Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Kłodą w rosyjskiego niedźwiedzia

Ogłoszenie przez Władimira Putina nowej doktryny rosyjskiej polityki zagranicznej wyznacza jakościową zmianę w podejściu Federacji Rosyjskiej do krajów tzw. bliskiej zagranicy i Zachodu. Orędzie prezydenta Rosji wygłoszone 18 marca w Sali Georgijewskiej na Kremlu stało się początkiem wielkiej, dyplomatycznej ofensywy. Obecne wydarzenia na wschodzie Ukrainy są pierwszym i zapewne nie ostatnim punktem planu nowego podejścia władz w Moskwie. Odpowiedź Zachodu powinna być zdecydowana.

.

Doktryna Putina w praktyce

Choć wystąpienie Władimira Putina nie jest tak naprawdę nową koncepcją zewnętrznej polityki Federacji Rosyjskiej (przeczytaj analizę Marka Menkiszaka z Ośrodka Studiów Wschodnich), to niezwykle otwarty i radykalny ton wypowiedzi rosyjskiego prezydenta sygnalizuje istotną zmianę w podejściu rosyjskich władz w sferze stosunków międzynarodowych. Słowa Putina pełne fałszywych oskarżeń wobec Zachodu („działania USA i Europy to już nie są nawet podwójne standardy, to prymitywny i nachalny cynizm!”), półprawd i niekonsekwencji (bezpodstawne porównywanie przypadku aneksji Krymu do casusu Kosowa. Przeczytaj: Dlaczego przyłączenie Krymu przez Rosję jest bezprawne) oraz klasycznego odwracania kota ogonem („Nasi zachodni partnerzy wolą kierować się nie prawem międzynarodowym, tylko prawem silniejszego”) nakreśliły rosyjską narrację wydarzeń na Ukrainie. Dla przekonania całego świata o swoich racjach uruchomiona została na niespotykanej dotychczas skalę dyplomatyczna i propagandowa machina (polecam: The World Through The Eyes Of Russian State Television).

Zobacz orędzie W. Putina (jęz. ros.):


Rosja uczyniła więcej dla ukraińskiej niepodległości niż jakikolwiek inny kraj – przekracza kolejną granicę absurdu minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w opublikowanym przedwczoraj (07.04.2014) artykule dla brytyjskiego The Guardian. Działania Rosji, według szefa rosyjskiej dyplomacji, to ochrona ukraińskich braci przed perfidnym i obłudnym Zachodem (a więc już nie tylko rosyjskojęzycznych obywateli), który „starał się zmusić Ukrainę do bolesnego wyboru między Wschodem i Zachodem próbując pogłębić różnicę wewnętrzne” (rosyjski dyplomata zapomniał jednak o ultimatach stawianych Ukrainie przez własnego pryncypała, zob. Ukraina pomiędzy Uniami), w czym niebagatelną rolę odegrał podstępny program Partnerstwa Wschodniego. Rola Polaków została zresztą już wcześniej zdemaskowana informacją podaną przez Władimira Władimirowicza na temat organizowanych na terenie Polski i Litwy szkoleniach ukraińskich aktywistów (klasyczne Radio Erywań: w rzeczywistości szkolenia rzeczywiście miały miejsce, tyle że nie demonstrantów, a funkcjonariuszy Berkutu, i tak naprawdę nie w Polsce, a w Niemczech).

Federalizacja, czyli deeskalacja

Rosja oczywiście dysponuje antidotum na toczące Ukrainę choroby przeniesione z Zachodu. Rozwiązaniem ma być federalizacja ukraińskiego państwa dokonana poprzez „prawdziwą reformę konstytucyjną, która zapewniłaby prawa wszystkich ukraińskich obwodów i odpowiadałyby na oczekiwania południowo-wschodnich regionów”. Tak ma wyglądać terapia rekomendowana przez rosyjskich „lekarzy” (tym razem Rosjanie nie postulują konieczności chirurgicznego cięcia, jak w przypadku Krymu, chociaż wciąż obecne na granicy wojska są w stanie przeprowadzić stosowną operację w razie rozprzestrzeniania się „faszystowskiego” wirusa). Nie ma wątpliwości, że zalecenia są słuszne, z tą drobną adnotacją, że pacjent tej operacji raczej nie przeżyje.

Postulowana przez rosyjskie władze koncepcja federalizacji ma w rzeczywistości doprowadzić do zmniejszenia kontroli Kijowa nad lokalnymi władzami w poszczególnych obwodach. Jak zauważa Tomasz Kułakowski na blogu w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych: – Rosja liczy na to, że obwody, które z czasem przekształcą się w autonomię, będą orientować się na Moskwę, nie Kijów. Dzięki temu Rosja będzie miała coraz większy wpływ na to, co się dzieje na całej Ukrainie, aż do rozciągniętego w czasie podziału ukraińskiego państwa. Rosyjski plan ma już swoją nazwę: deeskalacja, którą ochoczo zaaprobowali niemieccy politycy (polecam wywiad z niemieckim europarlamentarzystą Elmarem Brokiem. Znamienne, że niemieckiemu politykowi kryzys na Ukrainie, na podstawie tylko jemu znanych przesłanek, kojarzy się z sytuacją przed I, a nie II Wojną Światową).

Putin niedźwiedź. Źródło: putinator.com

Putin niedźwiedź. Źródło: putinator.com

Dyplomatyczne perpetuum mobile

Przyjęta przez przewodzące Europie Niemcy polityka obniżania napięcia prowadzi de facto do realizacji postulatów Moskwy. Niechęć do zaostrzenia sankcji wobec Rosji podyktowana interesami gospodarczymi i postawieniem na dyplomatyczne próby wyjścia z kryzysu gra na korzyść Kremla. Dzięki temu Rosja ma wolną rękę, aby skutecznie eskalować sytuację na Ukrainie przy pomocy „wschodnioukraińskich aktywistów” dając w ten sposób cały arsenał argumentów na rzecz podjęcia środków deeskalujących napięcie. To swoiste polityczne perpetuum mobile (eskalacja – deeskalacja) ma doprowadzić Europę do zmęczenia „ukraińskim problemem” i w konsekwencji do poparcia propozycji Moskwy.

Rosja podejmując się interwencji na Ukrainie liczy na zwycięstwo pragmatyzmu Europy i chęci kontynuowania współpracy za wszelką ceną ze strony europejskich polityków. Innymi słowy oczekuje, że Zachód postąpi tak, jak został on zdefiniowany przez rosyjskiego prezydenta – wykaże się amnezją, politycznym cynizmem i stosowaniem podwójnych standardów. Nie po to przecież uruchomiono dla usprawiedliwienia rosyjskich działań tak szeroki zakres medialno-dyplomatycznych zabiegów, aby w połowie drogi do dokonania podziału Ukrainy Rosja miała nagle zawrócić. Zwłaszcza widząc dość mocno ograniczoną i nieadekwatną wobec rosyjskich działań odpowiedź Unii Europejskiej.

Niedźwiedź i kłoda

– Putin działa jak niedźwiedź. Rozgląda się, obserwuje reakcje, odczekuje, jeśli widzi, że reakcja była słaba, idzie dalej. Ta metoda jest starą metodą imperializmu rosyjskiego i nie zostanie ani na moment zarzucona. Putin będzie dokładnie tak postępowałprzewiduje dalsze rosyjskie działania europarlamentarzysta Paweł Kowal. Jak wiadomo, na niedźwiedzia jest tylko jeden sposób – kłoda. Sposób przedstawiony przez rosyjskiego dysydenta Władimira Bukowskiego (w książce I powraca wiatr…):

Gdzieś w pobliżu niedźwiedziego tropu ukrywa się na sośnie przynętę, zazwyczaj stęchłe mięso. Na najniższym grubym konarze tej sosny przywiązuje się potężną kłodę, ale tak, by zasłaniała ona dostęp do przynęty i jednocześnie kiwała się swobodnie na linie. Niedźwiedź, czując przynętę, włazi na pień i natrafia na kłodę. Zgodnie ze swoją naturą nie próbuje jej nawet ominąć, lecz odsuwa i lezie dalej. Kłoda, kiwnąwszy się, wali niedźwiedzia w bok. Misiek wścieka się, pcha kłodę mocniej, ona oczywiście wali go jeszcze mocniej, niedźwiedź – jeszcze mocniej, kłoda – jeszcze mocniej. Wreszcie kłoda wali z taką siłą, że go ogłusza i strąca z drzewa.

Tylko od stosownej reakcji Zachodu, a więc nałożenia bolesnych na Rosję sankcji (kłoda), zależeć będzie czy Ukraina stanie się dla rosyjskiego niedźwiedzia fatalną w skutkach przynętą czy też łatwo zdobytą strawą.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY