Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Dlaczego Rosjanie popierają Putina?

Zgodnie z najnowszymi badaniami opinii publicznych, popularność prezydenta Rosji ponownie wzrosła. Liczba rosyjskich obywateli z uznaniem wypowiadających się na temat swojego przywódcy i działań przez niego podejmowanych wynosi 83% – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Centrum Lewady w Moskwie. Bazując na swoich doświadczeniach z podróży po Rosji staram się znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd tak wysoka popularność Władimira Władimirowicza wśród mieszkańców Federacji Rosyjskiej.

Obrazy z Władimirem Putinem, autor: volna80, źródło: flickr.com

Obrazy z Władimirem Putinem, autor: volna80, źródło: flickr.com

– Widzisz tę kartinkę? – zwrócił się do mnie mój rozmówca wskazując wiszącą na ścianie swojego kantorku mapę Federacji Rosyjskiej – Tutaj jesteśmy my, a tu jest drugi koniec naszego państwa – przemierzył szybkim ruchem palca dystans z okolic Murmańska nad Morzem Barentsa do Władywostoku nad Oceanem Spokojnym – Widzisz jak ogromnym państwem jest Rosja? Aby móc zaprowadzić w nim porządek i aby utrzymać nasz kraj w całości potrzebna jest silna władza. Potrzebny jest skuteczny aparat  państwowy, aby to wszystko się nie rozpadło i nie zapanował bałagan. To tak jak w dużym mieszkaniu, w którym chcesz zachować porządek i czystość. Co do tego jest potrzebne? Przede wszystkim miotła. Ta zaś składa się z wiązek, które muszą być silne związane rzemieniem, Jeśli wiązki będą słabo związane, miotła rozpadnie się i nie będziesz mógł posprzątać swojego domu. Rozumiesz? Dla naszego wielkiego kraju takim rzemieniem jest Kreml, który utrzymuje jedność Rosji.

Gównokracja

W taki sposób tłumaczył zawiłości rosyjskiej  „suwerennej demokracji” Oleg, na oko trzydziestoletni mężczyzna obsługujący niewielką wypożyczalnie rowerów na Wyspach Sołowieckich. Strach przed mitycznym „bardakiem”, czyli bałaganem, który nieuchronni nastąpi, gdy zapanują w Rosji demokratyczne reguły rodem z Zachodu jest powszechnym uczuciem obecnym wśród zwykłych mieszkańców Rosji. Dwa lata później, gdy trasą wyznaczoną dłonią Olega na mapie przejechałem koleją transsyberyjską z jednego końca Rosji na drugi, wszędzie mogłem usłyszeć podobne opinie. – Nam nie jest potrzebna ta demokracja – odpowiedział mi z kolei współpasażer w drodze z Władywostoku do Irkucka, gdy zapytałem go o stan demokracji w Rosji (a jakże!). Jak wielokrotnie, tak i tym razem, usłyszałem rosyjską interpretację panującego na Zachodzie ustroju – diermokracja (gównokracja). Na pytanie, czy był kiedyś za zachodnią granicą Federacji Rosyjskiej i sprawdził funkcjonowanie tego przeklętego systemu usłyszałem krótkie i zdecydowanie – Nie! I nie mam potrzeby tam jeździć!

Zdecydowana większość usłyszanych podczas moich podróżnych rozmów i opinii powiela ten sam schemat (a mówię tu o osobach, które raczej należałoby zakwalifikować do średnich i niższych klas społecznych – rozmowa z takimi ludźmi czasami powie więcej o nastrojach społecznych niż nawet najlepiej przeprowadzony wywiad z wybitnym socjologiem). Zgodnie z nim Rosja jest specyficzną cywilizacją, której nie można mierzyć zachodnimi (z natury obłudnymi) miarami i w której władza jest usankcjonowana potrzebą zaprowadzenia porządku. Bez  tej silnej władzy kraj niechybnie pogrąży się w chaosie sprowokowanym przez Zachód dążący (rzecz to oczywista i „dobrze” udokumentowana) do upadku Rosji. Tak samo jak doprowadził ponad dwie dekady temu do rozpadu Związku Radzieckiego, co dla większości zwykłych rosyjskich obywateli było nie tylko „geopolityczną”, ale przede wszystkim społeczną i mentalną katastrofą.

Światopogląd mieszkańców tego ogromnego kraju to w zdecydowanej większości projekcja tego, co pokazywane jest w rosyjskich mediach, całkowicie podporządkowanych ośrodkowi władzy w Moskwie. Odpowiednie treści były sączone przez środki masowej informacji od wielu lat, znacznie wcześniej niż czołowy kremlowski propagandysta, Dmitrij Kisielow, podjął się swojej misji tworzenia wielkiego państwowego koncernu medialnego mającego na celu zunifikowanie treści przesyłanych obywatelom Rosji. Obecna w rosyjskiej radiowo-telewizyjno-internetowej przestrzeni kampania nabrała obecnie jedynie większego rozmachu, stosownie do skali politycznych i militarnych operacji prowadzonych przez Władimira Putina i jego współpracowników.

Jak to jednak możliwe, że ludzie masowo poddają się temu już nawet nie sowieckiemu, a wręcz goebbelsowskiemu praniu mózgów (nazywajmy rzeczy po imieniu)? Prawda jest prostsza niż się może wydawać. Na wielkich połaciach terytorium Federacji, ludzie nie mają dostępu do alternatywnych źródeł informacji, całą wiedzę czerpiąc niemal wyłącznie z państwowych stacji telewizyjnych. Warto zauważyć, że jedynie 40% mieszkańców Rosji zamieszkuje wielkie aglomeracje miejskie. Większość obywateli rosyjskich żyje w miejscowościach poniżej 250 tys. mieszkańców. Tam ludność ma zdecydowanie mniejszy dostęp do rozrywek, kultury i sztuki innej niż ta, która jest tam wszechobecna – radzieckiej i wielkorosyjskiej. Z drugiej strony zwycięża typowy psychologiczny odruch, który nakazuje usprawiedliwiać swoją sytuację możliwie najbardziej wiarygodną narracją i odrzucać tą, która może powodować psychiczny dyskomfort. Człowiek, który nawet jest w stanie uświadomić sobie dysonans pomiędzy dostarczanymi mu wiadomościami a otaczającą go rzeczywistością, tym bardziej stara się znaleźć wyjaśnienie tego stan rzeczy, z możliwie najmniejszym uszczerbkiem dla swojego samopoczucia. Zaczyna więc siebie przekonywać, że cały świat tak wygląda, że druga strona – w tym wypadku Zachód – także kłamie, i to jeszcze bardziej. Tworzy się atmosfera oblężonej twierdzy odpowiednio podsycana przez środki masowego informacyjnego rażenia. Jest przecież wojna, a w jej trakcie nie ma obiektywizmu. Jesteśmy tylko my i oni, nasi i wrogowie.

Gdy będąc w Sankt Petersburgu korzystając z popularnego darmowego zakwaterowania oferowanego przez użytkowników Internetu dla jedno i kilkudniowych turystów, uświadomiłem sobie jak doskonale skonstruowany i zamknięty jest system polityczny w Rosji. Dwudziestokilkuletni właściciel mieszkania, negatywnie odnoszący się do Putina i władz w Moskwie dobrze wiedział na kogo zagłosuje w zbliżających się wyborach parlamentarnych (był rok 2011). – Trzeba doprowadzić do upadku cały ten establishment – wydawał się prezentować racjonalne podejście do sytuacji panującej w Rosji mój rozmówca. – Na kogo więc będziesz głosował? – zapytałem z nadzieją. – Na komunistów! – padła odpowiedź.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY