Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

W poszukiwaniu ukraińskich faszystów

Jestem na Majdanie. Na środku placu baner z podobizną Bandery, czerwono-czarne flagi na barykadach i namiotach, przed którymi stoją aktywiści w wojskowych uniformach. Ich wiek to 40-50 lat. Nie ma tu już tak charakterystycznych dla Majdanu sprzed obalenia Janukowycza studentów i młodych ludzi. Stoją pojazdy opancerzone oznakowane plakatami z logiem Prawego Sektora. Idę w poszukiwaniu ukraińskich faszystów.

Budynek Związków Zawodowych Kijów 25 maja Kijów Ukraina, autor: Krzysztof Nieczypor, źródło: Eastbook.eu

Budynek Związków Zawodowych Kijów 25 maja Kijów Ukraina, autor: Krzysztof Nieczypor, źródło: Eastbook.eu

Obrazu dopełnia spalony budynek związków zawodowych majaczący na środku Majdanu. Dość osobliwy to widok. I gdyby ktoś chciał udowodnić istnienie faszystowskiej junty w Kijowie nie miałby problemu z uzyskaniem wizualnego materiału dowodowego potwierdzającego tę tezę.

Podchodzę do jednego z siedzących pod namiotem „aktywisty”. Wiktor od razu uśmiecha się na wieść, że jestem z Polski, mimo że nad nami łopocze symbol Tryzuba na czarno-czerwonym sztandarze. Zaprasza mnie robiąc mi miejsce obok siebie na ławeczce pod namiotem. Siedzimy więc sobie jak gdyby na jakimś pikniku, skąpani w słońcu – aura jest sielankowa. Rozmowa ma charakter równoprawny – on opowiada mi o polityce, ja o Polsce. Decyduje się na podjęcie trudnego tematu:

Na wschodniej Ukrainie mówią, że władze w Kijowie przejęli faszyści…
Jacy faszyści!? – oburza się Wiktor – Gdyby tu byli faszyści czy ostałby sie choć jeden sklep, jedna witryna? Nie! A tu sa naprawde rozumni i dobrzy ludzie, którzy chcą po prostu normalnego państwa. Prawy Sektor to nie faszyści, to nacjonalisci (nacjonalista na Ukrainie znaczy tyle co po polsku patriota – przyp. aut), którzy żądają radykalnej zmiany sytuacji – wyjaśnia.

Rzeczywiście, ludzie z czerwono-czarnymi opaskach na ramionach utożsamiają ukraiński ruch nacjonalistyczny z proukraińskimi hasłami reformy kraju. Bandera i et consortes to patrioci walczący o swoja ojczyznę. Na tym wiedza historyczna ludzi na Majdanie się kończy. Ukraińscy nacjonaliści w czasach II wojny światowej walczyli z Moskalami, a teraz aktywiści Majdanu z Janukowyczem i Putinem. To tyle na temat ideologicznej konotacji obecnych na Majdanie „faszystów” z ich politycznymi protoplastami. Temat Wołynia wywołuje grymas niezadowolenia – my mordowaliśmy, i wy mordowaliście. Rachunek strat jest, ich zdaniem, wyrównany i nie ma po co do tego wracać.

Jeśli chodzi o poparcie dla Tiahnyboka i Jarosza, liderów nacjonalistycznej Swobody i Prawego Sektora, to oscyluje ono wokół 1%. Przywódca Swobody nie wykazał się w czasie Majdanu, Jarosz jest traktowany jako polowy dowódca, nie polityk.
Co innego wybory do Rady Miasta – tutaj rzeczywiście członkowie nacjonalistycznych ugrupowań mogą liczyć na szerokie poparcie. Ludzie po prostu pamiętają ich udział w protestach, walkę z Berkutowcami i doceniają działania polityczne na rzecz walki z poprzednim systemem.

 Prawda li to szto wy faszysty?

Z Andrijem, stojącym na wejściu do kwatery głównej Prawego Sektoru (o tym dlaczego nie wszedłem do środka w dalszej części tekstu) na Hreszczatyku, zacząłem już z grubej rury: – Prawda li to szto wy faszysty? Uśmiech politowania miał mi wystarczyć za odpowiedź. Ale nie poddałem się, przyznałem się, że jestem z Polski i chciałbym zweryfikować informacje podawane przez rosyjskie media. No i zaczęło się.

Dosyć powiedzieć, ze nasza rozmowa wzbudziła zaciekawienie przechodniów. Temat banderowców, wydarzeń w Odessie, prawdziwej roli lidera Dmytro Jarosza (czy aby nie jest rosyjskim agentem) zgromadził pokaźne grono słuchaczy. Wiele osób chciało odpowiedzieć zamiast mojego rozmówcy, ale ten zaraz uciszał tłumek z dumą upominając, że to on udziela wywiadu.

Do rzeczy. Rozmowa z członkiem OUN-UNSO (od samego początku, od 1991 roku) uświadamia mi rzeczywiste różnice w spojrzeniu na rolę Bandery i jego organizacji. Historia UPA, w relacji Andrija, to dzieje wielkiej organizacji wojującej o prawa jednostki i wolność narodów – non disputandum. Nie ma mowy o faszystowskim charakterze ani UPA, tym bardziej Prawego Sektora. Dowody – udział Żydów w ukraińskiej partyzantce, armeńskie i białoruskie pochodzenie pierwszych ofiar członków Prawego Sektora w walce z Berkutowcami. Według Andrija to uzasadnia wręcz internacjonalny charakter organizacji. Wypadki w Odessie (ponad 40 ofiar pożaru w otoczonym przez ukraińskich fanatyków futbolu i członków Prawego Sektora budynku związków zawodowych) to rosyjska prowokacja. Toczy się więc informacyjna wojna z Rosjanami, która niestety Ukraińcy przegrywają. Przyznaje mojemu rozmówcy rację, mając na uwadze obecne również w Polsce opinie na ten temat (pojawiające się nie tylko na kresach internetu).

Nie mnie interesujące od samej rozmowy było tło naszego dialogu. W pewnym momencie, kiedy już tłumek ludzi zaczął się rozrzedzać, z wnętrza siedziby Prawego Sektoru zaczęli się wytaczać mniej reprezentatywni członkowie organizacji. Jak ustaliłem ze spotkaną później grupą polskich dziennikarzy (naoczna relacja Agnieszki Licherowicz z Tok FM, Łukasz JasinaPiotr AndrusieczkoOlena Babakova) byli to zapewne uczestnicy odbytego niedługo wcześniej wesela członków PR. Jedna z osób bez ceregieli wzięła stojącą na ulicy szklaną urną z pieniędzmi i udała się w celu zmaterializowania znajdujących się w środku banknotów. Świadomość dokonującej się na naszych oczach defraudacji środków ze zbiórki publicznej wzbudziła nie tyko moje zażenowanie. Mocno wstawieni koledzy mojego rozmówcy z podejrzliwością patrzyli także na moją osobę zadającą prowokacyjne pytanie. W pewnym momencie czułem na sobie niezbyt przychylne spojrzenia i gdyby nie stanowcza postawa mojego rozmówcy mój wywiad skończyłby się szybciej niż się zaczął.

Niestety ten akt jest pewnym symbolicznym obrazkiem opisującym obecny stan trwającego na Majdanie protestu. Moralne rozprężenie ostatnich Mohikanów Euromajdanu jest powszechne. Plac Niezależności w niewielkim stopniu przypomina ten sprzed jeszcze dwóch miesięcy, gdy ten skrawek Ukrainy był „najlepiej zarządzanym państwem w historii ukraińskiego narodu”. To państwo w państwie było wówczas wzorem samoorganizacji i dyscypliny, zaś panująca na nim atmosfera mogła wzbudzać wyłącznie podziw. Dziś większość obozujących na głównym placu ukraińskiej stolicy osób to przedstawiciele marginesu społecznego, bezrobotni, nierzadko bezdomni ludzie, którzy korzystają z pewnego mitu tego miejsca, sentymentu mieszkańców i przede wszystkim bezmocy władz, które nie mogą odważyć się na zrobienie porządku w tej reprezentacyjnej części miasta. Smutne to trochę, ale także nieuchronne. Zderzenie z rzeczywistością zawsze odbywa się w dość nieprzyjemny sposób.

Krzysztof Nieczypor jest korespondentem Eastbook.eu na wyborach prezydenckich 2014 w Ukrainie.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY