Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Donieck, miasto kontrastów

Donieck, miasto kontrastów. Skrajny przepych miesza się z najpełniejszymi kadrami od Hugo-Badera. Wspaniały stadion za 400 milionów dolarów, „Diament Donbasu”, a paręset metrów dalej zrujnowane kopalnie, o których ostatnie, co by człowiek powiedział, to to, że są czynne i pracują, że codziennie na czterech zmianach przewija się przez nie 4-5 tysięcy pracowników.

Panorama Doniecka z parku Donbas Areny. Autor: Tomasz Piechal Źródło: Eastbook.eu

Panorama Doniecka z parku Donbas Areny. Autor: Tomasz Piechal Źródło: Eastbook.eu

Dla mnie miasto matecznik „Partii Regionów” już na zawsze pozostanie związane z postacią 49-letniego Jurija „Szachtiora” (Jurij Górnik). Etniczny Rosjanin, urodził się w rodzinie zesłanej do Kirgistanu, tam też się wychował. Przez lata służył w armii, ostatnią jednostką była baza w Doniecku. Tutaj też się osiedlił.

Na początku lat 90. Jurij trafił na 5 lat do więzienia. Dwóch chłopaczków zaczepiało dziewczynę na ulicy, z każdą chwilą szarpali ją coraz brutalniej. Były wojskowy zareagował, wywiązała się bójka, przyjechała milicja. Miał pecha – napastnicy okazali się być synami miejscowego sędziego oraz polityka. Jurij trafił do więzienia. Gdy usłyszał wyrok od razu posiwiał.

Przez pięć lat żył na 20 metrach kwadratowych z czterdziestoma innymi skazanymi. Jak sam mówi – w większości z niewinnymi. Ktoś ukradł kurę – dostał 5 lat. W kogoś uderzył samochód prokuratora – on został oskarżony o spowodowanie wypadku, 8 lat.

Jeden chłopak został skazany na karę śmierci. Bawił się ze znajomymi i dziewczyną w lesie, pojechali zrobić ognisko. Nagle zjawiła się milicja, okazało się, że nieopodal miejsca, gdzie młodzi imprezowali, leżą dwa ciała zabitych milicjantów. Oskarżono chłopaka, gdy ten uciekł wywiązała się walka w wyniku której oślepł. Trafił do więzienia, skazano go na karę śmierci. Poruszeni jego losem współwięźniowie wśród których znaleźli się byli dziennikarze, prawnicy, napisali apelację. Wyrok zamieniono na 15 lat pozbawienia wolności. Chłopak popłakał się ze szczęścia. Nie zabiją go, odsiedzi 15 lat za niewinność, ale kiedyś wyjdzie na wolność.

Jurij przez pięć lat prowadził go za rękę do toalety – wiadra, które stało w kącie celi.

Po wyjściu z więzienia „Szachtior” praktycznie trafił na ulicę. Chwilę po jego skazaniu pierwsza żona sprzedała ich wspólne mieszkanie i wyjechała. Jurija przygarnęła znajoma. Jej mąż niedawno umarł, została sama z trójką dzieci. Wkrótce się pokochali, zostali małżeństwem.

Od 8 lat Jurij pracuje w jednej z donieckich kopalni. Do emerytury pozostało mu kolejne osiem. Jak sam mówi, przez to, że jest szczery i mówi prosto w twarz dyrekcji, co o niej myśli, przedzielają mu najgorszą pracę. Mimo zaawansowanego wieku, choroby nóg i chorych pleców, pracuje na najgłębszym poziomie, 1400 metrów wgłąb ziemi. Na czele, rozbija ściany węgla.

– Mówią, że jestem zek, żebym siedział cicho. To im odpowiadam, że może jestem zekiem, ale za to oni są najgorszymi worami w zakonie (mafią, najgorszymi przestępcami, wtajemniczonymi – przyp. aut.). Nowy dyrektor pracuje tutaj trzy miesiące, a już ukradł 40 wagonów węgla. Czterdzieści wagonów! Po prostu, zabrał, sprzedał, pieniądze do kieszeni. Już za pieniąze kopalni kupił sobie cztery nowe limuzyny. Cztery! W trzy miesiące. Czy to nie jest wor w zakonie? – mówi Jurij.

Pijemy piwo koło jego kopalni. Spotkałem go przed wejściem do niej. Gdy zaczynaliśmy rozmowę wciąż nie mogłem wyjść z wrażenia jak ten rozsypujący się budynek z lat 70. może jeszcze być siedzibą działającej kopalni. Jurij szybko podchwycił mój wzrok i zaprosił do środka.

Razem przeszliśmy całą drogę, którą codziennie przebywa kilka tysięcy górników tej kopalni. Od zmiany ubrań z cywilnych na robotnicze, poprzez punkt wydania lamp, windy do szybu, prysznic. Wszystko w jednym ciągu, w plątaninie otwartych korytarzy i klatek schodowych. Odpadający tynk, napisy pamiętające czasy ZSRR i plakaty informujące o bezpieczeństwie.

Jurij Górnik pokazuje swój uniform w jednej z sal kopalni. Autor: Tomasz Piechal Źródło: Eastbook.eu

Jurij Górnik pokazuje swój uniform w jednej z sal kopalni. Autor: Tomasz Piechal Źródło: Eastbook.eu

„A co ty zrobiłeś dla bezpieczeństwa pracy?” wskazując palcem krzyczy narysowany górnik z plakatu stylizowanego na czasy komunistyczne. Tyle tylko, że wydrukowano go dwa lata temu. Kopalnia pełna jest przesłań bijących z plakatów, czas stanął w miejscu, choć druk stał się cyfrowy.

W pewnym momencie na naszej drodze stanął jeden z kierowników kopalni. Zirytował się moją obecnością, zaczął się pytać jak tu wszedłem, zostałem wyproszony. Jurij się nie przejął, choć powiedział, że pewnie następnego dnia zrobią mu kłopoty, to on ma to gdzieś. Bo co go może ruszyć skoro przesiedział pięć lat w więzieniu za obronę niewinnej dziewczyny?

Po wyjściu z kopalni idziemy na piwo, zaprasza mnie. Mówi, że choć ciężko pracuje, zarabia niezłe pieniądze. W miesiąc pracując czasem 12h dziennie, otrzymuje ok. 7000 hrywien, nieco ponad 2 tys złotych.

Siadamy i pijemy, rozmawiamy o Ukrainie. Także z jego ust słyszę zdanie, które nieraz było wypowiadane przy mnie w Doniecku – Jestem z Donbasu, ani z Rosji, ani z Ukrainy. Najchętniej chciałbym by nic się nie zmieniało, tak jak jest, jest dobrze. Po co nam do Rosji? Przemysł nam zaduszą. Unia Europejska to samo. Najlepsza ze wszystkiego byłaby autonomia. Żeby mniej pieniędzy wysyłać do Kijowa, a więcej zostawało u nas. Bo co? Tylko z darów od Achmetowa (doniecki oligarcha, najbogatszy na Ukrainie – przyp. aut.) będziemy się cieszyć?

Zanim doszedłem do Jurija i jego kopalni odwiedziłem najważniejszy z „darów Achmetowa” – Donbas Arenę, stadion miejscowego klubu piłkarskiego Szachtar Donieck. Ta drużyna to największa miłość miasta, każdy w zasadzie jest kibicem. Dla umęczonych pracą górników i innych mieszkańców tego słynącego z ciężkiego przemysłu miasta, klub jest oczkiem w głowie, mecz u siebie to święto, moment odprężenia.

Liczby przytłaczają – trzeci największy telebim na świecie, 50 milionów dolarów wydanych na otaczający stadion park, sama arena zbudowana za 400 milionów dolarów. Wszystko jest najlepsze, murawa wypieszczona, szatnie luksusowe, wanny z hydromasażem, wspaniała sala konferencyjna, interaktywne muzeum.

Schludnie jak w całym centrum, gdzie od rana uwijały się zastępy pracowników służb komunalnych, którzy autentycznie zamietli chodniki, co do jednego okruszka.

Gdy zmierzam na dworzec i znów mijam to wypieszczone centrum, nie mogę uciec od obrazu psa koło wejścia do kopalni Jurija, gdzie pod rozwalającymi się, zardzewiałymi drzwiami i sypiącą się komunistyczną fasadą, gdzie parę sierpów i młotów ze zdobień już same odpadły, gdzie codziennie wchodzi 4 tysiące pracowników bojących się, że nigdy już nie wyjdą z głębi, jak pod tymi drzwiami leżał bezdomny górniczy pies, który cieszył się na każdego przechodzącego pracownika kopalni. Nie machał jednak ogonem, bo ten był jednym wielkim nowotworem leżącym na schodach do kopalni. Pies ułożył się tak, że nad nim wisiał plakat pozdrawiający kobiety z ich świętem, 8 marca. Z głośników leciała skoczna muzyka, dla żeńskiej części załogi. Patron kopalni, jeden z komunistycznych liderów, od całego tego świata odwrócony był plecami. Jego popiersie skierowano bowiem w drugą stronę. Gdyby tylko obrócił głowę trochę w prawo zobaczyłby błyszczący „Diament Donbasu”.

Na koniec krótka uwaga, co do poglądów mieszkańców na wydarzenia w Kijowie – bardzo podzielone zdania. Spotkałem i entuzjastów Euromajdanu, i ludzi z sympatią podchodzących do rewolucji, jak i absolutnych przeciwników, uczestników prorosyjskich marszów.

Młodzi widzą swoją przyszłość w Ukrainie, ewentualnie są w stanie zgodzić się na autonomię. Starsi, głównie Rosjanie, chcieliby przyłączenia do Rosji, bo tam widzą świetnego przywódce i… troskliwe państwa.

Wszystkich łączy jedno – rozczarowanie politykami, władzą, tym jak zbudowano współczesną Ukrainę, rządami oligarchów. W Doniecku panuje ogromny żal do państwa ukraińskiego, za to jaki los zgotowało ono naprawdę ciężko pracującym miejscowym górnikom i robotnikom. Większość z nich podkreśla jednak, że są z Donbasu, to jest dla nich punkt odniesienia.

Choć więc zetknąłem się z prorosyjsko nastawionymi mieszkańcami, nie wolno o Doniecku myśleć w kategoriach najbardziej prorosyjskiego miasta Ukrainy. Młodzi bowiem w Ukrainę wierzą, albo co najmniej ją szanują. Ta krótka wizyta pokazało mi jak bardzo mylne jest zestawianie po przeciwnych stronach barykady Lwowa i Doniecka. To są różne światy, ale Donieck nie jest tak wyklarowany i pewny siebie jak Lwów. I o tym warto pamiętać.

PS. Sytuacja w Doniecku pozostaje napięta, głównie za sprawą prorosyjskich prowokatorów, najczęściej przywiezionych do miasta Rosjan. Jechali myśląc, że wywołają powstanie. Tymczasem Donieck nie zareagował, protesty ograniczają się do maksymalnie 5 tysięcy osób (stolicę Donbasu zamieszkuje ok. 950 tys. ludzi), a rosyjski desant żali się, że górnicy nie przyłączyli się do ich walki. Wielu komentatorów czeka na reakcję Rinata Achmetowa, króla Donbasu, najbogatszego ukraińskiego oligarchę. Ten rozmawiał z separatystami, wsparł ich dążenia do ochrony języka rosyjskiego, utworzenia autonomii, ale tylko i wyłącznie w składzie Ukrainy.

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY