Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Kreml napada na internet

Nowa doktryna Federacji Rosyjskiej ogłoszona przez prezydenta Rosji z okazji przyłączenia półwyspu krymskiego do Federacji Rosyjskiej wyznaczyło nie tylko nowy charakter rosyjskiej polityki zagranicznej. Zradykalizowaniu uległo także podejście w polityce wewnętrznej, zwłaszcza w odniesieniu do przekazu medialnego obecnego w wolnej do niedawna od cenzury przestrzeni internetowej.


Ekstremalny internet

Wraz z usztywnieniem rosyjskiego stanowiska w sferze międzynarodowej znacznemu zawężeniu uległa wolność mediów w Rosji. Władze na Kremlu postanowiły istotnie ograniczyć swobodę przekazu medialnego jakim cieszyła się do tej pory sieć internetowa. Serwisy publikujące swoje materiały w sieci, a których przekaz odbiegał od treści obowiązującej w prokremlowskich mediach poddane zostały państwowym represjom.

Podstawą dla rozprawy z ostatnim bastionem niezależnej informacji w Rosji – Internecie – jest ustawa pozwalająca na blokadę bez decyzji sądu stron www, na których pojawiają się tzw. treści ekstremistyczne. Uznanie przekazu za propagowanie terroryzmu należy do decyzji rządowej agencji Roskomnadzoru, nadzorującego działalność środków masowego przekazu. Inicjatorem nowego prawa był poseł partii Władimira Żyrinowskiego były agent  FSB Andriej Ługowoj, ścigany przez brytyjskie organy ścigania za otrucie Aleksandra Litwinienki. Ustawa weszła w życie 1 lutego br. i od razu znalazła swoje zastosowanie.

Pada „Deszcz”

Skutki nowego podejścia jako pierwsza poznała niezależna telewizja „Deszcz”, powstała w 2012 r. nadając najpierw wyłącznie w sieci, a później będąc dostępną w kablówkach i przez satelitę. Przed  kamerami „Deszczu” wypowiadają się politycy i eksperci, których do centralnych stacji nikt nie zaprasza  np. Borys Niemcow, Garri Kasparow, Siergiej Udalcow. Niepokorni celebryci, jak np. Ksenia Sobczak czy Leonid Parfionow, negatywnie wypowiadający się o władzy na Kremlu prowadzą w „Deszczu” własne programy.

Czerwoną linię stacja przekroczyła pod koniec stycznia, gdy podczas programu poświęconego 70. rocznicy zakończenia blokady Leningradu przeprowadzono sondę, w której widzowie na pytanie: „Czy należało poddać Leningrad, aby uratować setki tysięcy ofiar?” w większości (54%) odpowiedzieli twierdząco (podczas trwającego 28 miesięcy oblężenia zmarło z głodu od kilkuset tysięcy do półtora miliona mieszkańców). Wyniki sondy okazały się wystarczający pretekstem dla ostrej reakcji władz.

Oburzenie wyrażone przez  rzecznika rosyjskiego rządu Dmitrija Pieskowa stało się sygnałem dla nadawców kablowych by przerwali nadawanie programów stacji. Roskomnadzor wydała oświadczenie potępiające linię programową stacji, zaś prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie obrazy uczuć patriotycznych mieszkańców Leningradu. W konsekwencji nieemitowania stacji drogą kablową straciła ona 80% widzów i zagroziło telewizji upadłością.

Echo Wolności

Podobne represje jak w przypadku telewizji „Deszcz” spotkała rozgłośnie radiową „Echo Moskwy”. Sprawa również dotyczyła nieprawomyślnej interpretacji historii przez pracowników stacji. Na początku lutego znany pisarz i dziennikarz Wiktor Szenderowicz porównał olimpiadę w Soczi z hitlerowskimi igrzyskami w Berlinie w 1936 r. Parlamentarzyści z lojalnej wobec Kremla nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) uznali, że przeprosiny to w tym wypadku za mało, i zażądali zamknięcia rozgłośni.

W tydzień po nadaniu feralnej audycji nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy radia Echo Moskwy (Gazprom ma 66 proc. akcji rozgłośni) odwołało dyrektora generalnego tej stacji Jurija Fiedutinowa, który zasiadał na tym stanowisku od 1992 r, zaś Roskomnadzor zamknął stronę stacji w Internecie (oficjalnym powodem było publikowanie bloga Aleksieja Nawalnego).

Podobny los spotkał jeden z największych serwisów informacyjnych w Rosji – Lenta.ru. Jego szefowa Galina Timczenko została zwolniona przez właściciela za opublikowanie wywiadu z jednym z przywódców ukraińskiego Prawego Sektora. Solidaryzując się z szefową, z portalu odeszło 30 dziennikarzy. Solidarność współpracowników Timczonko zrobiła wrażenie na Aleksandrze Lebiediewie, właścicielu niezależnej „Nowej Gaziety”, który zatrudnił dziennikarzy w swoich mediach.

Koniec wirtualnej opozycji

Kreml wziął się także bezpośrednio za politycznych przeciwników. Gazetę internetową kasparov.ru prowadzoną przez zespół współpracowników opozycjonisty Garrego Kasprawo oraz portal „Jeżedniewnyj Żurnał” (www.ej.ru), kierowany przez Aleksandra Ryklina (dawnego współpracownika Kasparowa i Borysa Niemcowa) władze po prostu zablokowały. Rosyjskim użytkownikom sieci odcięto dostęp do nich bezterminowo. Na stronie Roskomnadzoru pojawiła się jedynie informacja, że „powyższe strony zawierają wezwania do działalności niezgodnej z prawem oraz do udziału w przedsięwzięciach organizowanych z naruszeniem obowiązujących przepisów”.

Strona Aleksieja Nawalnego stała się przyczyną problemów popularnego portalu dla blogerów Live Journal, który również został zablokowany z powodu publikowania wpisów rosyjskiego opozycjonisty. Oficjalnie Roskomnadzor uznał, że działalność bloga narusza postanowienie sądu dotyczącego ograniczenie wolności opozycjonisty z uwagi na toczące się przeciwko nie mu śledztwo (Nawalny jest objęty aresztem domowym). Obecnie blog przeciwnika Kremla prowadzi jego żona.

„Marsz Prawdy”

Działania władz potępił Związek Dziennikarzy Rosji, który wezwał do zaprzestania ataków na niezależne media, wykorzystując niechlubne tradycje propagandy radzieckiej. Zdaniem rosyjskich publicystów o tym czy coś jest etyczne, czy nie, powinny decydować środowiskowe rady etyki. W związku z pogarszającą się sytuacją z wolnością mediów w Rosji, w Moskwie odbył się 13 kwietnia „Marsz Prawdy” organizowany przez opozycję. Udział w marszu wzięło około 5 tys. osób. Organizatorzy zakładali, że będzie ich 10 razy więcej.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY