Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Cudowski

Samochodem na Białoruś – test systemu BelToll

Postanowiliśmy odwiedzić znajomych w Mińsku. Wybór środka transportu był oczywisty – wszak Białoruś to raj dla kierowców: dobrze utrzymane, puste drogi, tanie paliwo, a na przejściu granicznym… jakoś to będzie. Radosny nastrój przed podróżą zmąciło jednak złowieszcze słowo „BelToll”, czyli system opłat drogowych, który wprowadzono 1 lipca ubiegłego roku na Białorusi. Z wyczytanych w internecie opinii wyłaniał się obraz zjawiska z pogranicza greckiej tragedii i amerykańskiego horroru.

Białoruskie drogi nie należą do zatłoczonych, autor: Ilya, źrodło: flickr.com

Białoruskie drogi nie należą do zatłoczonych, autor: Ilya, źrodło: flickr.com

Bo jak inaczej określić opinie głoszące, iż:

– Urządzenia wydawane w punktach obsługi klienta są przeważnie zepsute, a milicja nie słucha tłumaczeń, tylko wlepia mandaty.

– Urządzenia są często kradzione z samochodów, najczęściej przez wybitą szybę.

– System nalicza opłaty według własnego widzimisię.

– Za nierozliczenie się z BelTollem straż graniczna surowo karze przy wyjeździe z Białorusi.

– O zwrocie kaucji czy niewykorzystanej opłaty nie ma co marzyć.

I jeszcze wiele historii mrożących krew w żyłach. Dość wspomnieć, że system BelToll opracowała i wdrażała ta sama firma, która „zasłynęła” w Polsce ViaTollem…

Garść faktów

Ambasada Białorusi w Polsce informuje, że 933 km dróg w kraju jest płatna.

System BelToll funkcjonuje na całej autostradzie M-1/E 30 (Brześć — Mińsk — granica Federacji Rosyjskiej) (609 km), a także niektórych innych odcinkach dróg krajowych:

  • od 15 do 42 km drogi M-2-Mińsk — National Airport – „Mińsk”   (27 km);
  • od 9 do 41 km drogi M-3 Mińsk – Witebsk (32 km);
  • od 16 do 192 km drogi M-4 Mińsk – Mohylew (176 km);
  • od 21 do 65 km drogi M-5/E 271 Mińsk — Homel (44 km);
  • od 12 do 57 km drogi M-6/E 28 Mińsk — Grodno -granica Rzeczypospolitej Polskiej (Bruzgi) (45 km).

Dobre złego początki?

Gdy byliśmy już gotowi zrezygnować z samochodu, trafiliśmy wreszcie na stronę operatora systemu – www.beltoll.by. Ku naszej uldze, wrażenie z lektury było całkiem dobre: pełna polska wersja językowa, wyczerpujący instruktaż korzystania z systemu, lista punktów obsługi klienta, kalkulator opłat… Czyli kompletna i przejrzysta informacja. Ponieważ jednak brakowało mi paru szczegółów, napisałem po rosyjsku email do biura obsługi. Nie spodziewałem się specjalnie odpowiedzi, ale ta po dwóch dniach jednak przyszła. Na mój kolejny mail również była reakcja – krótka i rzeczowa odpowiedź. Wyglądało na to, że nie ma się czego bać.

Nieco spokojniejsi (ale mimo wszystko z gęsią skórką) przekroczyliśmy w środku nocy granicę w Kuźnicy Białostockiej. Na przejściu porozkładane są wszędzie ulotki z informacją o BelToll, więc można sobie w wolnym czasie poczytać. A wolnego czasu w Kuźnicy miewa się sporo… Praktyczną znajomość z BelTollem rozpoczęliśmy od tego, że przegapiliśmy punkt obsługi klienta na stacji Biełorusneft w Bruzgach. Był co prawda oznakowany, ale co z tego, skoro wjazd i tablicę kompletnie zasłaniał rząd ciężarówek parkujących na poboczu. Gdy dotarliśmy na miejsce, sprawę załatwiliśmy szybko i sprawnie. Akurat oprócz nas w punkcie nie było innych klientów, więc spisanie umowy, opłata, odbiór urządzenia i przyklejenie go do szyby zajęło ok. 15 minut, łącznie z przeczytaniem 6-stronnicowej umowy (dokument sporządzony po rosyjsku i angielsku). Pobrano od nas 20 EUR kaucji za urządzenie plus 25 EUR tytułem zasilenie konta pre-paid (jest także opcja post-paid, ale dostępna tylko dla samochodów o masie powyżej 3,5 tony). Koszt przejechania 1 kilometra przez samochód osobowy na odcinku objętym systemem wynosi 0,04 EUR, więc na trasę do Mińska i z powrotem powinno nam wystarczyć z dużym zapasem. Sympatyczna obsługa (mówiąca biegle po polsku) zapewniła nas, że cała kaucja oraz niewykorzystane środki z konta pre-paid zostaną nam zwrócone na konto w ciągu 72 godzin od zwrotu urządzenia. No, zobaczymy…

Warto w tym miejscu wspomnieć, że jest możliwość dodatkowego skrócenia procedury przez wcześniejszą rejestrację samochodu na stronie BelToll, wówczas czeka nas tylko podpisanie umowy i odbiór urządzenia. Jednak w takiej opcji trzeba zadeklarować swoją obecność w konkretnym punkcie o określonej porze, więc możliwość wydaje się bardziej przydatna dla firm rejestrujących kilka pojazdów. My zdecydowaliśmy się załatwić sprawę od początku do końca z „żywym człowiekiem” i – jak wspomniałem – nie zajęło to dużo czasu.

Tymczasem z nowym urządzeniem przyklejonym pod lusterkiem ruszyliśmy drogą M6 z Grodna do Mińska, która to trasa – jak wynikało z kalkulatora opłat na stronie BelToll – jest najtańszą opcją dojazdu od granicy do Mińska: na 300 km drogi płatne jest jedynie ok. 50 km. I faktycznie, minęliśmy tylko dwie bramownice, urządzenie pod lusterkiem dwukrotnie pisnęło, a z późniejszego rozliczenia wynikło, że za przejazd zapłaciliśmy ok. 2 EUR (taką samą kwotę podał wcześniej także kalkulator na beltoll.by). No ale nawierzchnia na M6 do najlepszych nie należy, więc relacja jakości usługi i ceny wydawała się odpowiednia.

Pikanie rośnie w miarę jeżdżenia

Podczas pobytu w Mińsku jeździliśmy trochę po okolicy, ale szczęśliwie nie trafialiśmy na płatne odcinki, więc urządzenie milczało. Ponieważ wjeżdżając na Białoruś spędziliśmy na przejściu w Bruzgach 8 godzin, postanowiliśmy wracać przez Brześć/Terespol, nie sprawdziliśmy jednak wcześniej kosztów tej trasy. A na drodze M1 urządzenie pokładowe piszczało jak oszalałe, czasem co parę kilometrów, bo na 360 km trasy płatne jest aż 330, więc podróż kosztowała nas ok. 15 EUR. Sporo, zwłaszcza że przed wprowadzeniem BelToll za pokonanie tej samej trasy na bramkach płaciło się łącznie, o ile pamiętam, 4 USD.

Po dojeździe do Brześcia okazało się, że zwrot urządzenia nie jest tu sprawą łatwą. Jedyny leżący przy trasie do granicy punkt obsługi klienta mieści się na stacji Biełorusneft przy Trasie Warszawskiej, jakieś 2 km przed przejściem, obok centrum handlowego Euroopt, zaś pozostałe (bodaj trzy) agencje są w centrum miasta, więc ich odwiedzenie wymaga odbicia od trasy. Dla osób jadących od strony Mińska nie ma żadnego oznakowania dojazdu do tych punktów, a przynajmniej my ich nie dostrzegliśmy, choć rozglądaliśmy się uważnie już od Kobrynia. Punkt przy Trasie Warszawskiej nie dość, że jest niewidoczny (leży po lewej stronie drogi i zasłaniają go bariery rozdzielające pasy jezdni), to jeszcze zjazd do niego jest możliwy (i oznakowany) jedynie od strony granicy. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że taka lokalizacja nie jest przypadkowa – z pewnością niektórzy podróżni spieszący się do granicy i nie mogący znaleźć punktu obsługi machną ręką i „podarują” państwu te parę euro… Choć trzeba uczciwie przyznać, że wszystkie punkty obsługi są oznaczone na mapce na stronie beltoll.by, z podaniem ich współrzędnych GPS włącznie, wystarczy więc wpisać dane do nawigacji.

Droga w Białorusi, autor: Bjatta, źródło: flickr.com

Gdy po zwiedzeniu okolicy i rozpytaniu kilku miejscowych wreszcie dotarliśmy do punktu BelToll na Warszawską, formalności u miłej pani trwały 2 minuty – oddaliśmy urządzenie, a w zamian dostaliśmy wydruk ze szczegółowym rozliczeniem. A kilka dni później nadpłata faktycznie wpłynęła na nasze konto. Z kronikarskiego obowiązku napiszę, że np. kaucja za urządzenie w wysokości 20 EUR została pobrana z naszego konta złotówkowego w kwocie o ok. 7 zł wyższej, niż wyniósł zwrot. Nie chce mi się wgłębiać w groszowe rozliczenia, ale mam wrażenie, że wynikało to raczej z różnicy kursów walut niż pazerności banku czy operatora. Wydaje mi się także, że w przypadku płatności gotówką (punkty przyjmują tylko białoruskie ruble) zwrot nadpłaty jest realizowany w stosunku 1:1 również gotówką (także w BYR). Ale nie testowałem, więc pewności nie mam.

Dodać także wypada, że – wbrew hiobowym wieściom – nikt nas nie zatrzymywał, nie kontrolował ani nie groził mandatami. Kontrola urządzeń odbywa się ponoć głównie zdalnie i faktycznie widzieliśmy kilka samochodów inspekcji transportowej drzemiących niby bez celu na poboczach.  Maksymalna kara za brak aparaciku czy puste konto wynosi dla osobówek 100 EUR, czyli sporo mniej niż np. za brak winiety autostradowej w Czechach czy Austrii.

Ostatecznie żałowaliśmy, że nie wybraliśmy drogi powrotnej przez Berestowice/Bobrowniki, bo wydaje się, że relacja kosztu przejazdu do jakości trasy jest tu optymalna – z M1 zjeżdża się w Baranowiczach na P99, która jest porządna i szeroka. Odległość z Mińska do granicy wynosi ok. 300 km, płatny odcinek ma ok. 120 km, z konta znika zatem ok. 5 EUR. Także po polskiej stronie droga jest dobra – przez cały Białystok wiedzie teraz nowa, wygodna trasa średnicowa łącząca się z S8.

Podsumowując pierwsze doświadczenia z BelToll mogę stwierdzić, że trudno się do systemu o coś poważniejszego przyczepić. Może tylko o to, że pokonanie niektórych odcinków jest znacznie droższe niż wcześniej, choć zmiany jakościowej nie widać, ponadto oznakowanie punktów obsługi klienta mogłoby być lepsze.

Jednak w połączeniu z:

koszmarnymi, nieprzewidywalnymi kolejkami na granicy (w Kuźnicy na wjazd czekaliśmy bez wyraźnego powodu 8 (słownie OSIEM) godzin, choć portal granica.gov.pl zapowiadał JEDNĄ, podobnie jak tablice świetlne na S8.  Powrót przez Terespol zajął niecałe trzy godziny,

drożejącym paliwem (w lutym br. 1 l ropy do diesla kosztował 0,96 USD, rok wcześniej – 0,86),

wysypem radarów (zdecydowana większość z nich działa – sprawdzone)

wyjazd własnym autem na Białoruś jest zdecydowanie mniej pociągający niż jeszcze rok temu. Zwłaszcza, że – jak wieść gminna niesie – można już całkiem tanio do Mińska polecieć (oprócz białoruskich linii latają też polskie oraz ukraińskie), albo skorzystać z tanich i podobno coraz bardziej komfortowych połączeń autobusowych, które mają dodatkowo pierwszeństwo na przejściach granicznych.

 

Przeczytaj również: Samochodem na Białoruś – poradnik praktyczny

Facebook Comments

Dziennikarz warszawski, rocznik '70, od kilkunastu lat specjalizujący się w tematyce inwestycji na europejskim rynku nieruchomości. Z wykształcenia rusycysta, absolwent Wydziału Filologii Rosyjskiej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Tłumacz języka rosyjskiego i angielskiego, miłośnik literatury słowiańskiej, emocjonalnie i rodzinnie związany z Białorusią.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY