Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Dlaczego Kijów nie broni Donbasu?

Obecna władze ukraińskie nie pokazują determinacji w utrzymaniu Donbasu. Czy mogą odpuścić wschodnią część kraju, obciążoną jarzmem historii, w celu przeprowadzenia radykalnych reform gospodarczych, które nie mogą być przeprowadzone z Donieckiem?

Przyłącz się do imprezy, autor: s8, źródło: flickr.com

Przyłącz się do imprezy, autor: s8, źródło: flickr.com

Donbas to region przygnieciony historią, tkwiący w latach ZSRR. Jak większość przemysłowych obszarów postsowieckich. Jego gospodarka opiera się na przemyśle ciężkim, a zwłaszcza górnictwie. Od powstania niepodległej Ukrainy mieszkańcom regionu wmawiano, że są karmicielami kraju. Mówiono, że Kijów wykrada strudzonym ludziom pracy Donbasu ich krwawicę. Nie jest to niestety prawdą. Donbas jest regionem deficytowym. Kijów musi go dotować , aby obwody doniecki i ługański zachowały równowagę budżetową. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się jednak prawdą.

Donbas utknął w systemie gospodarczym i społecznym lat 60-tych i 70-tych XX wieku. Większość produktu regionu brutto wytwarza przemysł. Struktura gospodarcza obwodu nie może jednak ulec zmianie, ponieważ jest obciążona efektem poradzieckich przemian gospodarczych – oligarchią. Tajemnicą poliszynela jest, że żadna decyzja polityczna w regionie nie może zapaść bez wiedzy i zgody Rinata Achmetowa. Dlatego też system gospodarczy regionu pozostaje w stanie letargu. Oligarchia na przestrzeni postsowieckiej powstawała bowiem wokół wielkich zakładów przemysłowych, w ramach których prowadzanie jakichkolwiek innowacji jest bardzo utrudnione. Dochód przedsiębiorstw posiadanych przez oligarchów jest tworzony bowiem przez zwiększanie produkcji, a nie przez innowacje.

Przenosząc tę sytuację na grunt Donbasu – region utrzymuje się dzięki produkcji przemysłowej skupionej głównie w rękach Rinata Achmetowa i „Klanu Donieckiego”. Przedsiębiorstwa w obwodzie donieckim i ługańskim utrzymują się dzięki temu, że wpływ oligarchów kreuje popyt na nieinnowacyjne produkty oraz blokuje rozwój. Przykładowo – węgiel wydobywany w kopalniach Donbasu jest jednym z najdroższych w Europie, co nie przeszkadza im funkcjonować i dostarczać surowiec na potrzeby kraju. Likwidacja kopalń nie jest jednak możliwa. Doprowadziłaby nie tylko do masowych zwolnień oraz destabilizacji i dalszej zapaści regionu, ale przede wszystkim do sprzeciwu klanu donieckiego z Achmetowem na czele. To ten klan był przez lata oparciem Partii Regionów.

Dlaczego Kijów nie broni Donbasu?

Tutaj pojawia się argument ekonomiczny, który wraz z problemem słabej tożsamości ukraińskiej, wpływa na brak determinacji Kijowa do walki o region. Jest on deficytowy i problematyczny etnicznie. Dlatego Kijów może go „odpuścić” i chirurgicznie pozbawić się dotkniętego nowotworem obszaru. Trzeba mieć również na uwadze to, że wsparcie finansowe Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ze względu na oligarchiczną strukturę systemu politycznego kraju, w dużej mierze przypadnie właśnie oligarchom. Po co zatem dzielić się „kasą” z oligarchą, który nie popiera obecnej władzy?

11 maja w obwodzie Donieckim odbędzie się referendum. Mieszkańcy odpowiedzą na pytanie, czy popierają separację Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) od Ukrainy. Choć sondaże przeprowadzone w mieście wskazują na poparcie dla separatystów w granicach 30%, to w całym obwodzie ludzie są przeciwni obecnym władzom. Wynika to ze specyfiki Donbasu. Ich mentalność kształtowała się przez dziesiątki, jeśli nie setki, lat. Szanują i popierają oni jedynie silną władzę. Taką jest obecnie władza DRL. Kijów pokazuje, że jest słaby i porzucił mieszkańców regionu. Referendum może zatem zakończyć się sukcesem, nawet bez fałszerstw.

Czy referendum jednak w ogóle się odbędzie? Co do tego nie ma wątpliwości. Władze już zapowiedziały dla niego poparcie. W celu jego przeprowadzenia zostaną wykorzystane komisje, przygotowane wcześniej do  przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Jeżeli referendum zakończy się sukcesem separatystów, do wyborów w ogóle nie dojdzie. Jaki będzie dalszy scenariusz? Najprawdopodobniej taki jak na Krymie.

Będzie jeszcze nie jeden Krym

Ukraińcy powinni wyciągnąć wnioski z wydarzeń ostatnich tygodni. Prognozy dotyczące tego, że Rosja zatrzyma się na Krymie się nie sprawdziły. Zakładanie, że zatrzyma się na obwodzie donieckim i ługańskim jest również bardzo optymistyczne. Zadaniem obecnych władz i obywateli kraju jest
zdecydowany sprzeciw wobec dalszej  działalności separatystów. Jeżeli milicja, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i przede wszystkim ludność nie sprzeciwi się zajmowaniu budynków administracji w kolejnych miastach obwodowych, to proces ten będzie postępował. I będzie jeszcze nie jeden Krym. Pytanie brzmi, czy władza nie chce zrzucić jarzma historii kosztem tych obwodów i za pomocą pomocy międzynarodowej dokonać przemian strukturalnych na wzór Gruzji. Każdy kryzys można wykorzystać jako bodziec do podjęcia radykalnych reform. Jeżeli jest tylko do tego wola polityczna.

 

Przeczytaj również:

Spacer w oparach strachu: dzień w Doniecku

Ukraiński kocioł i papierosy w Doniecku

Spacer w oparach strachu: dzień w Doniecku

Facebook Comments

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: [email protected]

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY