Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Psy wojny na Ukrainie

Od początku kryzysu we wschodniej Ukrainie obydwie strony alarmowały o udziale najemników z innych państw dążących do eskalacji konfliktu. Oddziały separatystów wspierać mają rosyjscy ochotnicy, zaś w walkach po stronie ukraińskiej armii mają brać udział amerykańscy żołnierze. Wśród walczących na wschodzie ukraińskiego państwa znaleźli się także Polacy. Kim są najemnicy i jaką odgrywają rolę w trakcie trwającego w Ukrainie kryzysu?

Rosyjscy ochotnicy w Ukrainie. Źródło: vk.com/kazak_babaj

Rosyjscy ochotnicy w Ukrainie. Źródło: vk.com/kazak_babaj


Osoba brodatego, korpulentnego żołnierza walczącego po stronie separatystów była pierwszym dowodem udziału najemników w walkach na wschodzie Ukrainy po stronie prorosyjskich separatystów. Chociaż nieprawdziwe okazały się informacje na temat uczestnictwa Kozaka Babaja (Aleksandra Możajewa) w walkach w Gruzji w 2008 roku i tego, że jest on funkcjonariuszem rosyjskiego wywiadu wojskowego (dowodzić tego miały zdjęcia prezentowane przez ukraińską służbę bezpieczeństwa), to bezspornym stał się udział obywateli Federacji Rosyjskiej w destabilizowaniu sytuacji we wschodniej części ukraińskiego państwa. Członków rosyjskich prorządowych organizacji paramilitarnych biorących udział w walkach z ukraińską armią zidentyfikowali w sieciach społecznościowych użytkownicy internetu. W ten sposób udało się dowieść, że lwia część prorosyjskich oddziałów rekrutowana jest spośród członków kozackich stowarzyszeń z Kubania, Beloreczeńska i Krymu. O tym, że rosyjscy ochotnicy nie są tylko wirtualnymi bojownikami świadczy obserwowany powrót części z nich do ojczyzny w charakterystycznych czerwonych trumnach transportowanych przez ukraińsko-rosyjską granicę.

Zobacz spotkanie dziennikarzy Vice News z rosyjskimi aktywistami:


Zobacz wywiad z Kozakiem Babajem:


W ostatnich dniach ukraińskie media spekulowały o udziale czeczeńskich bojowników w szeregach prorosyjskich separatystów. Na wschodzie Ukrainy działać miał okryty złą sławą batalion „Wostok” złożony w znacznej mierze z żołnierzy narodowości czeczeńskiej. Według rosyjskich mediów obecny w Doniecku oddział o tej samej nazwie nie ma jednak nic wspólnego z doświadczonym w boju (m.in. w Gruzji) batalionem Czeczenów, gdyż ten został kilka lat temu rozwiązany. Do tych informacji odniósł się sam prezydent Republiki Czeczenii Ramzan Kadyrow, który zaprzeczył i jednocześnie potwierdził obecność Czeczeńców w walkach na wschodzie Ukrainy: –  Oficjalnie informuje: nie wysłałem ani jednego Czeczena (do Ukrainy – przyp. red.). Żadni „czeczeńscy bojownicy” ani tym bardziej „oddziały wojskowe z Czeczenii” nie biorą udziału w konflikcie – obwieścił Kadyrow dodając: – Jeśli w strefie konfliktu są jacyś Czeczeni to ich własna sprawa. Według naszej wiedzy jest ich tam zaledwie 14. Oni tam wyjechali, że tak powiem – z wezwania serca – sprecyzował przywódca Czeczeni.

Zobacz wywiad dziennikarza CNN z czeczeńskim oddziałem:


Zobacz wywiad z Ramzanem Kadyrowem:


Dane o obecności zaledwie kilkunastu czeczeńskich ochotnikach walczących po stronie separatystów są jednak, jeśli w ogóle były prawdziwe, już nieaktualne. Dziennikarze serwisu „Kavkaz Uzel” donoszą, że do rodzinnej Czeczenii przybywają dziesiątki ciał bojowników – tylko w ciągu ostatniego tygodnia mieszkańcy republiki relacjonowali o co najmniej 40 ofiarach przywiezionych ze wschodu Ukrainy. Dane te potwierdza mer Doniecka Ołeksandr Łukjanienko, który doliczył się 43 leczonych w donieckich szpitalach separatystów, wśród nich osoby na stałe zameldowane w Groznym i innych kaukaskich miejscowościach. Szczerze o udziale swoich obywateli w konflikcie we wschodniej Ukrainie wypowiada się natomiast przywódca Inguszetii, Junus-Bek Jewkurow, który przyznał, że wie o co najmniej 20-25 swoich rodakach, którzy wyjechali w rejon Doniecka. Do separatystów dołączają również Osetyjczycy, których  50-osobowa grupa wyjechała właśnie do wschodnio-ukraińskich obwodów z poruczenia jednego z lokalnych liderów politycznych Alana Kotajewa.

15 tys. euro za przepuszczenie

rebeliantów z bronią przez granicę

Przepływ ochotników do walki przeciw ukraińskiej armii z Rosji osiągnął już takie rozmiary, że władze w Kijowie postanowiły o całkowitym zamknięciu co najmniej 3 przejść granicznych z Federacją Rosyjską. Według Jurija Łucenki, doradcy prezydenta Petro Poroszenki, tylko z 6 na 7 czerwca ukraińsko-rosyjską granicę w obwodzie ługańskim nielegalnie przekroczyło 15 ciężarówek Kamaz wiozących „terrorystów” wspierających samozwańcze władze Ludowych Republik. Jak z kolei twierdzą ukraińscy dowódcy w przygranicznych rejonach na terytorium Rosji sformowana została kolumna około 50 ciężarówek wypełniona uzbrojonymi najemnikami. W ukraińskich mediach pojawiły się również informacje, że przepuszczenie transportu z rebeliantami i bronią ma kosztować 15 tys. euro (szefem służby granicznej Ukrainy jest Mykoła Łytwyn, brat Wołodymyra Łytwyna przewodniczącego ukraińskiego parlamentu w trakcie rządów ekipy prezydenta Wiktora Janukowycza). Ochotnicy mają być kuszeni sumą 400 dolarów dziennie płaconych przez rodzinę Janukowycza podejrzewaną o sponsorowanie walk na wschodzie kraju. 5 czerwca przywódcy państw G7 wezwali rosyjskie władze o zaprzestanie dostarczania broni dla separatystów na wschodzie Ukrainy. Chodzi zapewne o lepsze wyposażenie niż to pokazane na filmie:


Oczywiście, rosyjskie media nie śpią i wyłapują własnych negatywnych bohaterów wydarzeń na wschodzie ukraińskiego państwa. Od marca środki masowej informacji rezydujące na stałe w Federacji Rosyjskiej podają informacje o amerykańskich najemnikach walczących z prorosyjskimi aktywistami. Według nich na Ukrainie działa co najmniej 400 amerykańskich komandosów z prywatnej firmy wojskowej Academi (dawniej Blackwater). Co ciekawe doniesienia o udziale najemników po stronie Ukraińców podały także niemieckie “Bild am Sonntag”. Niemieccy dziennikarze powołują się m.in na swoje źródła w agencji wywiadowczej BND, która ponoć 29 kwietnia poinformowała kanclerz Angelę Merkel o udziale najemników w operacji antyterrorystycznej na Ukrainie. W tej sprawie komunikat opublikował amerykański Departament Stanu oraz szef Academi, którzy zdementowali informacje. Dowodami na udział amerykańskich „psów wojny” mają być nagrania i relacje świadków publikowane przez rosyjskie serwisy informacyjne.

Zobacz domniemanych amerykańskich najemników w Doniecku:



W kryzysie na Ukrainie, obok ochotników z Rosji, Kaukazu i Zachodu nie mogło zabraknąć Polaków. Pod koniec maja do Doniecka na zaproszenie separatystycznych władz udał się Bartosz Bekier – redaktor portalu Xportal.pl i lider niszowej, radykalnej grupy nacjonalistycznej Falanga. Wziął on udział w prorosyjskim wiecu, na którym wygłosił antyzachodnie i prorosyjskie przemówienie (w języku… angielskim). W ślad za nim podążyli inni członkowie Falangi – „ochotnicy – eurazjaci”, jak zostali określeni polscy nacjonaliści na profilu rosyjskiej organizacji Eurazjatyckiego Związku Młodzieży, której polskiej filii przewodził niegdyś były poseł Mateusz Piskorski, założyciel działającego w Polsce Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Jak się jednak wydaje zadania „polskiego kontyngentu” w szeregach separatystów sprowadzają się jedynie do roli medialnej. Wartość bojowa członków Falangi została już bowiem w Polsce rozpoznana i dobrze udokumentowana.

Zobacz starcie członków Falangi z emerytami:

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY