Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Afera taśmowa a sprawa rosyjska. Czy za podsłuchami stoi Kreml?

Niemalże od razu po wybuchu tzw. „afery taśmowej” w Polskich mediach posypały się głosy, że za podsłuchiwanie wysokich polskich urzędników odpowiedzialna jest Rosja. Postanowiłem sprawdzić wiarygodność tej tezy.

Kreml, Moskwa, Rosja, autor: somebody_, źródło: flickr.com

Kreml, Moskwa, Rosja, autor: somebody_, źródło: flickr.com

Możliwość zamieszania Rosjan w „aferę taśmową” sugerują zarówno media zagraniczne, jak i niektórzy polscy publicyści. „Wiele aspektów sprawy wygląda na robotę specjalistów”, mówi się, „a rosyjscy szpiedzy wyspecjalizowani są w prowokacjach i dezinformacji”. Bez względu na ocenę tych doniesień możemy stwierdzić, że coś jest na rzeczy i warto to zbadać. Przejrzyjmy więc po kolei argumenty za i przeciw hipotezie o rosyjskim spisku.

(Poszczególne wątki poruszone w artykule rozwinięte są pod zamieszczonymi w tekście linkami. Prześledzenie ich może zająć trochę czasu, lecz zapewnia się, iż nie będzie to czas stracony).

Najwięcej interesujących informacji w tej sprawie podają media braci Karnowskich. Dziennikarze portalu „wPolityce.pl” podali do publicznej wiadomości, iż według ich ustaleń, „Studio Kulinarne Roberta Sowy” zarejestrowane jest w Warszawie przy ul. Sobieskiego 100 – dokładnie w budynku należącym do Federacji Rosyjskiej. Niegdyś był to budynek, w którym żyli pracownicy ambasady ZSRR wraz z rodzinami. Do dziś pozostaje on faktycznie pod kontrolą władz Federacji Rosyjskiej, choć jego status prawny jest nieuregulowany. Jego pomieszczenia – choć bezprawnie kontrolowane przez Rosjan – są dalej wykorzystywane. W Warszawie znajdują się cztery tego typu nieruchomości. Aby zarejestrować w nich działalność bez wątpienia trzeba mieć styczność z rosyjskim państwem.

Budynek przy ul. Sobieskiego 100 w Warszawie

Budynek przy ul. Sobieskiego 100 w Warszawie

Według dziennikarza Witolda Gadowskiego, restauracja „Sowa & Przyjaciele” mogła być „wskazana”, bądź „polecona” polskim politykom, jako komfortowe miejsce spotkań. Jej główną zaletą miało być tylne wejście, prowadzące bezpośrednio do VIP-roomu.

Z kolei dziennikarze czasopisma „wSieci”, Marek Pyza i Marcin Wikło, dowodzą, iż w aferę zamieszany jest były oficer BOR, podejrzewany o związki z Rosją. W czasach służby w strukturach Biura Ochrony Rządu miał on być odpowiedzialny za zabezpieczanie miejsc, w których pojawiały się ważni dygnitarze państwowi. Jego profesja i doświadczenie, a także niejasne powiązania miały niejako predestynować go do funkcji „podsłuchiwacza” polskiego rządu. Szczegóły dochodzenia „wSieci” mają być opublikowane w najnowszym, poniedziałkowym wydaniu gazety.

Zakładając, że wszystkie z powyższych doniesień są prawdziwe, pozostaje do przeanalizowania jeszcze jeden element układanki: motyw. Co miałoby skłonić Rosję do zaangażowania w wewnętrzne rozgrywki polityczne w Polsce? Co Rosjanie mogą ugrać na ewentualnym upadku rządu Donalda Tuska?

Jedno z rozwiązań sugeruje przytaczany już Witold Gadowski. Jak twierdzi: „Toczy się walka  o polską chemię. Nie udało się z grupą PCC, związaną z Waldemarem P., no to do dzieła zabrali się panowie Kantor i Rybowlew (jeden niemal oficjalnie, drugi po cichu) – rosyjscy potentaci w dziedzinie chemii i nawozów sztucznych. Polskie zakłady były dotąd traktowane jako wewnętrzna nieomal sprawa Niemiec, a tu masz, taka niespodzianka. Rosjanie chcą to przejąć. Dopóki Donald Tusk sprawował rządy w Warszawie Niemcy mogli być pewni swej przewagi, ale Tusk, jak to Tusk, chwiejny jest i do władzy (nominalnej) mocno przywiązany.”

Rosjanie, o których mowa, to Wiaczesław Kantor i Dmitrij Ryblowlew. Wiaczesław Kantor (nr 42. na liście najbogatszych Rosjan) jest szefem rosyjskiego koncernu Akron, zaś Rybowlew (numer 14.) do niedawna był właścicielem pakietu większościowego spółki Uralkali. Obydwie firmy są wiodącymi producentami nawozów sztucznych w Rosji. Na szczególną uwagę zasługuje strategia Akronu, który o udziały w grupie Azoty zabiega w wyjątkowo agresywny sposób. Do tej pory jednym z „żelaznych” gwarantów utrzymania wpływów państwa polskiego w spółce jest minister skarbu państwa, Włodzimierz Karpiński. Jak się okazało, jest on także jednym z bohaterów afery taśmowej. Jego publiczna kompromitacja może przyczynić się do dymisji, co z kolei otworzyłoby przed Rosjanami możliwość rozgrywania sytuacji w spółce.

Gdy mowa o strategicznych polskich przedsiębiorstwach, warto zwrócić uwagę na wpływ „afery taśmowej” na inne spółki: PGNiG oraz Orlen. W aferę zamieszani są bowiem zarządcy obydwu z nich. Ze strony PGNiG bohaterem nagrań jest Andrzej Parafianowicz. W wyniku publikacji „WPROST” został on zawieszony w swoich prawach w spółce. Nie wiadomo jakie konsekwencje spotkają prezesa Orlenu, Dariusza Krawca. Pomimo jego skandalicznych wypowiedzi w opublikowanym materiale, faktem pozostają wysokie oceny jego dotychczasowej działalności w spółce. W kilka lat zdołał wyciągnąć Orlen z długów i przystąpić do realizacji ambitnych planów inwestycyjnych. To za kierownictwa Krawca Orlenowi udało się pokonać regionalną konkurencję, jaką do niedawna stanowiła węgierska spółka MOL.

Wszystkie powyższe fakty zdają się sugerować dość jednoznacznie, iż zgodnie z maksymą is fecit, cui prodest (ten zrobił, komu to przyniosło korzyść), za nagraniami stoi nikt inny jak właśnie Kreml. Pozostaje jednak aktualnym pytanie: czy na uderzaniu w rząd Tuska, podczas gdy jedyną realną alternatywę stanowi de facto partia Jarosława Kaczyńskiego, faktycznie na dłuższą metę zyskują Rosjanie?

Odpowiedź na to pytanie pozostawiam czytelnikom.

(Oprócz tego, kilka myśli przemawiających raczej przeciwko tezie o ingerencji Rosjan, podaje Łukasz Warzecha).

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY