Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Białorusini przetrwają – wywiad z Hanną Kondratiuk

Nakładem wydawnictwa Fundacja Sąsiedzi została wydana książka Hanny Kondratiuk „Białoruś. Miłość i marazm.”. Białoruś wciąż jest dla nas tajemniczą krainą. W swoich reportażach autorka stara się nam ją przybliżyć, oswoić. Z autorką, Hanną Kondratiuk rozmawiała Joanna Kozioł.

Białoruś: nieznany sąsiad. autor: Marco Fieber, źródło: flickr.com

Białoruś: nieznany sąsiad., autor: Marco Fieber, źródło: flickr.com

Joanna Kozioł: W swojej książce nie skupia się Pani tylko na Mińsku. Dlaczego?

Hanna Kondratiuk: Zawsze poszukuję takich miejsc i sytuacji, które nie zostały literacko odkryte. Mińsk został już opisany. Mam na myśli znakomitą powieść „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca” autorstwa Artura Klinaua. Mimo że mam inne widzenie tej przestrzeni, czuje się w jakimś sensie strażniczką obrazu stworzonego przez Klinaua. Pisząc o Mińsku na pewno czerpałabym z jego estetyki i treści. Mnie natomiast interesuje temat i przestrzeń, które dopiero czekają na swoje odkrycie.

Nie bała się Pani, że mało znane miejsca mogą być nieciekawe dla osoby, która po raz pierwszy ma styczność z Białorusią?

Uważam, że nawet o najnudniejszym z pozoru miejscu można napisać ciekawie i nośnie. Osobiście nie znam czegoś takiego jak „nieciekawe miejsce” . Tu wiele zależy od indywidualności autora, jego wiedzy i doświadczenia. Miejsca, które opisałam w książce „Białoruś. Miłość i marazm” nie były dla mnie przypadkowe i obojętne. Zawsze był tam jakiś punkt zaczepny: ludzie, miejsca ważne historycznie, rośliny endemiczne , przeczucia zmian…

Czy warto pisać o Białorusi?

Warto, bo jest najbliższym sąsiadem, również praźródłem kultury polskiej. W moim przypadku motywacja była szczególna. Temat Białorusi jest bardzo słabo znany wśród Białorusinów z Podlasia. Żyjemy przedzieleni granicą. Ludzie wyobrażają  sobie Białoruś w sposób albo bardzo idealny albo katastroficzny. Niektórzy do tej pory powtarzają, że właśnie w Białorusi żyją najszczęśliwsi ludzie, że wszystko jest tam najlepsze… Kiedy w sierpniu 1999 zaczęłam publikować pierwsze reportaże o Białorusi, napotkałam opór i krytykę ze strony ideologicznych „znawców tematu”, najbardziej denerwował ich opis rozpijaczonych wsi i miasteczek. Swoją drogą, sytuacja na podlaskiej wsi wyglądała podobnie . Jednak niektórzy uważali, że tam, w Białorusi nie może być aż tak źle. Przecież tam jest czysto, tam po miejskich trotuarach spacerują najpiękniejsze dziewczęta , tam są dobre drogi…

Oskarżano Panią o przekłamanie?

Tak było na początku pierwszego cyklu. Natomiast kiedy pisałam ostatni, ósmy z kolei cykl reportaży na temat etniczno-literackich związków Podlasia i Ziemi Reczeckiej, moi czytelnicy wierzyli nawet w opisywane cuda, a cytaty literackie często mylono z narracją i traktowano jako najprawdziwszą „prawdę”. Wszystko się odwróciło! Od początku ukazuję konkretnych ludzi w konkretnym miejscu i czasie. Reportaże pisałam z myślą o czytelnikach białoruskiej gazety „Niwa”. Tu trzeba dodać, że nasi czytelnicy, to ludzie z wykształceniem podstawowym albo wyższym. Więc przekaz też musiał być wyśrodkowany, prosty i konkretny. I co ważne, bez fałszywych treści, bo to psuje harmonię przekazu i „czuje się nosem”. Na to  szczególnie wrażliwi są odbiorcy z wykształceniem podstawowym.

Pani reportaże początkowo były publikowane po białorusku?

Tak. Publikowano je w tygodniku Białorusinów w Polsce „Niwa”.  Czasopismo to zostało założone w 1956 i po dzień dzisiejszy ukazuje się w Białymstoku. Wszystkie artykuły i reportaże są publikowane w języku białoruskim. Poczynając od 1999 roku, napisałam ok. 200 reportaży z różnych miejsc, w różnym czasie. Ostatni, wspomniany wyżej cykl reportaży z Białorusi pochodzi z roku 2010. Motorem napędowym, właśnie, stało się żywe zainteresowanie naszych czytelników, a także chęć poznania nieznanych i zapomnianych bohaterów i miejsc. W miedzy czasie zaczęłam opisywać Ukrainę. Ukraińska duchowość i witalność były najlepszym rodzajem terapii po trudnych, wycieńczających opisach, skażonej chorobą ducha Białorusi.

W Polce pisze się o Białorusi bardzo schematycznie. Powtarzają się te same obrazy: dobre drogi, system polityczny, zadowolone społeczeństwo. Jak pisać o Białorusi inaczej?

Uważam, że nie należy ulegać schematom. Interesuje mnie przede wszystkim człowiek, jego los, jego relacje ze światem. Interesują mnie marzenia ludzi, duchowość, to jak sobie radzą z rzeczywistością. Czy widzą przed sobą jakieś perspektywy? Jakie mają marzenia? Pisanie to sprawa bardzo indywidualna, to sprawa widzenia i sumienia. Zwykle nie zastanawiam się „czy piszę dobrze czy źle”, bo takie kryteria to zagadnienie z dziedziny PR.

A jak sobie radzą ci współcześni Białorusini?

Ogólnie uważa się, że Białorusini są zadowoleni z życia w swoim kraju. Paradoksalnie emigracja jest bardzo duża. Poza tym, w Białorusi jest bardzo wysoki procent samobójstw. W ciągu ostatnich 20 lat, gdy krajem rządzi Aleksandr Łukaszenka, wykonano około 2.5 miliona aborcji. W niespełna dziesięciomilionowym kraju tak duża liczba aborcji jest porażająca.

Co zdziwiło Panią najbardziej podczas podróży po Białorusi?

Zaskoczyło mnie to, że Białorusini w swoim państwie gorzej się czują niż my (mniejszość białoruska red.) na Podlasiu. Pomimo istnienia swojego państwa nie mają takiej wolności wyrażania własnej kultury, własnego języka, bycia Białorusinem w każdym miejscu.

Ukraińcy wyszli na ulicę, by wyrazić swój sprzeciw. Czy Majdan jest możliwy również na Białorusi?

Jeżeli spojrzymy wstecz, odkryjemy dziwną zależność między Białorusią i Ukrainą. Wszystko, co działo się w Ukrainie, później przenosiło się na Białoruś. Tak było niedawno. Po Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku była mińska Płoszcza w 2006. Natchnienie przyszło z Kijowa. Niedawno, 25 stycznia 2014 białoruskie media poinformowały o możliwości wprowadzenia stanu wojennego w RB. Łukaszenka najwyraźniej boi się powtórzenia scenariusza z Kijowa. Tak czy inaczej, wydarzenia w Ukrainie w jakiś sposób wpłyną na sposób myślenia Białorusinów, zwłaszcza w kwestii poszukiwania drogi wolności.

W Polsce uważa się, że obecna sytuacja Białorusinów nie jest najlepsza. Jak Pani uważa, skąd się wziął wśród Polaków negatywny obraz sytuacji na Białorusi?

Samo życie daje odpowiedź. Nikt z białoruskich emigrantów nie chce wrócić do RB. Również Białorusini z Podlasia, mimo że często sławią porządki Łukaszenki, emigrują do Warszawy lub Londynu, a nie do Mińska. Można mówić, że relatywnie pewne koszty są tam niższe, ale to dobra informacja jedynie dla ludzi zajmujących się handlem.

Czy można w takim razie powiedzieć, że Białorusini są narodem nieszczęśliwym?

Białorusini są narodem, który chce za wszelką cenę przetrwać i maja swoje sposoby na przetrwanie. Mówi się o tym, że za 50 lat połowa języków świata zniknie, a narody się zunifikują. Myślę, że taka całkowita wizja zniknięcia i unifikacji Białorusinom nie grozi. Przetrwają, bo maja doświadczenie i jakąś niepojętą moc odradzania się „z niczego”. Czasem żartujemy że najlepsze czasy przed nami, że bez trudu odnajdziemy się w epoce postindustrialnej… ponieważ wielu Białorusinów epoki industrialnej nie doświadczyło. Mamy wiec uproszczoną drogę. Tak, Białorusini przetrwają jako naród, widzę takie światełko w tunelu.

Hanna Kondratiuk urodziła się na Podlasiu, pracuje w tygodniku Białorusinów w Polsce “Niwa”. Napisała wiele reportaży z Białorusi, Ukrainy ale przede wszystkim z Podlasia. Jest autorką trzech książek “W stronę Tarasiewicza” (2002, 2004), “Carskaja Tryzna” (2007), “Dziadowskie tournee z Anatolem S.” (2010). W 2005 roku nagrała płytę z zapisem pieśni i opowieści “Zuryłasia Kateryna”. Prowadzi warsztaty dziennikarskie dla dzieci i młodzieży. Współpracuje z czasopismami literackimi w Polsce i Białorusi. W ubiegłym roku wydała zbiór reportaży „Białoruś. Miłość i marazm.”

Przeczytaj również:

Z Białorusi daleko do Kijowa – dlaczego w Białorusi nie powstał Euromajdan?

MŚ w Hokeja na Lodzie po białorusku

Do Białorusi bez wiz

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY