Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Wywiad z Andrijem Sadowym: Rewolucja skończy się wtedy, kiedy Ukraina przystąpi do UE

Trudno zaprzeczyć, że prezydent miasta Andrij Sadowy stał się najpopularniejszą osobą we Lwowie. Jest na pewno  jedynym politykiem w regionie, którego notowania po ośmioletnim okresie sprawowania tego urzędu wzrosły. Czy na fali rewolucji Euromajdanu prezydent Lwowa ma szanse na większe sukcesy polityczne? Mieszkańcy Lwowa często mówią o tym, że prezydent ich miasta jest bardziej ceniony w kraju niż w samym Lwowie. Każdy ma swoje powody do tego, by go lubić lub nienawidzić. Jeśli zaś chodzi o wybory, to Andrij Sadowy zawsze znajduje się w czołówce.

Фото: Roman Kravets

Andrij Sadowy. Zdjęcie: Roman Kravets. Źródło: Eastbook.eu

„Krym jest okupowany”

Jak Pan ocenia bieżącą sytuację na Krymie?

– Część ukraińskiej ziemi jest okupowana przez Rosję. Jest to wielkie nieszczęście dla narodu ukraińskiego. Do najważniejszych zadań należy dzisiaj ratowanie ludzi tak, aby czuli się bezpiecznie. Do Lwowa przybywa obecnie dużo mieszkańców Krymu, pomagamy im w zapisywaniu dzieci do szkół czy przedszkoli. Wielu studentów również planuje przeniesienie się z krymskich uczelni do Lwowa. Zrobimy wszystko, co jest możliwe, aby odbyło się to szybko i bez problemów.

O azyl w obwodzie lwowskim poprosiło na razie ponad półtora tysięcy mieszkańców Krymu.

– Oni już przybyli. Mieszkańcy Krymu jadą również do innych obwodów. W tej sytuacji odpowiedni program pomocy powinien zostać opracowany przez państwo. Dzisiaj gościnnie otworzyliśmy drzwi naszym braciom. Jeśli natomiast chodzi o dalszy ich pobyt, należy rozwiązać sporo problemów socjalnych, związanych z czynszami, z opłatami za świadczenia, które zamierzają uzyskać ci ludzie itd. Wie Pan, jak to jest, kiedy ktoś mieszkał w jednym mieście, a potem nagle przeniósł się do innego i pyta – a co dalej? Trzeba wiedzieć, przyjechał on na zawsze czy tymczasowo? Powstaje tu sporo pytań i myślę, że w ciągu jednego miesiąca sytuacja nie wyjaśni się.

A jak obecnie wygląda sytuacja?

– Obecnie przyjmujemy ludzi i pomagamy im, jak tylko się da.

„Romantycy robią rewolucję, a cynicy korzystają z jej osiągnięć”

W jednym ze swoich wywiadów powiedział Pan: – Kiedy proponują pozbyć się tych lub innych polityków, pytam się: a kto przyjdzie na ich miejsce? Chcemy rewolucji. Jakich rewolucji? Rewolucje moim zdaniem nie doprowadzą dziś do niczego dobrego. W związku z tą wypowiedzią zadaję Panu pytanie: czy „doprowadziła” do czegoś dobrego rewolucja, która miała miejsce w Ukrainie w ciągu ostatnich miesięcy?

– Ta rewolucja jeszcze się nie skończyła. Rozpoczęła się od demonstracji studenckiej na placu we Lwowie, następnie było pobicie studentów w Kijowie, potem – pobicie rodziców i zabójstwo setek osób. Ta rewolucja nadal trwa. Myślę, że skończy się wtedy, kiedy wzrośnie poziom życia naszych ludzi, kiedy będą się czuli bezpiecznie, kiedy godność człowieka będzie szanowana oraz kiedy przystąpimy do Unii Europejskiej. Tylko wtedy powiem: OK, rewolucja dobiegła końca. Zanim to nastąpi, powinniśmy mieć się na baczności. Nie powinniśmy pozwolić cynikom na skorzystanie z osiągnięć rewolucji. Przecież tak jest, że rewolucję zawsze robią romantycy, a z jej skutków korzystają cynicy.

Wspomniał Pan o UE. Niedawno Štefan Füle oświadczył, iż Ukraina w związku ze skomplikowaną sytuacją w kraju może zostać przyjęta do UE. A pełniący obowiązki ministra spraw zagranicznych Ukrainy, Andrij Deszczyca, w wywiadzie dla jednej z gazet zaznaczył, że już do końca tego roku mogą zostać zniesione wizy do Unii Europejskiej dla obywateli Ukrainy. Jak Pan sądzi, te słowa są bluffem czy prawdą?

– Do końca tego roku Ukraina podpisze Umowę Stowarzyszeniową z UE (w całości). Teoretycznie kraj może zostać pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, ale w związku z tym należy wykonać cały szereg zobowiązań. W pierwszej kolejności chodzi o implementację prawa. Gdyby zamiast zajmowania się podziałem stanowisk politycy pracowali po 24 godziny na dobę, to teoretycznie można byłoby dość szybko podołać tę drogę. Jeśli zaś popatrzymy na Czechy, Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, te kraje powoli podążały tą drogą. Trwało to przez lata. Ukraina mogłaby to zrobić szybko, jednak jest mało prawdopodobne, że do końca roku zostanie pełnoprawnym krajem członkowskim UE. Chociaż jeśli UE podejmie się takiej niemającej precedensu decyzji politycznej, będę się tylko cieszył.

Czy sami Europejczycy gotowi są do tego, aby wpuścić nas do swojego domu?

– Oni zaczynają już uświadamiać sobie, że wspólnie z Ukrainą będą znacznie bezpieczniejsi niż jeśli Ukraina będzie gdzie indziej. Wtedy przecież czekają na nich wielokrotnie większe wydatki na bezpieczeństwo niż te kwoty, których Ukraina potrzebuje na odbudowę swojej gospodarki.

– Lwów w ubiegłym miesiącu wyglądał zupełnie inaczej. Wtedy podczas tak zwanej „nocy gniewu” został zniszczony niejeden oddział milicji, prokuratura, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i cały szereg innych budynków. Dlaczego tak się stało? Dlaczego nikt na to nie zareagował?

– Proszę nie wyolbrzymiać ilości strat. To, że zostały zniszczone pokoje w dzielnicowych rewirach milicyjnych, jest faktem. Prokuratury miejskiej natomiast nikt nie dotknął, do SBU tylko weszli i wyszli. To, że w prokuraturze obwodowej zostało stłuczonych kilka okien, nie jest dużym problemem, można je naprawić. Kiedy do ludzi we Lwowie docierały wiadomości o śmierciach ich bliskich w Kijowie, podnosiło to stopień wrzenia krwi, który osiągał wtedy szczyt, a z tego skorzystali prowokatorzy, którzy skierowali agresję ludzką na „potrzebne” tory. Chciałbym jednak podziękować mieszkańcom miasta, dlatego że podobnego poziomu samodyscypliny we Lwowie nie było od dawna. Faktycznie w ciągu kilku godzin udało się nam zorganizować w mieście municypalną drużynę porządkową, kierownicy wielu przedsiębiorstw oddelegowali swoich przedstawicieli i rozpoczęło się obywatelskie patrolowanie miasta. W nocy na patrolowanie wychodziło ponad tysiąc lwowian. W tym okresie poziom przestępczości spadł dwu- i trzykrotnie. To jest faktem.

Ale akurat tej nocy na ulicach Lwowa nie było żadnych służb porządkowych, panowała zupełna wolność. Byłem świadkiem tego, jak z okien prokuratury obwodowej ludzie wyrzucali stosy papierów (jak rozumiem, były to ważne dokumenty), wyrzucali również kanapy, komputery itp. Dlaczego nikt nie zareagował na te działania?

– A kto miałby zareagować? Milicja? Ona w całości uciekła, jej przedstawicieli się bali, ponieważ służyli reżimowi. To oni aresztowali ludzi, wszczynali sprawy karne. Dzisiaj również budzi zdumienie ten fakt, że już prawie od miesiąca we Lwowie nie ma nowego naczelnika milicji, nie został rozwiązany problem z kierownikiem SBU w obwodzie lwowskim. Brakuje również innych nominacji. Organy porządkowe zostały zdemoralizowane. Potrzebujemy kierowników cieszących się pewnym poziomem zaufania. Musi zostać przeprowadzone opiniowanie tych pracowników, którzy pozostali w służbach porządkowych, żeby nie nadużywali stanowisk służbowych, jak to się działo przez wiele poprzednich lat.

„Dla Janukowycza Lwów był bajecznym miastem”

Na swojej stronie na Facebooku opublikował Pan plan, w którym zostały naszkicowane konkretne zadania dla samorządu lokalnego. Jednym z jego punktów było przeprowadzenie w jesieni 2014 roku wyborów we wszystkie lokalne organy władzy. Ponowne wybory prezydenta miasta również zostały w nim przewidziane?

– Oczywiście.

Wystartuje w nich Pan?

– Jeśli te wybory odbędą się, a ja będę się cieszył zaufaniem ludzi, wtedy można będzie o tym rozmawiać. Dlaczego mówię o ponownych wyborach? W jednym mieście jest taka sytuacja, w innym zaś inna. Gdzieś wybory zostały przeprowadzone uczciwie, a gdzie indziej były sfałszowane, dlatego potrzebujemy zresetowania. Zmian powinni dokonywać ludzie cieszący się zaufaniem, a dziś należy bardzo dużo pracować.

Wiem, że nie lubi Pan podobnych pytań, dlatego sformułuje swoją myśl inaczej. Niedawno została przeprowadzona sonda internetowa „Na kogo zagłosowałbyś podczas wyborów prezydenckich 25 maja?”. Podczas tego badania uzyskał Pan 14,343 głosów i został liderem. Jak odbiera Pan ten wynik?

– Jestem żywym człowiekiem. Cieszę się, kiedy mnie chwalą. Ale rozumiem, w jakich czasach żyjemy. Mówienie o jakichkolwiek ambicjach, kiedy część naszego terytorium jest okupowana, kiedy tak dużo pracy przed nami, byłoby moim zdaniem niepoprawne.

Wspominał Pan również o ponownych wyborach do parlamentu. Ma Pan partię „Samopomoc”. Czy planuje Pan wysunąć ją na wyborach?

– Na pewno decyzja dotycząca wyborów zostanie podjęta podczas zjazdu partii, ale chciałbym, aby partia pomogła Ukraińcom we właściwy sposób spojrzeć na siebie. Mój cel jest bardzo prosty – żeby do władzy dochodziły czyste, otwarte i profesjonalne osoby. Nie mam listy osób, których chciałbym zobaczyć wśród deputowanych. Moją zasadą jest zapraszanie do objęcia władzy najlepszych, najbardziej profesjonalnych ludzi. Zawsze działam w ten sposób, gdy zatrudniam pracowników. Zatrudniam nie tych, którzy chcą, a tych, których potrzebujemy dzisiaj najbardziej.

A kogo potrzebujemy dzisiaj najbardziej?

– Mądrych ludzi mających dobre doświadczenie, dobre wykształcenie, gotowych zaoferować część swego życia, aby zbudować kraj, w którym chciałoby się żyć.

Kto należy do Pana partii?

– Są to młode i nieobojętne osoby, po prostu pozytywni i uczciwi ludzie.

Czy są wśród nich znane osobistości?

– Nigdy nie polowałem na celebrytów. Uważam, że dziś jest ważne, aby się wykazać czynami, pracą, a nie imionami.

Poprzez Internet każdy może zobaczyć, w jakich warunkach żył były prezydent Ukrainy. Kosztowności, złote batoniki oraz temu podobne rzeczy. Czy znał Pan Janukowycza osobiście, czy spotykał się kiedyś z nim Pan? Czy wykazywał on w jakiś sposób ten swój „brak prostoty”?

– Kontaktowałem się z Janukowyczem podczas jego wizyt roboczych do Lwowa, kiedy zgodnie z protokołem powinienem znajdować się razem z nim w samochodzie. Kontaktowałem się z nim również w ramach Rady Regionów, do której składu wchodzili wszyscy przewodniczący rad i administracji obwodowych oraz prezydenci największych miast.

Innych okazji do obcowania z nim nie miałem. Pamiętam swoją pierwszą rozmowę z Janukowyczem, który wtedy jeszcze obejmował stanowisko premiera. Jechaliśmy mikrobusem ze Lwowa, wydaje się, do Złoczowa, gdzie miało się odbyć podpisanie porozumienia obwodu z Gabinetem Ministrów. Janukowycz dużo opowiadał o sobie, o swoim dzieciństwie, o tym, jak marzył o podróży do Lwowa – dla niego było to miasto z bajki. Jak rozumiem, jego dzieciństwo przebiegało w biedzie. Kiedy biedny człowiek osiąga władzę, to później przez całe życie dąży do zrekompensowania tej biedy i bardzo często dążenia te wykraczają poza wszelkie granice – jest to święta zasada. W cywilizowanym świecie na wysokie stanowiska wybierane są zazwyczaj osoby, które mają ustabilizowane życie i nie ulegają pokusom wzbogacania się. Jest to dosyć delikatna kwestia, nie zawsze jeszcze brana pod uwagę przez ukraińską politykę.

Wracając do tematu rewolucji. Wcześniej relacje Pana z partią „Swoboda” były dość skomplikowane…

– Dlaczego były? Są.

Czyli Euromajdan was nie pojednał?

– Wstąpiliśmy w nową fazę. Jeśli wcześniej w radzie miejskiej „Swoboda” była w większości i trwały tam bardzo żmudne dyskusje, to dzisiaj do „Swobody” należy przewodnicząca administracji obwodowej, Iryna Sech, i Pan Machnicki, który jeszcze rok temu przewodniczył komisji rolnej w radzie miejskiej, a teraz został pełniącym obowiązki prokuratora generalnego Ukrainy. Jesteśmy dzisiaj na zupełnie innym etapie życia.

Czy odczuwa Pan jakieś naciski?

– Ciśnienie atmosferyczne – tak. Wpływa ono codziennie na każdego z nas. Jeśli mówić o innych naciskach, to są one zawsze. Dlatego, że zawsze ktoś woli, aby prezydent miasta na coś przymykał oczy i podpisywał to, czego chcą deputowani. A deputowani, dochodząc do władzy, zaczynają patrzeć na miasto, jak na dużą spółkę akcyjną. Rozumie Pan? Jesteśmy w takim okresie, który nasze państwo powinno przetrwać.

Ostatnie pytanie do Pana nie jak do prezydenta miasta, a jak do zwykłego Ukraińca. Jeśli, broń Boże, będą miały miejsce działania wojenne, czy gotów jest Pan stać w obronie ojczyzny z bronią w ręku?

– Tak.

„Tak” i tyle?

– A jak mogłoby być inaczej?

Tłumaczenie z języka rosyjskiego: Ludmiła Slesariewa

Zdjęcie na stronie głównej: Kyrylo Kalugin / Flickr

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY