Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Z Sewastopola with love!

W tym roku, w dniu moich urodziny, moi krewni i przyjaciele dzwonią do mnie i życzą mi… przede wszystkim, żeby był pokój. Co się stało? Czy świat stanął na głowie? Sytuacja w moim mieście drastycznie się pogorszyła? Czy to wymyślona blokada informacyjna? Dlaczego wszyscy myślą, że u nas jest wojna, że czołgi jeżdżą po naszych ulicach, a przy każdym mieszkańcu Sewastopola stoi rosyjski żołnierz z automatem?

 

Spokojny Sewastopol z nadzieją patrzy w przyszłość, autor:  mr. Wood, źródło: flickr.com

Spokojny Sewastopol z nadzieją patrzy w przyszłość, autor: mr. Wood, źródło: flickr.com

 

Chciałabym opisać sytuację w Sewastopolu, by ludzie znali, co się dzieje nie z Twittera i artykulików w Internecie, skąd trudno zrozumieć gdzie jest prawda, a gdzie kłamstwo. Ale z wnętrza… Od człowieka, który tu żyje, który tu się urodził i dorastał, który wie, co obecnie dzieje się w umysłach i sercach mieszkańców Sewastopola.

Fakt, jesteśmy inni. Nigdy nie identyfikowaliśmy się z Ukrainą, nie znamy tekstu ukraińskiego hymnu, nie uczyliśmy się ukraińskiej poezji. Nie zmusisz nas, byśmy mówili po ukraińsku i nie kochali Rosji. Jesteśmy po prostu zupełnie inni. Od dawna kleiliśmy naklejki z rosyjską flagą i pytaniem – „Kiedy?” – na nasze samochody. W naszych duszach mieliśmy trójkolorową flagę (symbolizujący trójkolorową flagę Rosji, przyp. tł). Szczerze kochamy Rosję i uważamy ją za swoją ojczyznę. I nigdy nie wątpiliśmy, że do niej wrócimy.

Dwadzieścia lat żyliśmy, jak przybrane dzieci. Dwadzieścia lat starano się, byśmy się zmienili. Jak przybrani rodzice wychowują swoje dzieci „pod siebie”, tak i ukraińskie władze starały się zrobić z nas Ukraińców, zabraniając nam uczyć się języka ojczystego, nazywając nas „Moskalami”, przekształcając historię i próbując nową jej wersję wepchnąć w głowy naszych dzieci. Czekaliśmy cierpliwie, by pewnego dnia Rosja przyszła i nas zabrała…

I pojawiła się szansa! Szansa, której los nam nie dawał, przez wszystkie te lata! Szansa, której nie mogliśmy przegapić… I stało się możliwym, by wstać i krzyknąć „Chcę do Rosji!”, stało się możliwym, by wywiesić rosyjską flagę i śpiewać rosyjski hymn.

Nie jesteśmy ekstremistami. Po prostu chcemy do domu. Po prostu zmęczyło nas już czekać, co nam jeszcze zostanie zabronione. Jesteśmy dumni z naszego kraju, jesteśmy dumni z naszej historii, języka i kultury. Nas tak długo próbowano zmusić, by nie lubić wszystkiego, co rosyjskie, że dziś chcemy krzyczeć o miłości do swojej Ojczyzny więcej i więcej!

I kiedy czytam, że Rosja jest agresorem i okupantem, chce mi się śmiać. Kiedy dostają pytanie „i jak tam wojna” – pukam się po głowie.

U nas jest spokojnie! Naprawdę spokojnie. Nie wybijamy witryn sklepowych, nie rzucamy koktajlami mołotowa i nie bijemy się z milicją. Rosyjskie wojska nie celują do nas z karabinów, witamy ich z radością kwiatami. Nas nikt nie terroryzuje i nie namawia do wojny… Ale oczywiście wiemy, że jeśli coś… Moskwa nas nie zostawi. Zawsze to wiedzieliśmy. Czy to samo można powiedzieć o Kijowie?

Obecnie, w te dni, jesteśmy zjednoczeni jak nigdy! Jesteśmy zdeterminowani, by żyć pokojowo. I zwyczajnie chcemy do domu. Ta nasza nadzieja, która pojawiła się u nas… Żal byłoby ją stracić. Przecież możliwe, że drugiej szansy wrócić do domu już nie dostaniemy.

U nas jest naprawdę spokojnie. Przyjeżdżajcie i zobaczcie! Tylko broń zostawcie w domu, z nią obecnie na Krym nie wpuszczają…

Tł. Mateusz Bajek

Artykuł został napisany przez mieszkającą w Sewastopolu krymską Rosjankę. Autorka nie chciałaby publikować swoich danych. Tłumacz i dobry znajomy autorki zdecydował się na publikację artykułu, gdyż ma pewność, że jego twórczyni, w odróżnieniu od większości publikujących w polskim Internecie „osób” nie jest botem, lecz przedstawia opinię swoją i swoich bliskich.

Tłumacz artykułu chciałby zastrzec, że poglądy autora tekstu nie są tożsame z jego poglądami.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY