Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Pożar w Charkowie – euroazjatyckie standardy

8 stycznia, w budynku Charkowskiej Fabryki Biżuterii we wschodniej Ukrainie wybuchł pożar, w którym życie straciło ośmiu pracowników zakładu. Zarówno prawdopodobna przyczyna pożaru, akcja ratunkowa jak i przebieg śledztwa w tej sprawie dają klarowny obraz kondycji państwa ukraińskiego, które są zaprzeczeniem standardów europejskich.

Pożar

Płomienie doszczętnie strawiły dwa piętra wynajmowane przez spółkę „Charkowska Fabryka Biżuterii” w budynku większego zakładu, szerzej znanego w Charkowie jako „Chartron”. W trakcie pożaru na obydwóch kondygnacjach znajdowało się trzydziestu pracowników fabryki. Ośmiu z nich straciło życie w pożarze, dwudziestu dwóch udało się ocalić. Spośród ofiar śmiertelnych, dwie zmarły na skutek obrażeń doznanych podczas desperackiego skoku z okna płonącego budynku. Pozostałe sześć ofiar znaleziono w strawionym ogniem pomieszczeniu. Jak się później okaże, przyczyną ich zgonu było zatrucie gazami wydobywającymi się z płonących materiałów fabrycznych.

Zrzut z ekranu, źródło: youtube

Akcja ratunkowa, zrzut z ekranu , źródło: youtube

Akcja ratunkowa

Oddział straży pożarnej prowadzący akcję ratunkową w fabryce miał trudności z opanowaniem pożaru. Jak zeznają za pośrednictwem internetowych portali społecznościowych naoczni świadkowie wydarzenia, strażacy wyraźnie mieli problem z określeniem typu pożaru i dobraniem do niego odpowiednich środków gaśniczych. Ponadto, jak przyznają sami przedstawiciele miejscowej służby pożarniczej – ich wyposażenie nie obejmowało sprzętu niezbędnego do ratowania ludzi skaczących z okien. Jak zeznawała później krewna jednego ze zmarłych pracowników: „strażacy po prostu stali i patrzyli jak giną ludzie” [widać to dokładnie na filmie zamieszczonym poniżej – przyp. aut.].

Przyczyny pożaru

Śledztwo, a może raczej wyścigi spekulacji nad przyczynami pożaru rozpoczęły się zaraz po jego ugaszeniu. Według pierwszych doniesień straży pożarnej, wokół zwłok sześciu ofiar, które nie zdołały dobiec do okna znaleziono resztki jedzenia oraz szkło z rozbitych butelek. Od razu zaczęto więc podejrzewać, iż spożywali oni w trakcie pracy alkohol. Wersję tę wykluczono w dalszym toku śledztwa (w krwi zwłok ofiar nie było śladu alkoholu), jednak nie udało się zaprzeczyć faktowi, iż pracownicy spożywali posiłek w pomieszczeniu przeznaczonym do obróbki biżuterii, a zatem na stanowisku pracy. Dalsze rezultaty analiz określiły także prawdopodobną przyczynę pożaru jako wybuch spowodowany zaprószeniem ognia z użyciem materiału łatwopalnego. Ponadto, określono także, iż w pomieszczeniu, w którym wybuchł pożar, znajdowały się w tym czasie dwa rodzaje materiałów łatwopalnych: te, których normalnie używa się w toku produkcji i te, których nie powinno tam być, a zatem najprawdopodobniej przyniesione przez robotników. Według spekulacji internautów, ta druga kategoria to po prostu „nowa, urzędowa nazwa papierosa”. Oficjalna wersja nie potwierdza jednak tej teorii.

 

 

P-poż. po ukraińsku

Prędko po zakończeniu akcji ratunkowej powstało też pytanie: dlaczego pracownicy zakładu zdecydowali się na tak desperacki krok, jakim był skok z czwartego piętra z fabryki? Czy nie było innej drogi ucieczki? Odpowiedź znajdujemy we wstępnych ustaleniach śledczych, którzy odkryli, iż w zastanej sytuacji okna były faktycznie jedyną drogą wyjścia z budynku, gdyż pracownicy siedzieli w pomieszczeniu… pod kluczem. Odgrodzeni od reszty fabryki metalowymi drzwiami. Ponadto, nawet gdyby jakimś cudem zdołali wydostać się płonącej Sali, natrafili by na kolejną przeszkodę: brak zapasowych dróg ewakuacyjnych z budynku, nie wspominając już o braku wymaganych prawem oznaczeń. W toku śledztwa okazało się również, iż lokalny oddział straży pożarnej kilkukrotnie wcześniej sprawdzał budynek pod kątem spełniania wymogów norm przeciwpożarowych. Nigdy nie dopatrzono się żadnych (ale to żadnych) uchybień.

Śledztwo

W toku śledztwa prokuratura ustaliła wstępnie dwie hipotezy. Pierwsza określa jako przyczynę pożaru niedostosowanie fabryki do wymogów przepisów przeciwpożarowych, druga zaś niespełnianie wymagań stawianych przez przepisy o ochronie pracy (odpowiednik przepisów BHP). W obydwu przypadkach stwierdza się jednak, że w tragedii zawinił człowiek. W obydwu wypadkach odpowiedzialność w tej sprawie ponosi dyrektor fabryki. Prokuratura nie podała do publicznej wiadomości jego tożsamości, jednak z powszechnie dostępnych informacji o spalonym zakładzie pracy wnika, iż chodzi o Igora Ostroumowa. Po trzech dniach śledztwa określono go podejrzanym o nieprzestrzeganie regulacji BHP i p-poż w zakładzie pracy, za co grozi kara do 8 lat więzienia (sic!). Pośpiesznie wystawiono nakaz jego aresztowania i tu natknięto się na kolejny problem. Jak ustalono, Ostroumowa nie widziano w Charkowie od pożaru. Wzbudziło to podejrzenie śledczych, iż dyrektor umyślnie uciekł z miasta, by uniknąć konsekwencji za rażące naruszenia obowiązujących przepisów. Wydano wtem kolejny nakaz, tym razem wszczęcia poszukiwań. Milicja bezskutecznie kontynuuje je do dziś (16 stycznia).

Odpowiedzialność

Z racji na nieobecność Ostroumowa w Charkowie, nie za bardzo jest kogo ukarać, a przecież nie da się ukryć, że jest za co. Winnego dopatrzono się więc w Aleksandrze Wołobujewie, zastępcy szefa Straży Pożarnej obwodu Charkowskiego. Oficjalną przyczyną są naruszenia prawa podczas wspomnianych kontroli zabezpieczeń przeciwpożarowych w fabryce. Nikt nie jest w stanie ustalić, czego dokładnie dopuścił się Wołobujew, bo przecież nie on dokonywał kontroli. A jeśli odpowiedzialność ponosi zwierzchnictwo, to czemu on, a nie jego przełożony?

Zamiast konkluzji

Trzy dni po pożarze, 11 stycznia, w Charkowie odbyło się wszechukraińskie forum euromajdanów. Wydarzenie oczywiście nie mogło się odbyć bez adekwatnego kontrwydarzenia, a więc w tym przypadku anty-majdanowej kontrmanifestacji. Przeciwnicy integracji europejskiej Ukrainy zebrali się by wykrzyczeć wspólnie: „chcemy tu pracować, a nie szerzyć chore majdanowe idee!”.

Pracujcie. Powodzenia.

Film przedstawiający akcję ratunkową znajduje się pod tym linkiem.

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY