Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

W przededniu Dnia Klęski

Rosja świętuję jutro Dzień Zwycięstwa. Pokaz potęgi rosyjskich sił zbrojnych uświadomić ma zagranicznym obserwatorom potęgę rosyjskiego państwa, zaś obywatelom Federacji Rosyjskiej dać powód do dumy. Będzie to jednak dzień poprzedzający kolejną w historii Rosji katastrofę wielkomocarstwowego projektu gospodarzy Kremla.

Czeburaszka. Źródło: joyreacto.cc

Czeburaszka. Źródło: joyreacto.cc


Już jutro 9 maja – obchodzony na całym obszarze postradzieckim Dzień Zwycięstwa upamiętniający triumf Armii Czerwonej na hitlerowskimi Niemcami. Tegoroczne obchody w Rosji będą miały szczególnie aktualny charakter. Dziś Moskwa, podobnie jak podczas II Wojny Światowej, spieszy pomóc bratniemu narodowi w walce z faszyzmem. Walczący z prorosyjskimi separatystami członkowie ukraińskich oddziałów antyterrorystycznych w Rosji określani są nie inaczej jak „naziści”, a władze w Kijowie to „faszystowska junta”.

Tym razem na trybunie honorowej nie będą obecni przedstawiciele zachodnich państw. Nie dlatego, że odmówili udziału w propagandowej imprezie Putina. Po prostu nie zostali zaproszeni. Prezydent Rosji nie potrzebuje już uwiarygodniających jego politykę partnerów z Zachodu. Oczekuje się, że Putin wygłosi „słuszne, antyzachodnie przemówienie” dające jasne przesłanie skierowane do mieszkańców powiększonej terytorialnie Federacji Rosyjskiej. Jak przewiduje jeden z zachodnich dyplomatów będzie to kolejne nacjonalistyczne wystąpienie sprowadzające się do konkluzji: „Rosja znowu jest potęgą i lepiej być z nami. Obronimy nasze narodowe interesy. A jeżeli Zachodowi się to nie podoba – tym gorzej dla niego”.

Zobacz film promujący rosyjskie siły zbrojne (jęz. ros.):


Jutrzejsze obchody wypadają zaledwie kilka dni po drugiej rocznicy trzeciej kadencji Władimira Putina. Ponowne objęcie fotela prezydenta kraju odbyło się w trudnych warunkach. Tysiące przeciwników Kremla brało udział w protestach na Placu Bołotnym w Moskwie domagając się powtórzenia wyborów prezydenckich. Mówiono wówczas o początku końca reżimu „kłamców i złodziei”, jak za Aleksiejem Nawalnym nazywano rządzących Rosją polityków. Dziś jednak Władimir Władimirowicz może liczyć na ponad 80% poparcie mieszkańców Federacji. Co było powodem nagłej zmiany i skokowego wzrostu popularności rosyjskiego przywódcy? Czyżby rosyjskim obywatelom przez ten czas wzrósł poziom życia? Zapanował powszechny dobrobyt?

Nie. Putinowi udało się w krótkim czasie zbudować poparcie na bazie nacjonalistycznej euforii jaka zapanowała po aneksji Krymu. W swoim krymskim orędziu zapowiedział konieczność walki z zagrażającą Rosji „piątą kolumną”, agresywnie oskarżył Zachód o cyniczne wspieranie faszyzmu na Ukrainie, przekonywał, że Rosja wróciła na należne jej miejsce w świecie. Od tego czasu w rosyjskich mediach trwa zakrojona na szeroką skalę kampania informacyjna, w której stale przekonuje się o zagrożeniu ze strony amerykańskiego imperializmu i destrukcyjnego wpływu europejskich wartości (Europa przez rosyjskich publicystów nazywana jest „Gejropą”). Państwowa telewizja Rossija-1 wyemitowała dokument pt. „Biochemia zdrady”, w którym do wrogów Kremla zaliczyła hipsterów, blogerów, środowisko LGBT, opozycjonistów i niepokornych artystów, słowem wszystkich myślących niezależnie i niezgodnie z obowiązującą linią.

Przeczytaj:

Rosyjskie media

Dlaczego warto oglądać rosyjską propagandę

Rosyjskie media przygotowują Rosjan do wojny

Probując analizować politykę zagraniczną warto pamiętać, że jest ona przede wszystkim funkcją polityki wewnętrznej. Także obecna agresywna polityka zagraniczna Federacji Rosyjskiej ma przyczyny wewnętrzne. „Ludzie, którzy mówią pewnie i posuwają się agresywnie naprzód, mają zamiar się cofać” – stwierdza w swoim dziele starożytny strateg wojskowości Sun Tzu. Prężenie muskułów, przekonywanie o własnej potędze stanowi przykrycie dla własnych słabości – to fakt znany nie tylko z biologii, ale i z ekonomii. Rozniecanie konfliktu stanowi zazwyczaj receptę na wewnętrzny kryzys w państwie.

Choć rosyjski deficyt budżetowy wynosi obecnie aż 11 mld dolarów (i będzie rósł) a rosyjskie ministerstwo finansów obniżyło właśnie prognozę rocznego wzrostu PKB z 1,8 do 0,6 proc., co oznacza recesję, która ogranicza zdolność do wypłat świadczeń socjalnych, to w tym przypadku nie chodzi o problemy rosyjskiej gospodarki zależnej od chwiejnej koniunktury na surowce energetyczne. Rosjanie są w stanie przeżyć niemal każdy kryzys, o ile będą w stanie odczuwać dumę narodową.

„Rosja to jedyne państwo na świecie, które może zmienić USA w radioaktywny popiół”


„Euromajdan już wygrał – pisałem w połowie stycznia o „Rewolucji godności’ na Ukrainie – „Zwycięstwem  jest sam fakt rozpoczęcia procesu dojrzewania ukraińskiego narodu i jego upodmiotowienia – samouświadomienia Ukraińców, że realna zmiana może nastąpić dopiero po gruntownej zmianie systemu i zmianie sposobu myślenia o państwie przez polityków i przyjęciu przez nich do wiadomości, że suwerenem nad Dnieprem jest ukraiński naród.” Nie tylko osoby przychylnie patrzące na wydarzenia w Kijowie dostrzegły ten proces – równie dobrze uświadomiono sobie to zjawisko na Kremlu.

Niebezpieczeństwo przeniesienie „ukraińskiego wirusa” do rosyjskiego organizmu mogłoby mieć fatalne skutki dla obecnej elity politycznej na Kremlu. Zdymisjonowanie rządu i obalenie prezydenta Wiktora Janukowycza przez obywatelski ruch sprzeciwu nazwany Euromajdanem (nie bez znaczenia, że rozpoczęty od żądań integracji z UE) oznacza dla Moskwy groźbę pojawienia się wątpliwości pod adresem własnego reżimu. Znany ukraiński dziennikarz, Witalij Portnikow słusznie zauważa, że przyznanie legalności obecnych ukraińskich władz to zgoda na to, że Majdan i obywatele – poprzez parlament – mogą być ważniejsi od głowy państwa. Do tego Putin i spółka nie mogą dopuścić, jeśli cenią sobie objęte przez siebie stanowiska. A cenią.

A co by było, gdyby Ukrainie udało się stać normalnym państwem, skutecznie walczącym z korupcją, otwartym na świat, w którym politycy są realnie wybierani i oceniani przez wyborców? Komuś w Rosji mogłoby przecież wtedy przyjść do głowy, że za państwo powinni rzeczywiście odpowiadać obywatele i wybrani przez nich parlamentarzyści. To oznaczałoby koniec dla całego systemu, w którym prezydent pełni rolę cara rządzącego bez oglądania się na społeczeństwo i jego potrzeby.

Dlatego postanowiono działać tak, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co wydarza się w Kijowie. Znamienne, że pierwszym sygnałem nowej polityki było dokonanie restrukturyzacji rosyjskich mediów państwowych i postawienie na ich czele znanego kremlowskiego propagandzisty Dmitrija Kisieliowa (przeczytaj: Rosyjskie media dostały w RIA). Przekaz informacyjny jest kluczowym zagadnieniem dla władz Rosji o żywotnym znaczeniu, o czym świadczy z jednej strony dokręcanie śruby niezależnym mediom, z drugiej zaś nagradzanie służalczych wobec reżimu propagandzistów.

Przeczytaj:

Kreml napada na Internet

300 Putina – medialna armia Kremla

Czy Putinowi uda się zniechęcić swoich rodaków do Zachodu i demokracji? Na razie próbuje to robić prawnymi instrumentami: deputowani Dumy reaktywują radzieckie standardy wychowania obronnego, deputowani Jednej Rosji zgłosili szereg inicjatyw ustawodawczych zakładających karanie niedostatecznie patriotycznych postaw obywateli, zaostrzających jednolitą wykładnię historii oraz przywracających obowiązek zajęć politycznych w szkołach i uczelniach. Ze względu na brak dostatecznej kontroli nad treściami publikowanymi w Internecie (dystrybuowanych przez CIA rzecz jasna) pojawił się kuriozalny pomysł założenia „bezpiecznej” dla Rosjan sieci o nazwie „Czeburaszka”.

Będzie to jednak początek końca kolejnego w historii Rosji opresyjnego państwa. I tak jak ostatni wielkomocarstwowy projekt  gospodarzy Kremla także i ten skończy się „geopolityczną katastrofą”. Dziś mieszkańcy Rosji są dumni ze swojego państwa, ale stan euforii nie będzie trwać wiecznie. Jutro Rosjanie będą mogli upajać się widokiem paradujących na Placu Czerwony sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Na krótko znów odczują satysfakcję z potęgi swojego kraju i zapomną o otaczającej rzeczywistości. Po pokazie będą zaś mogli wrócić do domu i… dowoli serwować po „Czeburaszce”. Tak, to znów musi skończyć się klęską.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY