Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Siarhei Astrautsou

Dlaczego Białorusini marzą o Karcie Polaka

W Grodnie można spotkać ludzi zajętych poszukiwaniem w swoich żyłach chociażby dziesiątej części polskiej krwi. Sami mieszkańcy Grodna wymyślili anegdotę: „pytają kolejnego odwiedzającego, czy zna polski hymn. On podskakuje. A któż go w naszym mieście nie zna? „Sto lat, sto lat!”

Dworzec  kolejowy w Grodnie, autor: Marco Fieber, źródło: flickr.com

dworzec kolejowy w Grodnie, autor: Marco Fieber, źródło: flickr.com

Na ulicy w Grodnie spotykają się zmartwieni ludzie: jak dostać Kartę Polaka? To jest dopiero marzenie!
-A ty jeszcze nie masz?
-Ja? Ja- nie. Nawet nie mam podstaw.
-U mnie też szczególnie nie ma. Wydaje mi się, że babcia chodziła do pierwszej klasy polskiej szkoły. Trzeba to tylko udowodnić.

To rozumie się samo przez się, że mogła uczyć się w polskiej szkole, bo innych nigdy nie było! Można spotkać ludzi zajętych poszukiwaniem w swoich żyłach chociażby dziesiątej części polskiej krwi. Jestem ciekawy tylko jak oni to określają? Inni mają łatwiej- dziadek służył w Wojsku Polskim lub nawet brał udział w kampanii wrześniowej w 1939 roku.

Znajomy etnograf lubi ze mnie zażartować: Białorusini, jak to się mówi, są patriotami tylko w słowach: jako pierwsi rzucili się, na Kartę Polaka! Na ten dokument mogą liczyć potomkowie wszystkich mieszkańców (obywateli dawnej Polski) byłych Kresów, które sięgały prawie do Witebska. Dzisiaj mieszkają oni na terytorium całej Białorusi, przemieszali się, pożenili się z mieszkańcami dawnej Wschodniej Białorusi . Może to oznaczać, że za pewien czas cały kraj, mówiąc przykładowo, z powodu jednego człowieka będzie bardziej kochać nie Białoruś, ale Polskę, która razem z Kartą Polaka daje konkretne ulgi.

Polska w tym wypadku działa jak wiarygodny związek zawodowy. Powiedzmy, że tak jak „Solidarność”. On wyciąga do ciebie rękę, podtrzymuje za ramię . Wszyscy chcą się masowo zapisać. Któż sobie tego odmówi? Jeżeli twój „związek zawodowy” cię nie chroni, a tylko odlicza z twoich zarobków  pieniądze na swoje utrzymanie? Od niego możesz tylko oczekiwać, że znowu czymś cię zaskoczy. A to nagle wartość zarobków straci 3 razy na swojej wartości, a to władza upokorzy cię przydomkiem „narodziec”*.

Do autobusu na przejściu granicznym w Kuźnicy Białostockiej wchodzi polski sierżant-żartowniś, by zebrać paszporty. Wiele dziewczyn i kobiet, około dziesięciu spośród nich, ma Kartę Polaka. Sierżant zadaje im z uśmieszkiem pytanie konkursowe, sprawdzające otrzymanie Karty. Święto Konstytucji, Święto Niepodległości? Moja sąsiadka dostaje pytanie „z brodą”: kto był pierwszym królem Polski?
-Bolesław Chrobry- odpowiada.
Sierżant robi duże oczy.
-Dopiero drugi raz, odkąd pytam usłyszałem prawidłową odpowiedź- przyznaje się.

Skąd się wzięła Karta Polaka? Przypominam: rok 2005. Grodno. Zjazd Związku Polaków. Białoruskie władze są oburzone: przewodniczącym został wybrany nie „ich” człowiek. Jak to? Dlaczego? Coś takiego nie może mieć miejsca! Kto tu rządzi? Ministerstwo Sprawiedliwości anuluje wyniki wyborów. Pada sugestia, by powtórnie zebrać delegatów i wybrać odpowiedniego człowieka (zaczynają się gorączkowe poszukiwania kandydata). Teraz oburzone kierownictwo ZPB odmawia wykonania polecenia. I zaczyna się nierówna walka: milicja, areszty, sąd. Wszystko kończy się wejściem OMON-u do siedziby ZPB w Grodnie, zatrzymaniem tych, kto się tam znajdował. Po wszystkim milicjanci zajęli budynek „w celu ochrony” przed aktywistami.

Władza zorganizowała inny, swój Związek Polaków, ten wcześniejszy został uznany za nielegalny. I najprawdopodobniej nie zostanie uznany przez obecne władze za legalny, dopóki nie upłynie „nieokreślony” okres czasu. Nie należy do przyjemności patrzenie na nowych przewodniczących Związku Polaków, tym bardziej, że zostali oni  wybrani przez władzę. Jeden, na przykład, nie był członkiem ZPB i nie posługiwał się językiem polskim, konferencje prasowe po objęciu ( czy może nadaniu) swojego stanowiska prowadził po rosyjsku.

Na co w ogóle liczyła władza: że Polska tak jak wcześniej będzie finansować ZPB, a ona będzie dyktowało swoje zasady gry? Jednym słowem, karać i nagradzać wedle własnego uznania? Bardzo naiwne! Czyżby państwo miało zbędne pieniądze na to, by samodzielnie finansować swój nowy ZPB? Wątpliwe. Opowiem całkiem świeży przykład, który to zobrazuje. Poproszono mnie bym znalazł artykuł z czasopisma „Magazyn Polski”, z tego okresu, gdy nikt jeszcze nie niepokoił organizacji. Gdzie szukać? W bibliotece ZPB, tym bardziej okazja do tego, by zerknąć, co się dzieje u „prorządowych”.

Na drzwiach (biblioteka znajduje się w suterenie) – informacja po rosyjsku: „ Jestem w dziale przeróbki”. Gdy wychodziłem z budynku, u góry otworzyło się okienko i całkiem ładna kobieta po rosyjsku zapytała, czego potrzebuję? Nie bez zdziwienia odpowiedziałem jej po polsku. Następnego dnia kartka na drzwiach była tak jak wcześniej na swoim miejscu. Wszedłem na piętro wyżej, drzwi do kierownictwa ZPB były zamknięte.

Następnego dnia zadzwoniłem do biblioteki. Automatyczna sekretarka powiedziała: ten numer telefonu jest teraz nieaktywny. Poszedłem po raz trzeci. Teraz, specjalnie na mnie, na drzwiach budynku ZPB czekała napisana po rosyjsku notatka: „Bibliotekarz jest na zwolnieniu lekarskim i będzie chory jeszcze przez prawie cały miesiąc”.

Dlaczego władze państwowe zdecydowały się w 2005 roku pokazać ZPB, gdzie znajduje się ich miejsce? Skąd to całe zamieszanie? Powodem może być chyba tylko oficjalny raport o działalności Związku Polaków. Wszystko zostało rozebrane na części pierwsze. Wniosek: dzieci członków ZPB korzystają z przywilejów: otrzymują pomoc humanitarną, regularnie jeżdżą na letnie obozy w Polsce. Pojawił się u nich nich kompleks „wyższości”, co rodzi niezdrową atmosferę w szkołach, pozostali uczniowie odczuwają swoją inność, zwłaszcza gdy dzieci członków ZPB chwalą się przed nimi.

Uczucia narodowe to sprawa delikatna. W takich przypadkach mówi się, że wymaga to chirurgicznej precyzji, a nie „końskich lekarzy”. Przypominam: w odpowiedzi na sytuację ZPB Polska, w 2008 roku zaczęła wydawanie Karty Polaka, aby pomóc polskiej mniejszości.Nie wykluczone, że w polityce narodowościowej władza bierze przykład ze Stalina (nie znając innych). Jednak on najpierw zezwolił na stworzenie Białoruskiej SRR i wyraził zgodę na białorutenizację, a dopiero potem przeszedł do represji. A oni zaczęli od zamknięcia białoruskich szkół i prześladowania za białoruskość.

Nie należy do rzeczy przyjemnych patrzenie na to jak władza próbuje przeszkodzić w rozpowszechnianiu Karty Polaka. Przyjmuje pewne postanowienia, zakazy. Ale spójrzmy na to trzeźwo: jedynym wyjściem, by nie stracić twarzy, jest wprowadzenie Karty Białorusina. Ale na swoim podwórku władza bawić się nie umie i nie będzie. Po co władzy zagraniczni Białorusini, jeśli nawet swoi są niepotrzebni? Szyderczo, nieprzychylnie, ze smakiem przezywa ich „świadomymi”. Dlatego oni, świadomi Białorusini, coraz częściej patrzą w stronę Polski, pielęgnują w duszy nadzieję o wyjeździe do Polski. Jeżeli już o tym mówimy: najbardziej aktywnym białoruskim działaczom, dziennikarzom, pisarzom z Białegostoku nie wydano białoruskich wiz.

Wszędzie ceni się świadomych obywateli, tylko naszej władzy podobają się nieświadomi, „Białorusini według danych w paszporcie” . Ni rak ni ryba. To jasne, że takimi ludźmi jest łatwiej rządzić. Władzy nie jest żal Białorusinów, dla niej to tylko „narodziec”. Jednak nie wszyscy zgadzają się z tym przezwiskiem.

Na początku roku podano liczbę wydanych Kart Polaka: 42 tysiące. Jednak nikt nie wie ile jeszcze osób je otrzymało i otrzyma w przyszłości. Chętnych jest coraz więcej. To, co najważniejsze, to znaleźć w sobie chęci i podstawy do otrzymania karty. I oczywiście trzeba nauczyć się kliku prostych rzeczy: kolory polskiej flagi, kilka dat i zwrotów- „dzień dobry”, „dziękuję bardzo”, „do widzenia.”

Z dyskusji na stronie internetowej: „Chęć polskich władz, by pomóc swoim rodakom i przywrócić ojczyźnie swoich obywateli (tak jest tam napisane) jest czymś zrozumiałym i godnym pochwały. Problem w tym, że Kartę Polaka chcą otrzymać ludzie, którzy nie zawsze nawet wiedzą jak wygląda godło i flaga Polski.” Nie wiemy, czy naprawdę tak jest, ale sami mieszkańcy Grodna wymyślili anegdotę: „pytają kolejnego odwiedzającego, czy zna polski hymn. On podskakuje. A któż go w naszym mieście nie zna? „Sto lat, sto lat!”

Jak czasami mawiał Sokrat Janowicz: w każdym Białorusinie można znaleźć kroplę żydowskiej krwi. Tym bardziej nie warto się martwić o kroplę polskiej krwi. Tak więc nie wykluczone, że za pewien czas władza nagle, ku swojej radości, dowie się, że wreszcie zmniejszyła się ilość świadomych Białorusinów. I, co ich zasmuci, że świadomych Polaków stało się więcej (czego, oczywiście, władza zupełnie nie oczekiwała). I być może wreszcie pożałuje tego, że nierozważnie „najechała” kiedyś na polskich aktywistów. Jednak „pociąg” odjeżdża coraz dalej i podróż powrotna nie została przewidziana. Niestety, на жаль.

* narodziec (ros. народец) – mały naród; Aleksander Łukaszenka określił tym mianem Białorusinów; zdrobnienie uznawane za obraźliwe;

 

źródło: svaboda.org

tłumaczenie z j. białoruskiego: JK

korekta: AO

Facebook Comments

Mieszka w Grodnie. Z wykształcenia dziennikarz. Redagował tygodnik “Pagonia”, pracował w gazecie “Svaboda”. Obecnie współpracuje z Radio Svaboda, prowadzi swój blog na stronie www.svaboda.org, do ostatniego czasu pod tytułem “Dziennik pisarza”. Pisze na wspólne tematy polsko-białoruskie. Ukończył Szkołę Pogranicza w Sejnach.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY