Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Walka o wschód Ukrainy

Jeszcze 22 lutego, kiedy zbierał się charkowski zjazd obwodów wschodnich i południowych, niemal wszyscy obserwatorzy obawiali się wysunięcia postulatów separatystycznych. Niepokoje się jednak nie potwierdziły – zjazd uchwalił tylko efemeryczną rezolucję „o wzięciu odpowiedzialności w regionach przez miejscowe władze”. Kilka godzin później jego inicjatorzy, mer Charkowa Henadij Kernes i przewodniczący charkowskiej administracji Mychajło Dobkin, byli już w Rosji. Wraz z nimi nie znikli jednak mieszkańcy wschodu. Znaczna ich część, choć rozczarowana postawą Janukowycza, nowych władz w Kijowie obawia się jeszcze bardziej.

Industrialny Donieck uważany jest za prorosyjski, autor: Vladimir Yaltskly, źródło: flickr.com

Industrialny Donieck uważany jest za prorosyjski, autor: Vladimir Yaltskly, źródło: flickr.com

Powrót wygnańców

W Charkowie po zniknięciu mera i przewodniczącego administracji protestujący zajęli siedzibę administracji państwowej – podjęto nawet próbę usunięcia pomnika Lenina, co spotkało się z niemal natychmiastową kontrakcją przeciwników Majdanu. Doszło do paradoksalnej sytuacji w której przeciwnicy mera Charkowa zajmowali budynek administracji, a jego zwolennicy koczowali wokół monumentu na pobliskim Placu Wolności.

Wówczas gruchnęła informacja o rychłym powrocie Kernesa do Charkowa.  Mer wystąpił przed zgromadzonymi na placu Wolności, gdzie obwieścił, że nie zamierza rezygnować z zajmowanej funkcji. Jeszcze bardziej zaskoczył przewodniczący charkowskiej administracji Dobkin rezygnując ze stanowiska gubernatora, z powodu… aspiracji prezydenckich.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto stał za ostatnimi decyzjami charkowskich decydentów. Odpowiedzi na to pytanie szukać należy w trasie ich podróży, która najprawdopodobniej biegła przez Moskwę, a następnie Genewę. Nie da się więc wykluczyć, że kandydatura Dobkina jest rosyjskim projektem mającym na celu sprowokowanie opozycji do postawienia Dobkina przed sądem. Według innego scenariusza najważniejsi politycy Charkowa mogli spotkać się w Genewie z blisko związanym z Julią Tymoszenko biznesmenem Ihorem Kołomojskim, który udzielił im gwarancji bezpieczeństwa w zamian za wysunięcie kandydatury Dobkina. W scenariuszu tym były gubernator miałby odebrać Witalijowi Kliczce część elektoratu na wschodzie kraju, a następnie odegrać rolę słabego rywala Tymoszenko w drugiej turze wyborów prezydenckich.

W sobotę nastąpiła eskalacja konfliktu. Uczestnicy prorosyjskiego wiecu wtargnęli do budynku administracji obwodowej zajmowanego przez stronników Euromajdanu. Rannych zostało ponad sto osób (w tym znany ukraiński pisarz Serhij Żadan). Nad budynkiem administracji wywieszono rosyjską flagę. Ogółem w manifestacji, podczas której przemawiali Kernes i Dobkin, uczestniczyło pięć tysięcy demonstrantów. W niedzielę w Charkowie (tym razem przeciwko interwencji rosyjskiej) protestowało około dwóch tysięcy osób.

Stosunek sił dwóch stron charkowskiego konfliktu wydaje się odpowiadać wynikom badań, które przeprowadzono w mieście jeszcze przed upadkiem Janukowycza. Według nich charkowskie władze popierało około 30 procent mieszkańców, a opozycję 10 procent (większość pozostawała obojętna wobec wydarzeń). Niejednoznaczność obecnej sytuacji w Charkowie, sprawia, że powtórzenie tam krymskiego scenariusza jest jednak wątpliwe.

Kijów zdaje się nie ma problemu po czyjej jest stronie, autor: Wojciech Koźmic, źródło: facebook.com

Kijów zdaje się nie ma problemu po czyjej jest stronie, autor: Wojciech Koźmic, źródło: facebook.com

Gubernator ludowy i kijowski

Do konfliktu na wzór krymskiego dojść może jednak w obwodzie donieckim.

Po przejęciu władzy w Kijowie przez Majdan jego przeciwnicy w Doniecku zaczęli zbierać się na niewielkich demonstracjach. W odróżnieniu od przymusowych mitingóworganizowanych przez poprzednią władzę, tym razem ludzie gromadzili się spontanicznie, skrzykiwali się przez media społecznościowe.

Na wiecach przeważa element jednoznacznie prorosyjski. Oddaje to dominująca na zgromadzeniu symbolika: wiele jest rosyjskich flag, gieorgijewskich wstążek, plakatów wzywających do obrony „przed banderowcami”. Na jednej z takich manifestacji powołano organizację społeczną Wschodni Front w celu „obrony przed ekstremistami”. Aktywne w ostatnich dniach są również partie Rosyjski Blok i Postępowa Socjalistyczna Partia Ukrainy oraz organizacje społeczne – Doniecka Ruś czy Obrona Doniecka. Największą aktywność wykazuje powołane na początku lutego Pospolite Ruszenie Donbasu.

Inne stanowisko zajęła część prominentnych polityków regionu. Przewodniczący administracji rejonowej Andrij Szyszacki, a wraz z nim najbogatszy ukraiński oligarcha Rinat Achmetow pośpieszyli z deklaracjami lojalności wobec nowej władzy. Bardziej wstrzemięźliwie do wydarzeń w Kijowie odnieśli się politycy donieckiej rady miejskiej. Na specjalnej sesji w piątek 28 lutego wezwali oni Kijów do odebrania broni demonstrantom w stolicy i na zachodzie kraju, przywrócenia ustawy językowej i zaprzestania narzucania zachodnioukraińskiej wizji historii. Zażądano też przerwania lustracji (która uderzyć może w część donieckich polityków) oraz wprowadzenia budżetowego federalizmu. W mieście wyraźnie zarysował się podział, na skłonnych do kompromisu z Kijowem regionałów i zdecydowanie niechętnych wobec jakichkolwiek prób współpracy z nową władzą zwolenników Pospolitego Ruszenia i innych prorosyjskich organizacji.

W sobotę podział ten unaocznił się na ulicach miasta. Pod budynek rady obwodowej na, miting poparcia dla lojalnego wobec Kijowa gubernatora Szyszackiego, ściągnięto dziesięć tysięcy pracowników przedsiębiorstw państwowych. Równolegle odbyła się konkurencyjna manifestacja zdominowana przez zwolenników antykijowskiego Pospolitego Ruszenia. Pospolite Ruszenie zebrało na placu Lenina, w centralnym punkcie miasta, co najmniej siedem tysięcy demonstrantów (najprawdopodobniej 10-15 tysięcy). Dominowały flagi Federacji Rosyjskiej, skandowano „Rossija” i „Berkut”, a akcja niewątpliwie była sterowana w znacznie mniejszym stopniu, aniżeli miting poparcia dla gubernatora.

Tego samego dnia doniecka rada miejska uznała język rosyjski oficjalnym językiem miasta, a Federację Rosyjską nazwała strategicznym partnerem Doniecka. Padła również zapowiedź przeprowadzenia referendum, które zadecyduje o przyszłości regionu. Ten postulat na razie jest dość niejednoznaczny, gdyż odpowiedzialność za referendum spoczywać będzie na władzy obwodowej, a ta od sobotniej nocy znajduje się w rękach nowego gubernatora, nominowanego przez Kijów biznesmana Serhija Taruty. Sytuację komplikuje fakt, że sobotni wiec ogłosił Gubarjowa „ludowym gubernatorem Donbasu”, a ten już podważył legalność nominacji Taruty i wezwał do organizacji protestu pod siedzibą administracji w poniedziałek.

O co grają Rosjanie?

Narastające protesty na wschodzie kraju prowokują pytania o ich inspirację. Opozycyjny deputowany z Batkiwszczyny Witalij Daniłow w stacji Espresso.tv poinformował, że około dwóch tysięcy ludzi biorących udział w charkowskim mitingu zostało zwiezionych autobusami z obwodu białogrodzkiego Federacji Rosyjskiej. Rzekomo właśnie oni sprowokowali zamieszki i bili uczestników Euromajdanu. Niezależnie od wiarygodności tej wersji, pewne jest, że obecne protesty na wschodzie kraju są w większym stopniu spontaniczne, aniżeli mitingi organizowane jeszcze niedawno w Charkowie i Doniecku przez Partię Regionów. Nie ma również wątpliwości, że wśród tłumu znajdują się rosyjscy aktywiści (rosyjską flagę na budynku administracji w Charkowie zawiesił mieszkaniec Moskwy). Co więcej, w Rosji sformowała się „Społeczna Samoobrona Ukrainy”, której celem jest formowanie grup wsparcia dla prorosyjskich protestów w Rostowie nad Donem i Białogrodzie, a następnie ich przerzut do Charkowa i Doniecka. Również przywódcy demonstracji na wschodzie kraju najpewniej pozostają w jakiejś formie kontaktu z Rosją. Tutaj, jednak jesteśmy zdani na domysły.

Wskazówek możemy szukać w sieciach społecznościowych. Na znajdującym się na portalu Vkontakte.ru  profilu „Społecznej Samoobrony Ukrainy” w ostatnich dniach częstym gościem jest znany rosyjski eurazjata Aleksander Dugin. Ten konserwatywny myśliciel, chociaż w przeddzień rosyjskich wyborów w 2012 roku zrezygnował z otwartego wspierania Władimira Putina, zachował pewne wpływy w środowisku prezydenta Rosji (przykładowo współpracuje z Klubem Izborskim, uznawanym za patriotyczny think-tank Kremla). Nie można więc wykluczyć, że jego środowisko jest łącznikiem pomiędzy Kremlem, a rodzącą się prorosyjską rewolucją na wschodzie kraju.

Ostatnie wydarzenia na wschodzie Ukrainy mówią nam również dużo na temat strategii Rosji wobec Kijowa – zwłaszcza jeżeli uwzględnimy w analizie kontekst Krymu. Już teraz widać, że Rosja nie liczy na klany oligarchiczne, ani tym bardziej nie próbuje kreować nowego lidera „błękitnych”. Widać za to pewną przychylność Moskwy wobec „twardogłowych” polityków Partii Regionów i jawne wsparcie dla organizacji prorosyjskich. Co to może oznaczać w praktyce?

Konflikt na Krymie jest pochodnią, od której ma zapłonąć wpierw Donbas, a następnie cały wschód i południe kraju. Pożar ten powinien doprowadzić, do przebudowy Ukrainy zgodnie z interesami rosyjskimi. Ich wymiar dobrze wydaje się opisywać mapa „Konfederacyjnej Republiki Ukraina”, którą można znaleźć na profilu przywódcy donieckich protestów w sieci Facebook. Zgodnie z nią Republika Krymu czy obejmująca wschód kraju Republika Nowej Rosji osłabią znacznie swoją zależność od Kijowa, a Ukraina stanie się luźno powiązaną federacją. Taki też scenariusz wydaje się pisać Kijowowi dziś Moskwa.

autor: Marek Wojnar

Tekst został oryginalnie opublikowany na portalu Nowa Europa Wschodnia.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY