na pytanie: „kto zyskuje na europejskim modelu państwa?” odpowiadam bez wahania: przede wszystkim normalni obywatele. To obywatel, a nie abstrakcyjna „strefa wpływów” jest naszą racją stanu.

Dlatego też nieporozumieniem jest wdawanie Unii w jakieś „geopolityczne rywalizacje”, do których zresztą Unia nie została powołana. Projekt Europejskiej Polityki Sąsiedztwa (ENP) jasno określa, iż jego celem jest budowa stabilnych, opartych na europejskich wartościach państw również za granicą Unii. Zważając na treść tych wartości, możemy śmiało stwierdzić, iż najważniejszym adresatem polityki zagranicznej nie jest rząd ani prezydent państwa ościennego, a jego przeciętny obywatel.

I to jest realna treść protestów trwających w Ukrainie. Z jednej strony mamy wierchuszkę: prezydenta, rząd, partię rządzącą, którzy w imię realizacji nie do końca określonego „interesu narodowego” są w stanie zgodzić się na budowę państwa, w którym 10% zarabia, a 90% klepie biedę.

Z drugiej strony zaś mamy lud, który wie czego chce, i wie, że najnormalniej w świecie chce żyć godnie i dostatnio. Bez względu (i słusznie) na konsekwencje swojej decyzji dla możnych w wygodnych fotelach i prezydenckich pałacach. Pytając manifestujących na majdanach: „Hej, a pomyśleliście o geopolitycznej racji stanu?” wywołałoby nie tyle poważną dyskusję, co pusty śmiech. Warto to przemyśleć.

Euromajdan na Eastbook.eu

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY