Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Anna Pająk

Majdan siłę ma niesamowitą – relacja podróży na Majdan

Grudzień 2013 roku. Spontanicznie postanowiłam się spakować i razem ze znajomym z Ukrainoznawstwa pojechaliśmy do Ukrainy.  Zobaczyć i doświadczyć rewolucji. Pokazać naszym przyjaciołom zza wschodniej granicy, że jesteśmy z nimi nie tylko duchem. Po tylu dniach protestów duch przecież nie wystarczał. Trzeba było krzyknąć „Sława Ukrajini!” w centrum Kijowa.

Grudzień w Kijowie 2013, autor:  Alexandra (Nessa) Gnatoush, źróło: Flickr.com

Grudzień w Kijowie 2013, autor: Alexandra (Nessa) Gnatoush, źróło: Flickr.com

Takim oto sposobem pociąg relacji Kraków-Przemyśl o godzinie 6.40 stał się pierwszym punktem tej szalonej wyprawy. Standardowo z Przemyśla trafiliśmy szybko do Lwowa. Kilkugodzinny przystanek w kulturalnej stolicy Ukrainy, by zobaczyć się z naszymi miejscowymi przyjaciółmi i zobaczyć lwowski Euromajdan. Tak, bo we Lwowie tak samo dudniła rewolucja. Na prospekt Szewczenki wyszli wszyscy studenci. Nie tylko zresztą studenci, bo wykładowców było również wielu. I mimo, że właśnie trwa sesja, oni stoją z flagami i w tym momencie nieważne jest to czy dziś miał odbyć się jakiś egzamin. Jeden z moich lwowskich znajomych przyszedł w tym dniu na zajęcia, ale pani profesor wchodząc do sali na powitanie zadała wszystkim obecnym pytanie: – Co wy tu robicie? Dlaczego nie jesteście jeszcze w Kijowie?, co automatycznie skłoniło zarówno jego, jak i kilku znajomych, żeby po prostu szybko kupić bilet na pociąg i jechać do stolicy. Można było jechać tam pociągiem albo po prostu jakimś autobusem, nierzadko bezpłatnie, gdyż na Facebook’u istnieje od wielu dni strona „Jak dojechać na Majdan?”, gdzie ludzie oferują darmowe przejazdy albo za śmieszne pieniądze. I tak właśnie przechadzając się po Lwowie widzieliśmy mnóstwo ludzi na ulicach w niebiesko-żółtych barwach. Lwowski Euromajdan trzeba jednak było szybko opuścić, bo pociąg do Kijowa czekał.

Godzina 22.00

Pociąg do rewolucji! Jechaliśmy plackartą i kiedy tylko weszliśmy, poczuliśmy że właśnie jesteśmy w prawdziwym centrum ukraińskości. Cały wagon był pełny ludźmi jadącymi na Majdan. Wzięli wolne w pracy, spakowali plecaki i po prostu pojechali. Chociaż na kilka dni. – Trzeba walczyć! – krzyczało wielu. Śpiewając ukraińskie pieśni pokazywali mi zapas flag i innych symboli narodowych, które ze sobą wzięli. Cała noc minęła na rozmowach na temat sytuacji w Ukrainie, jej historii i przyszłości. Przede wszystkim przyszłości. Rzeczywiście, opinii było wiele. Różne pomysły i motywy, ale jedno było pewne… „Kiedy, jeśli nie teraz możemy coś zmienić? ”. Wszyscy mieli dość kabaretu na ukraińskiej scenie politycznej. Wszyscy byli zgodni, że COŚ musi się zmienić, choć często nie wiedzieli tak naprawdę, CO.

Po kupieniu biletów powrotnych ruszyliśmy na plażę nad Dniepr. Miejsce,  gdzie można się zakochać w Kijowie. Gdzie nie było słychać krzyków, protestów… było cicho i pięknie

Kłyczko? Jaceniuk? Tiahnybok? Wszystko jedno, byle nie Janukowycz. Byle nie było powtórki z Pomarańczowej…Tu nie chodziło już o Unię Europejską, oni po prostu chcieli obalić władzę. – Nie chcemy być drugą Białorusią! dało się słyszeć co chwilę. Decyzja Janukowycza tylko przechyliła szalę…2013 rok był wyjątkowo trudny w Ukrainie. Kryzys gospodarczy, wzrost bezrobocia… to wszystko spowodowało, że Ukraina się obudziła. I wyszła na ulicę. Zaczęła krzyczeć pokazując, że zasługuje na lepszą władzę. Wielogodzinne rozmowy w pociągu musiały się skończyć o 7 rano, kiedy dojechaliśmy do stolicy. Cóż… nie można było próżnować, więc po kupieniu biletów powrotnych ruszyliśmy nad Dniepr, na tamtejszą plażę… miejsce,  gdzie można się zakochać w Kijowie. Gdzie nie było słychać krzyków, protestów… było cicho i pięknie. Dniepr ma w sobie jakąś magię.

Droga na Chreszczatyk. Tu rewolucję widać dosłownie na każdym kroku. Wszędzie dookoła flagi, plakaty, rewolucyjne hasła na murach… Sam Majdan siłę ma  niesamowitą! Porywa! Wielka Choinka Wolności staje się najważniejszym punktem w Kijowie. Koksowniki, namioty, jedzenie, ciepła herbata… przyszliśmy na festiwal? Wszyscy dookoła tak przyjaźnie nastawieni… Gdyby nie to, że ze sceny co chwilę da się słyszeć „Sława Ukrajini!” i w każdym niemal miejscu wiszą karykatury Janukowycza, naprawdę pomyślałabym, że trafiłam na jakieś święto… Udaliśmy się do budynku Rady Miejskiej, przejętego przez opozycję. W środku można dostać jedzenie, zasięgnąć pomocy psychologa, czy choćby się przespać, bo miejsca jest dużo. W tym momencie proszę w myślach tylko „Ukraino, zaskoczyłaś mnie tym, jak jesteś silna. Proszę Cię, nie padnij”. Cały dzień spędzony z protestującymi sprawia, że ulega się temu nastrojowi rewolucji. Na Majdanie co chwilę wychodzi ktoś inny na scenę, choćby po to, żeby krzyknąć „Nie poddawajmy się!”. Konsul, aktor, dziennikarz, pop… każdy może przemówić. Kiedy my stoimy z polską flagą na plecaku, często podchodzą do nas ludzie i pytają… „Powiedzcie… a jak żyje się w Europie?”. Częstują jedzeniem, oferują nocleg, dziękują za to, że jesteśmy z nimi. Poznaję Wiktorię Radik, przedstawicielkę Polonii w Kijowie, która proponuje mi gościnę u siebie. Stoi każdego dnia na Majdanie, jak mówi: – Każdy tutaj po pracy, o ile w ogóle do niej idzie, bierze flagę i przychodzi pod scenę… to niesamowite, że tak długo wytrzymujemy… Takiej silnej Ukrainy jeszcze nie widziałam.

Dwa dni spędziłam w Kijowie… na Majdanie… w pierwszych dniach grudnia 2013 roku. Szczerze? Tak strasznie żal mi było stamtąd wyjeżdżać. To miejsce dawało jakąś niepojętą siłę. Mam 22 lata. Urodziłam się i żyję w kraju, gdzie mogę tak naprawdę wszystko. Jeśli chcemy, mamy ogromne możliwości. Nauki, pracy, rozwoju. Zarówno w kraju, jak i za granicą. Ukraińcy mają je o wiele bardziej okrojone… To kraj, który od zawsze był wciśnięty pomiędzy dwa tak różne światy, stłamszony. Historia Ukrainy, to jednak temat na zupełnie inny artykuł…

Ja chciałam tylko napisać, że siedzę właśnie wygodnie w fotelu w Krakowie i myślę o wszystkich moich serdecznych przyjaciołach, którzy marzną tam w Kijowie, żeby wywalczyć sobie lepszy byt. I jest mi ich żal. I tęsknię za nimi. I podziwiam ich! Cieszę się jednak, że mogłam z nimi być chociaż tych kilka dni. Cieszę się, że w Kijowie podczas tak ważnych dla nich dni byłam, widziałam, krzyknęłam. Mała kropla w oceanie. Może to patetycznie brzmi, ale są momenty, w których patos się usprawiedliwia.  Dla mnie takim „momentem” były te grudniowe dni w Ukrainie 2013 roku.

Facebook Comments

Filolog ukraiński i studentka Rosjoznawstwa. Pilot wycieczek w kierunku: Ukraina, Rosja, Kaukaz. Te kraje też odwiedza i bada, jak często tylko może.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY