Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Gruzja i Mołdawia w pogoni za Europą

Pod koniec czerwca Gruzja i Mołdawia podpiszą umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską. Początkowo do podpisu obu dokumentów miało dojść pod koniec rok, jednak z uwagi na rosyjskie działania na Ukrainie postanowiono przyspieszyć stowarzyszenie Kiszyniowa i Tbilisi z Brukselą.

Unia Europejska i Rosja. Źródło: enerdynamics.com

Unia Europejska i Rosja. Źródło: enerdynamics.com


– 27 czerwca podpiszemy w Brukseli umowę o stowarzyszeniu z Gruzją w obecności przywódców wszystkich państw Unii Europejskiej – zapowiedział w połowie maja Herman Van Rompuy na konferencji prasowej z premierem Gruzji Iraklim Garibaszwilim. Przewodniczący Rady Europejskiej pochwalił władzę w Tbilisi za „obranie nieprzerwanego kursu w stronę integracji europejskiej”.

Niemal w tym samym czasie podobne słowa usłyszeli przedstawiciele władz w Kiszyniowe od Jose Manuela Barroso. Szef Komisji Europejskiej potwierdził w rozmowie z mołdawskim premierem Iurie Leance, że Mołdawia podpisze porozumienie razem z Gruzją umowę stowarzyszeniową. Co więcej, Barroso podkreślił, że umowa stowarzyszeniowa „nie jest ostatecznym celem w relacjach UE i Mołdawii” sugerując możliwość członkostwa w organizacji.

Porozumienia obu krajów z Unią zostały parafowane jeszcze w listopadzie zeszłego roku  na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Fakt ten został jednak przyćmiony przez woltę prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, który pod naciskiem Rosji wycofał się z podpisania umowy stowarzyszeniowej. Teraz spekuluje się czy rosyjskie władze znów nie staną na przeszkodzie do integracji z Unią obu krajów znajdujących się w tzw. bliskiej zagranicy, którą Federacja Rosyjska uznaje za wyłączną strefę swoich wpływów.

W sprawie Mołdawii Rosja od dłuższego czasu ma możliwość destabilizowania sytuacji przede wszystkim przy pomocy quasi państwa – Naddniestrzańskiej Republiki Ludowej. Ten istniejący od 1990 roku twór wciśnięty między Mołdawię a Ukrainę i zajmujący pas ziemi o długości 240 km i średniej szerokości zaledwie 12 km (4–30 km) na lewym brzegu Dniestru, jest całkowicie zależny od władz w Moskwie. Marionetkowe władze tego kraju w 2006 roku przeprowadziły „referendum” wyrażając wolę przyłączenia się do Rosji. W kwietniu br. głowa naddniestrzańskiego państwa wezwała rosyjski rząd do podjęcia kroków zmierzających do przyłączenia Republiki do Federacji Rosyjskiej. Władze w Moskwie jak dotąd nie odpowiedziały na „życzenie” mieszkańców Naddniestrza i ich prezydenta.

Przeczytaj:

Rośnie ciśnienie w Naddniestrzu

Naddniestrze – radziecka przeszłość ważna dla Partnerstwa Wschodniego

Mołdawskie problemy z Naddniestrzem polegają na znacznym uzależnieniu mołdawskiej gospodarki od znajdującego się pod kontrolą Tyraspola przemysłu. W czasach Związku Radzieckiego na tym niewielkim obszarze zbudowano duże zakłady przemysłowe, które w chwili podziału mołdawskiego państwa stanowiły ok. 40% całego potencjału przemysłowego Mołdawii. Ponadto Kiszyniów jest w 85% zależny od energii elektrycznej płynącej na teren Mołdawii z elektrowni, która znajduje się na pod drugiej stronie brzegu Dniestru.

W przypadku Mołdawii mówi się także o możliwym kryzysie politycznym wywołanym przez wspieraną przez Rosję partię komunistyczną. Ugrupowanie komunistów jest wciąż najbardziej popularnym wśród mieszkańców Mołdawii. Obecny rząd w Kiszyniowie, złożony z przedstawicieli aż trzech partii, dysponuje niewielką większością w mołdawskim parlamencie będąc stale narażonym na polityczne wstrząsy, które mogą doprowadzić do jego upadku. Przeciwko podpisaniu umowy z Unią ma zostać wykorzystane referendum przeprowadzone w styczniu br. republice Gagauzji, w którym mieszkańcy tego autonomicznego regionu opowiedzieli się przeciwko podpisaniu porozumienia.

Niemniejsze zagrożenia dotyczą Gruzji, której 20% terytorium znajduje się wciąż pod rosyjską okupacją w wyniku inwazji w sierpniu 2008 roku. Rosja od czasu do czasu dokonuje prowokacji nielegalnie przesuwając granicę między samozwańczymi republikami a gruzińskim państwem (ostatnio w styczniu aż o 11 km w głąb gruzińskiego terytorium). W marcu doszło w Tbilisi do prorosyjskich demonstracji, na których powiewały rosyjskie flagi. Te nagłe „spontaniczne” manifestacje są w Gruzji zupełnie nowym zjawiskiem. Wszystko wskazuje na to, że organizujące demonstracje grupy „euroazjatyckiej młodzieży” są finansowane przez rosyjski wywiad.

Władze w Gruzji są poważnie zaniepokojone ostatnimi działaniami Rosji. Podczas niedawnej wizyty w Stanach Zjednoczonych minister obrony narodowej Gruzji, Irakli Alasania, stwierdził, że ”w odpowiedzi na działania Rosji na Ukrainie” NATO powinno rozmieścić zasoby militarne w jego kraju, który w 2008 roku walczył w pięciodniowej wojnie z Rosją, w tym zasoby ”przeciwpancerne, przeciwlotnicze i przeciwczołgowe”, ponieważ ”jest to coś, co należy umieścić w Gruzji, aby Rosjanie zrozumieli, że traktujemy sprawę poważnie”.

Na początku maja szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow wyraził nadzieję, że gruziński rząd wykaże się „zdrowym rozsądkiem” pytany o to czy Gruzja powinna się obawiać powtórzenia ukraińskiego scenariusza na swoim terytorium. Stwierdził, że takie pytanie powinno zostać zadane przedstawicielom Unii i Stanów Zjednoczonych, których presja w sprawie podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą doprowadziła do kryzysu politycznego  i w konsekwencji oderwania się Krymu od Ukrainy. Zapewne, by pomóc władzom w Tbilisi podjąć rozsądną decyzji Federacja Rosyjska rozlokowała kilkanaście dni temu 80 nowoczesnych pojazdów opancerzonych na granicy Abchazji i Gruzji.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY