Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Lifenews – rosyjscy żołnierze wojny informacyjnej

Rosyjscy dziennikarze to żołnierze. Pracują na froncie, łamią kody, szyfrują wiadomości. Zmieniają rzeczywistość tak, aby była ona wygodna dla rosyjskich władz. Za swoją pracę są odznaczani medalami. Tak, jak wojskowi. Tomasz Piechal  w kwietniu br. pisał, że „rosyjskie media przygotowują Rosjan do wojny„. Dziś wojna już trwa, a Tomek przedstawia kolejną historię fałszowania świata przez rosyjskie media. W roli czarnego bohatera – Lifenews.

Relacja Lifenews, źródło facebook/tomasz.piechal

Relacja Lifenews, źródło facebook/tomasz.piechal

Na zdjęciu u góry – baza ukraińskich pograniczników w Ługańsku atakowana od rana przez separatystów; na zdjęciu u dołu – baza ukraińskich pograniczników Ługańsku, która dla LifeNews stała się bombardowanym przez ukraińskie lotnictwo budynkiem administracji Ługańskiej Republiki Ludowej.

Parę miesięcy temu podczas kijowskiej rewolucji napisałem tekst na temat dziennikarzy hromadske.tv, który nazywał się „Ukraińscy wojownicy słowa”. Pokazywał on rolę pracowników mediów w kształtowaniu obrazu wydarzeń, podkreślał wagę ich obecności na miejscu zdarzeń.

Od początku kijowskich wydarzeń podobne „jednostki” w walce informacyjnej posiadała również druga strona – tak rządowa, jak i rosyjska. Ich relacje stały w ostrej sprzeczności z faktami, służyły kremlowskiej maszynie propagandowej. Nie umknęło to naturalnie uwadze Ukraińców – jeszcze w grudniu jeden z dziennikarzy Rossiji 24 otrzymał od manifestujących na Majdanie Oscara za grę aktorską i tworzenie fikcji w swoich relacjach.

Z każdym tygodniem maszyna propagandowa działała na coraz większych obrotach. Wydawało się, że apogeum osiągnęła podczas aneksji Krymu, gdy rosyjskie media epatowały kadrami walk ulicznych w Symferopolu, a także wyszukiwały duże skupiska bojowników Prawego Sektora na Półwyspie Krymskim. Cały problem polegał jednak na tym, że do żadnych starć w Symferopolu nie doszło (kadry były stare i pochodziły z Majdanu), a i skrajnych nacjonalistów (ukraińskich) nie sposób było tam dostrzec.

Okazuje się jednak, że granica dla kłamstw i manipulacji w zasadzie nie istnieje. Dziennikarz LifeNews (stacji, która skądinąd często jest cytowana przez zachodnie media) w swojej dzisiejszej relacji opowiadał o bombardowaniu siedziby Ługańskiej Republiki Ludowej przez ukraińskie myśliwce. W jego wyniku miało zostać rannych wiele osób, w tym jedna śmiertelnie. Za słowami stał naturalnie obraz – na materiale wideo widać wybuchy na dachu jednego z budynków oraz płonącą ciężarówkę przed nim.

Cały szkopuł polega jednak na tym, że owym budynkiem nie była żadna siedziba administracji ŁRL (która nie istnieje, ale warto przedstawić tę sprawę inaczej i nadać podmiotowości pustemu tworowi), a… baza ukraińskich służb granicznych, które od rana atakowane są przez 400 separatystów. Wybuch uwieczniony na nagraniu był zresztą wynikiem ostrzału z granatników, którego dokonali terroryści.

Kilka godzin wcześniej ów „dziennikarz”, Aleksiej Repin, relacjonował również bój ochotniczych oddziałów ŁRL z ukraińską „gwardią narodową”, wojskiem oraz Prawym Sektorem, których atak wspierała… artyleria. Nie trudno usłyszeć, że duża część wystrzałów jest doklejona, a sam dziennikarz – jak na sytuację w teorii skrajnie niebezpieczną – jest nad wyraz spokojny.

Propagandowa wojna trwa więc w najlepsze, a jednymi z najważniejszych żołnierzy tego odcinka rosyjsko-ukraińskiego pola bitwy stanowią pracownicy stacji LifeNews. Przypomnę, że to właśnie przedstawiciele tego kanału zostali kilka dni temu schwytani przez ukraińskich wojskowych. Powodem ich zatrzymania było podejrzenie o przekazywanie informacji o rozmieszczeniu ukraińskich sił zbrojnych separatystom. Na wniosek m.in. OBWE „dziennikarze” zostali zwolnieni i wydaleni z Ukrainy.

Trud pracy pracowników mediów doceniły rosyjskie władze – Władimir Putin podjął decyzję o przyznaniu wynagrodzenia za męstwo zatrzymanym dziennikarzom LifeNews. Z kolei na początku za wzorową pracę medialną podczas aneksji Krymu, Kreml nagrodził ponad 300 innych rosyjskich pracowników mediów.

Przeczytaj tekst Krzysztofa Nieczypora: 300 Putina – medialna armia Kremla

Co do samej, atakowanej przez kilkanaście godzin, bazy ukraińskich pograniczników – dostępne są również materiały pokazujące inny punkt widzenia. Jak chociażby to, gdzie słychać, że uwięzieni w koszarach Ukraińcy podtrzymywali się na duchu w boju puszczając z głośników ukraiński hymn państwowy.

Przeczytaj również:

Dlaczego warto oglądać rosyjską propagandę

Rosyjska media przygotowują Rosjan do wojny

Wypadki odeskie

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY