Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Wypadki odeskie

Piątkowe wydarzenia w Odessie to krok ku realizacji najgorszego z możliwych scenariuszy. Od dłuższego czasu podkreślałem, że rozkręcenie spirali starć, zamieszek w tym mieście będzie kluczowe dla realizacji rosyjskiego planu zajęcia południowo-wschodniej Ukrainy.

Propozycja rozbioru Ukrainy, którą Władimir Żyrinowski przesłał do polskiego MSZ. Źródło: TVP Info

Propozycja rozbioru Ukrainy, którą Władimir Żyrinowski przesłał do polskiego MSZ. Źródło: TVP Info

Perła Morza Czarnego jest punktem, który może zadecydować o realizacji rosyjskiego planu maksimum. Nie oszukujmy się – mapa zarysowana przez Żyrinowskiego w dużej mierze odzwierciedla marzenia Rosjan o odbudowie Imperium. Ukraińcy niechaj się rządzą na skrawku ziemi, Polska sobie radzi z banderowcami, a i Węgrzy oraz Rumunii też odzyskają to, co stracone.

Nie przypadkiem Władimir Putin podczas swojego ostatniego telemostu z narodem przywrócił do języka współczesności zapomniane określenie „Noworosji”. Ziemie południowej Ukrainy w jego głowie to kolejny wypadek dziejowy, który odebrał Rosjanom to, co rosyjskie od wieków.

Warto w tym miejscu podkreślić, że Moskwa od dłuższego czasu rozgrywa perfekcyjną partię na potrzeby własnego, wewnętrznego rynku. Propaganda działa na pełnych obrotach. Niewysłowione marzenia narodu, który przeżył swoją apokalipsę (upadek ZSRR) są wyrażane coraz głośniej. Nawet oficjalne komunikaty rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych brzmią coraz mniej urzędniczo, pełne są zwrotów typu „Nie wstyd wam?” (to do przywódców świata zachodniego, którzy nakładają kolejne sankcje na ludzi z kręgu władz).

Skuteczność kremlowskiej polityki już możemy dostrzec. Podczas rozmów w Genewie temat Krymu nie został poruszony, co oznacza de facto uznanie aneksji półwyspu. Od kilku tygodni rozgrywka przeniosła się na wschodnią Ukrainę. Pełzający separatyzm zajmuje kolejne ośrodki administracji państwowej w obwodach donieckim i ługańskim. Gdy wydawało się, że Charków odzyskał względną stabilność dokonano zamachu na mera miasta, Giennadija Kernesa. Ciężko ranny przeszedł dwie operacje – w Charkowie i w Izraelu. Lekarze mówią, że być może do końca życia będzie sparaliżowany.

Kernes, choć był postacią powszechnie na Ukrainie nie lubianą, miał i ma zwolenników w swoim mieście. Odpowiednio rozegrana karta jego zamachu może posłużyć do aktywizacji choćby garstki jego wyborców, wyciągnięcia ich na ulice. Resztą zajmą się najęci prowokatorzy.

Znacznie bardziej niepokojące są jednak wydarzenia z Odessy. Na nagraniach udostępnionych w Internecie widać jak separatyści chodzą z bronią palną, nie nękani przez milicjantów. Ba, część mundurowych miała na ramiona założone opaski, które miały być sygnałem dla prorosyjskich manifestantów, że są po ich stronie.

W piątek sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Doszło do gwałtownych starć, w ruch poszły kostki brukowe i koktajle Mołotowa. Spalono budynek Związków Zawodowych i Antymajdan. W płomieniach zginęło kilkadziesiąt osób. Rzecz charakterystyczna – straż pożarna przyjechała za późno, w ratowaniu separatystów strażakom pomagali proukraińscy demonstranci.

Pożar przed budynkiem odeskich Związków Zawodowych. Bilans ofiar piątkowych starć w Odessie to prawie 40 zabitych. Źródło: Віталій Уманець/ facebook.com

Pożar przed budynkiem odeskich Związków Zawodowych. Bilans ofiar piątkowych starć w Odessie to prawie 40 zabitych. Źródło: Віталій Уманець/ facebook.com

Nietrudno w tym wszystkim dostrzec kolejną prowokację, akcję mającą na celu dać pretekst do ochrony zagrożonej mniejszości rosyjskiej. Tyle tylko, że droga z Rosji do Odessy nie jest tak krótka. Po drodze jest cały południowy pas Ukrainy. Ale przecież to w końcu dawne ziemie rosyjskie, Noworosja. Łakomy kąsek dla odradzającego się Imperium – przez te tereny przechodzą gazociągi, na nich znajduje się wiele dochodowych spółek które Moskwa starała się przejąć w ostatnich latach.  O złożach gazu łupkowego czy czarnoziemach (które według wielu prognoz w najbliższych latach będą niezwykle dochodowe przez wzrost znaczenia rolnictwa) nawet nie wspomnę.

Odeskie wydarzenia mogą posłużyć rosyjskiej propagandzie jako idealny pretekst by pokazać, że na Ukrainie panuje kompletny chaos, a kraj zanurza się w faszystowskiej rzezi. Ostra retoryka? Cóż, dokładnie taką stosują rosyjskie media, które od kilku dni prezentują swoim obywatelom obraz Ukrainy jako państwa, które jest na skraju kolejnego, tym razem w pełni faszystowskiego przewrotu, dokonanego przez Prawy Sektor i Dmytro Jarosza. Przemilczę, że po raz kolejny owa organizacja działa na korzyść Moskwy, a postać jej lidera coraz bardziej jednoznacznie wydaje się być sterowana przez siły nieprzyjazne Ukrainie.

Biorąc pod uwagę rosyjskie zakusy, obawiam się, że w najbliższych dniach czeka nas zmasowany atak bardzo przykrych dla wszystkich (prócz rosyjskich władz) wydarzeń. Gdzieś w tyle głowy pobrzmiewają mi też słowa mojego przyjaciela Serhiy Lefter (wciąż pozostającego w niewoli u separatystów w Słowiańsku), który niejednokrotnie trafnie przewidywał rozwój wypadków na Ukrainie. Otóż już dawno temu Serhij powiedział mi, że wszystko musi zostać rozegrane do 9 maja. Rosyjskie władze uwielbiają bowiem symboliczne daty, całą tę otoczkę legend i mitów państwowych. Bowiem czyż nie byłoby pięknie wejść zwycięsko do jednego z ukochanych ruskich miast w Dzień Zwycięstwa?

Nadal wydaje mi się to nierealne i nie do osiągnięcia w tak krótkim czasie, ale jestem niemal pewien, że do 9 maja włącznie stanie się coś znaczącego. Bardzo znaczącego. Co dokładnie? Nie wiadomo, wariantów jest milion. Od aneksji Donbasu, poprzez wcześniejsze referendum tamże, zabezpieczenie go pokojowymi jednostkami rosyjskimi, po falę prowokacji i sianie chaosu we wszystkich ważnych i mniej istotnych miastach na wschodniej oraz południowej Ukrainie. Jedno jest pewne – to nie będą spokojne dni, maszyna puszczona w ruch przez Moskwę przyspiesza. I co najbardziej niepokojące – na drodze ku jej rozpędzeniu nie staje rząd w Kijowie, wręcz przeciwnie. Swoją pasywnością zmusza do działania własnych obywateli, których akcje są siłą rzeczy łatwe do wykorzystania przez prowokatorów. W takich wypadkach jak w Odessie to milicja powinna dbać o porządek, tymczasem jej – podobnie jak wcześniej Doniecku i Ługańsku – de facto nie było lub była po wrogiej Ukrainie stronie.

Na marginesie dodam, że rosyjska telewizja naturalnie nie śpi. Od dzisiaj, co sobotę, Rosjanie będą mogli śledzić losy bohaterów nowego serialu dokumentalnego pt. „Droga do domu”. Opowiada on historię etnicznych Rosjan, którzy po upadku ZSRR mieli nieszczęście znaleźć się poza granicami swojej Ojczyzny. Teraz żyją w dużych skupiskach w Kazachstanie, na Łotwie, w Ukrainie i cierpią z powodu tęsknoty za Rosją oraz ucisku miejscowych. Tytuł owej produkcji pozostawiam każdemu do interpretacji własnej.

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY